http://www.youtube.com/watch?v=WX6gyIFQ6k8 - Piosenka super do czytania bo Mrozu tak jak Klaudia, pokazuje że można dokonać nie możliwego.
Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz