-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę...
"-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam?
"- Maciek.- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.
------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz