wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 13

http://www.youtube.com/watch?v=pC-6yJCl1Z8  - Polecam tą piosenkę do czytania :)

Po dokładnie dziewięciu minutach i piętnastu sekundach zibi dojechał z Jastrzębia do Dębowca! to chyba jakiś rekord. Powinien zostać kierowcą wyścigowym nie siatkarzem, chociaż w siatkówce całkiem nieźle się mu powodzi... Zbyszek oczywiście nie mógł się powstrzymać i kiedy tylko weszłyśmy na sale i zaczęłyśmy ćwiczyć zerwał naszą wcześniejszą umowę typu "zostajesz tu, ja trenuje i wracam a potem odstawiasz mnie do domu i tyle cię widziałam" i wkroczył na parkiet witając się z trenerem.
-Co ty tu robisz?- ledwo powstrzymałam się od przekleństwa.
- ćwiczę. Nie widać?- zapytał z poważną miną.
- Widać właśnie... a co z umową?- zapytałam zdezorjętowana.
-yyyy jaką?- rżnął głupa dalej...
- Szlak mnie zaraz z wami trafi. Obydwoje jesteście niemożliwi! Nie dziwię się że się z Michałem przyjaźnicie- powiedziałam z nie dowierzaniem.
-Ale po co te nerwy no... jak bym miśka słyszał - powiedział pod nosem ostatnią część zdania a ja aż się w środku gotowałam. Po "treningu" (bo trzeba przyznać że do zwyczajnych nie należał. W końcu nie od tak ćwiczy się razem z mistrzem świata) pojechaliśmy do domu. Bartman wziął po długich kłótniach mój numer telefonu i pojechał do siebie.
***
Po kilku tygodniach, które ni z tond ni z owond minęły bardzo szybko, na lekcji matematyki do sali wszedł dyrektor razem z... moim trenerem! Nie miałam pojęcia o co ca man ale ok. Siedziałam jak mysz pod miotłą i byłam bardzo ciekawa o co tu chodzi.
-Mam przyjemność ogłosić...- zaczął z lekka zdenerwowany dyrektor.- że do naszej szkoły wpłynął wniosek o przeniesienie jednej z naszych uczennic do szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. -Po tych słowach mnie zamurowało. Nie byłam pewna czy to ja ale był mój trener...
- Tak będziesz tez mogła trenować w jeszcze drugo ligowym klubie w pobliżu szkoły gdyż taki wniosek wpłynął do naszego klubu. - powiedział zadowolony trener.
-Klaudiu masz cztery tygodnie aby podpisać oby dwa wnioski. Najlepiej niech rodzice razem z tobą przyjdą...- wyprzedził trenera dyrektor.
- Dziękujemy i bardzo przepraszamy za kłopot.- rzucił z grzeczności dyrektor i wyszli. Po zamknięciu drzwi wszyscy zaczęli być brawo. Ja jednak od samego początku miałam złe przeczucia.
Rozmawiałam z ważnymi dla mnie osobami na ten temat. Była poważna rozmowa z Maćkiem, Gabą i Pati i przede wszystkim z rodzicami. Przecież tak naprawdę to zostawię ich tu samych (no z siorką) i będziemy się widywać tylko od święta. Zresztą z kumplami jeszcze rzadziej. Wszyscy odpowiadali jednogłośnie "to dla ciebie wielka szansa powinnaś spróbować. Nami się nie przejmuj. świat się kręci dalej a przecież są skayp'y, gg i facebook." Nie udało im się jednak rozwiać wszystkich moich obaw. Przyszedł czas na najważniejszą rozmowę. Oni przeżyli to na własnej skórze. Taki Kubiak z domu wyprowadził się jak miał 14 lat. Miałam nadzieję że siatkarze coś mi poradzą...
Od nich usłyszałam podobne zdania co od pozostałych. Ale oni mogli mi powiedzieć jak radzić sobie z taką rozłąką. Mieli "patenty" a ja miałam zamiar się ich trzymać. Mieli i pewnie mają takie problemy. Szczera rozmowa ze złoto polskimi przyniosła efekt! Wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę goszko żałować... MARZENIA? NIE ZMIENIAJ!
-No wiesz moja mamusia ciągle do mnie wydzwaniała...- wspominał Pit.
- No... moja też. Pamiętam jak mnie już to potem strasznie wkurzało- rzucił Winiar.
- A ja pamiętam te telefony co 5 min. jak tylko dostałem kontuzji albo chory byłem...- parskną Kubiak.
- Ja to mam tak do dziś!- Powiedział Cichy.
- To współczucia. -rzucił Igła. -Nie tylko tobie bo to Bartek jest z tobą w pokoju- zaśmiał się pod nosem. Chłopaki jeszcze przez jakieś pół godzinki rozmawiali o swoich juniorskich wspomnieniach. Maja co wspominać. Wróciłam do domu i byłam zdecydowana. Następnego dnia z rodzicami poszłam do dyrektora i trenera podpisać papiery. Na drugi semestr miałam zacząć naukę w Łodzi...
***
-Masz wszystko?!?- zapytała mama.
-Tak.- odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu Michała. Oczywiście w aucie siedział również Winiar i Ignaczak, którzy cytuję "nie mogą odpuścić sobie tej przyjemności" Igła cieszył się jak prosię na deszcz, że jedzie do szkoły Mistrzostwa sportowego, mimo że to nie on miał się tam uczyć. Po długiej i męczącej drodze , gdyż skazani byliśmy słuchać popisów wokalnych Winiara dotarliśmy do celu.
Przywitał nas dyrektor szkoły i zaczął oprowadzać mnie po budynku. Był bardzo, lekko zaskoczony że.... zaraz można być bardzo, lekko zaskoczonym? chyba raczej nie... dobra nieważne. A więc był bardzo zaskoczony tyloma sławnymi sportowcami w jednym aucie! Dyrektor zabrał mnie na trening żebym się przypatrzyła dziewczyną. W sobotę pierwszy mecz. Gramy o pierwszą ligę! ale jazda....!

Brak komentarzy: