wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 11

Michał powoli z torba na plecach zbliżał sie do mnie, a po mojej głowie krążyły coraz dziwniejsze myśli. Wiedziałam, że nie chodzi tu o byle jaka błahostkę. Widać to było po jego zachowaniu, reakcji na poszczególne rzeczy i przede wszystkim po...oczach. Z każdą chwila coraz bardziej zaczynałam się bać tego co misiek ma mi do powiedzenia...
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....

Brak komentarzy: