http://www.youtube.com/watch?v=AtKZKl7Bgu0 - Polecam !!!!
- Klaudia!, kaludia!- słyszałam ciche głosy. W rzeczywistości ktoś nade mną wrzeszczał, jak się okazało. Kiedy otworzyłam oczy cały świat wirował.
-Klaudia żyjesz!- nadal krzyczał trener, obok niego znajdował się lekarz klubowy i panowie z pogotowia.
- Możesz wstać?- zapytała pan w czerwonym ubraniu. Bez słowa wstałam widząc jak wszystko wokoło się kręci i wiruje. Niepewnie zrobiłam krok po czym gdyby lekarz mnie nie złapał zaliczyłabym niezłą glebę. Lekarz od razu kazał zjeść coś słodkiego. Przyznam szczerze, że nie za często jadłam słodycze. Praktycznie wogule, ale nie dla tego że jestem głupią wariatką, która się odchudza tylko po prostu nie miałam ochoty. Poza tym miałam ustaloną dietę. Na całe szczęście nie trafiłam do szpitala, w przeciwnym razie to byłby jakiś rekord. Piotrek miał racje z tym pechowym towarzystwem. Pojechaliśmy do przychodni. Tam pobrali mi krew. Wyniki miały przyjść następnego dnia czyli dziś. Normalnie tak jak miałam w planie poszłam na zajęcia. Na pierwszej lekcji przyszedł po mnie dyrektor z lekarzem klubowym. Skierowaliśmy sie do przychodni. Tam mi wszystko wyjaśnili.
-Miałaś źle ustawioną dietę. Po prostu źle cię zważono i miałaś za mało kalorii co się wiąże z małą liczbą witamin w organizmie. - Powiedział poważnie lekarz.
-Ale już jest w porządku? - zapytałam
-Teraz tak ale gdyby nie wezwano pogotowia i nie pobrano ci krwi mogło by dojść do tragedii.- powiedział lekarz patrzec na dyrektora, jakby chciał coś zasugerować.
-Rodzice dziewczyny wiedza o wszystkim.- zapewnił dyrektor.
- I w związku z tym mają zamiar złożyć skargę?- zapytał ponownie lekarz.
- Powiedzieli że to zależy od Klaudii. - po tych słowach wszystkie pary oczu skierowane były na mnie.
- Nie, no po co? Pan Kos (tak miał na nazwisko klubowy lekarz) jest świetny w tym co robi. Nie jego wina że się waga zepsuła, prawda?- zapytałam.
- No w sumie...- zamyślił się dyrektor.
-Państwo chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Tutaj mogło dojśc do śmierci!- o mało co nie podniuósł się z krzesła doktor.
-Ale nie doszło!- wykrzyczałam mu w twarz. Od zawsze byłam taka, że nie gryzłam się w język tylko mówiłam co myślę prosto w oczy. Po tej sytuacji wyszliśmy z gabinetu. Nie chcieliśmy niepotrzebnych spięć. Wróciłam do domu, powiedziano mi że przez trzy dni mam odpoczywać i nie pokazywać się w szkole ani na treningach dopóki nie będę czułą się dobrze. Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił mój telefon.
- Hallo- powiedziałam do słuchawki siadając na kanapie w salonie.
- Kurde Klaudia żyjesz?!?- usłyszałam roztrzęsiony głos Gaby.
- Tak jak słychać...- powiedziałam z ironią- tak nota bene to rozmawiałyśmy przecież wczoraj przez skaypa...
- Ale ani słowem mi nie wspomniałaś że zemdlałaś na treningu, że ci źle dietę ustawili i... uwaga... najważniejsze... ŻE MOGŁAŚ ZGINĄĆ!- kiedy już przestała wrzeszczeć do słuchawki spokojnie zaczęłam.
- A skąd ty to wiesz? przecież to ja się przed chwilą dowiedziałam.- spokojnie odparłam. Nie miałam siły ani ochoty się z nią kłócić.
- Od Michała się rano dowiedziałam, a on od twoich rodziców.- powiedziała spokojniej.
- Acha.- Bąknęłam. No to czeka mnie kolejny nalot. Ciekawa jestem tylko w jakim czasie się tu zjawi. Skoro dowiedział się rano a jest 10:00 to za chwilę powinien tu być...
Długo czekać nie trzeba było. Ledwo co się rozłączyłam z Gabą i juz dzwonek do drzwi. Po drodze zastanawiałam się kto zabrał się z nim. Na odpowiedź tez nie musiałam długo czekać. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazał się Kubiak i Kurek.
-Boże, może mi dasz klucze co?- zapytał rzucając mi się na szyje.
- Raczej nie będzie takiej potrzeby. Mam nadzieje że mój pech niedługo się skończy...- od parałam.
- Chyba szczęście w nieszczęściu.- uśmiechnął się Kurek, przytulając się.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz najpierw mistrzostwo polski, druga liga z Dębowianką potem Kubiak kuzynem i wspaniała znajomośc z no wiesz- wskazał na siebie- i super szkoła w Łodzi, o której niektórzy mogą tylko pomarzyć. Super klub, z którym zdobyłas PlusLIgę.... żyć nie umierać.- zakończył wymieniać dobre rzeczy.- No a z drugiej strony. Najpierw zerwany mięsień, kontuzja Gaby, napad z pobiciem, choroba i źle ustawiona dieta co jest jednoznaczne z otarciem o śmierć...- skończył.
- Wiesz- zaczął Kubiak.- O ile pierwsza część opowiadania podniosła ją na chuchu... to druga ją dobiła!- zrobił minę zamyślenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz