czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 19

http://www.youtube.com/watch?v=5NV6Rdv1a3I  - Milej się czyta z muzyką :)


Dwa tygodnie minęły nawet nie mam pojęcia kiedy, po kolejnej trzydniowej przerwie. Wróciłam do treningów i mam nadzieje że to koniec mojego "szczęścia w nieszczęściu" jak to Kuraś określił. Jego podsumowanie mojego życia było... trefne:) tak mi się przynajmniej wydaje... Nie byłam na niego zła... ale nawet wdzięczna. Miał racje. Niektórzy mogą tylko pomarzyć o takiej szkole, klubie i ludziach otaczających mnie. Jestem naprawdę szczęściarą, że mam takich kochanych przyjaciół, ale czasami... bywa kiepsko z tą ich troską....
-Ding dong- usłyszałam o... 6:04!. No chyba kogoś pogięło...pomyślałam. Wstałam i "popędziłam" by otworzyć drzwi.
- Kubiak! Pogieło cię!- wykrzyczałam gdy zobaczyłam Kubiaka i Bartmaa przed drzwiami.
- To samo ci mówię!- wykrzyczał i wypiął się dumnie Bartman zwracając się do Michała.- Mówiłem że cię pojebało z tą porą! Wiesz o której my wyjechaliśmy?!? trzecia! kumasz to trzecia!!! - darł się dalej.
-Zamknij jadaczkę bo mi sąsiadów pobudzisz!- wykrzyczałam szepcząc. Zaraz co? można krzyczeć szepcząc? nie wiem chyba nie... - właźcie!
- Zbieraj się.- powiedział Dziku poważnie się na mnie patrząc.
- Co?!?- zdziwiłam się.
- Co słuch ci odebrało? zbieraj się.- dodał wkurzony całą sytuacją.
- Jej może i tak ale mi nie!- wykrzyczała Aga.- Człowieku ja się za pół godziny muszę zbierać a ty tu włazisz jak do burdelu!- wykrzyczała zdenerwowana. Miała podobny do mnie charakter. On tak jak ja mówiła to co myśli nie gryząc się w język. Wkurzona wzieła butelkę wody i nalała jej do szklanki.
- Dobra spokojnie. Dzwonił dyro- bąkna Zibi.
- iiiii?- zapytałam znudzona przeciągając samogłoskę.
- Mamy cię do przychodni zabrać na powtórne badania bo...- zaczął ale nie dokończył.
- Bo!- zdenerwowałam się.
- Bo wszyscy z grona uważają że jesteś za chuda i...no...- błąkał się Bartman widząc miną miśka typu "Miałeś jej nie mówić bo się nie zgodzi!". Nie miałam wyjścia ale mimo to po ubraniu i umyciu się co zajęło mi 45 min. dalej uparcie szłam w zaparte.
- Nigdzie nie jadę!- oznajmiłam.
- Nie wygłupiaj się. Nie po to czekaliśmy 45 min. aż się oporządzisz żebyśmy teraz sobie z tąd wyszli bo tobie się nie chce ruszać tyłka z kanapy.- odpowiedział jak na komendę Zbyszek.
-Poważnie mówię. Nigdzie się nie ruszam.- Pewnie przez głowę Zibiego przeszła myśl czemu? przecież człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenie poszedł by chociaż dla świętego spokoju...
-Serio?!?- zapytał poważnie. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi tym pytaniem.
- TAK!- wykrzyczałam.
-Ok jak chcesz.- powiedział. Moja satysfakcja z "wygranej" nie trwała za długo. Po chwili Zbyszek podszedł do mnie i przerzucił mnie przez swoje ramie. Nie obyło się bez szarpania i wyzwisk ale nic nie pomagało. Zaniósł mnie do samochodu, posadził na tylnym siedzeniu i zapiął pas. Sam usiadł na miejscu kierowcy, a Misiek na miejscu pasażera. Po drodze nie odezwałam się do nich ani słowem. Po ponownym pobraniu krwi wsiadłam na tym samym miejscu w aucie co przedtem i nie miałam zamiaru się do nich odzywać!
- Klaudia, kurna powiedz coś!- w połowie drogi odezwał się Michał. Odpowiedziała mu cisza.
- Klauduś no...- zaczął łagodnie Bartman. To również nie przyniosło efektu.- Kurwa Klaudia! Gdybyśmy nie musieli to byśmy tego nie zrobili!- powiedział ostro. Nadal się nie odzywałam.
- Klaudia! co ty się tak przejmujesz. Przecież jeśli jesz normalnie to po prostu masz taką naturę... Chyba że nie jesz?- wzrok Michała był skierowany na mnie. Czułam jak jego spojrzenie świdruje mnie jak kartkę, na wylot. Bartman co chwila zerkał do tyłu zza kierownicy. Po chwili ciszy kontem oka zobaczyłam że Bartman zwalnia bo podjechaliśmy pod akademik.
-Klaudia...- powiedział poważnie dziku.- Czy ty przez to swoje milczenie chcesz powiedzieć że...- zaczął ale nie dokończył. Wybiegłam z auta i popędziłam na górę. Słyszałam jak za mną biegną, słyszałam kroki...

Brak komentarzy: