wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 17

http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg

Po tygodniu pobytu w szpitalu zostałam wypisana do domu. Nie zagościłam jednak długo w szkole ani na treningach gdyż rozłożyłam nie angina. Lekarz dał mi kolejne tygodniowe zwolnienie. Ach już siebie widzę leżącą w łóżku przez kolejny tydzień. Na pewno. Znając siebie to po trzech dniach max wrócę do normalnego funkcjonowania. Na dzień dzisiejszy nie czuje się na siłach żeby wstać z łóżka, a to dla sportowca jest już przeszkoda:)Lekarz wyszedł dobre pół godziny temu, Aga( moja współlokatorka) przed chwilą popędziła na zajęcia więc radź sobie człowieku sam...
-Ding dong- Rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Zanim wygramoliłam sie z łóżka, ubrałąm bluze od dresu i doczołgałam się do drzwi jeszcze pięć razy usłyszałam ten dzwonek.
-No już, co pali się?- życiłąm na dzień dobry.
-Nie, znaczy nie wiem chyba nie, ale widzę że ktoś tu potrzebuje lekarza.- rzucił Michał a za nim cała banda wpokowała się do mieszkania, znaczy się był z nim tylko Zibi ale przy wejściu za choczył o wycieraczkę robiąc hałasu za sto osób...
-Lekarz był i nie dołuj mnie bardziej...- bąknęłam.
-A byłbym zapomniał. Masz pozdrowienia od Gaby. - Przypomniało mu się po pięciu minutach pobytu.
-Łał dzięki, przyda się...- rzuciłam.
-No ale jak się po każdym meczu w samej bluzie w środku zimy wychodzi to tak potem bywa...- musiał mi to wypomnieć. Inaczej nie miał by na nazwisko Kubiak.
-Kto to mówi...- wypalił Bartman.
-O a co? - zapytałam zaciekawiona.
- Musiałeś...?- zapytał złośliwie Misiek
- Tak.- uśmiechnął się szyderczo Zibi.
-No jasne bo inaczej nie byłbyś sobą...- ciągnął dalej dziku.
- Jak ty mnie dobrze znasz...- wtrącił
- A celem waszej wizyty jest?...- zapytałam przerywając złośliwe docinki, gdzyż nie bardzo wiedziałam po co przyjechali...
-Misiek ma problem...- wyrwał Bartman wkładając do buzi świeżo kupione winogrona.
-Jaki problem?- zapytałam ochryple.
-To ja walnę się na kanapę. - bąknął ZB9 i po chwili nie było ani jego ani winogron.
-No to jaki to problem?- zapytałam po krótkiej ciszy.
- To nie problem tylko bardziej powiadomienie...- Zaczął. Nie bardzo wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Ostatnio jak miał do mnie informacje, to dowiedzialam się ze jestem spokrewniona z mistrzem Europy więc...
- No to chodzi o to że...- zaczął ale nie dane było mu skończyć gdyż usłyszeliśmy że Zbyszek dusi się w salonie. Szybko popędziliśmy do pokoju a zibi nie mógł złapac tchu! Michał zaczął klepać go po plecach a ja popędziłam po wodę...
- To juz trzeba być naprawdę zdolnym. Żeby się pestką od winogrona zaksztusić- powiedziałam z politowanie.
- No. Nie jesteś pięciolatkiem, przeciesz nie jesz winogron pierwszy raz w życiu...- ciągnął Kubiak.
-Ej no nie czepiajcie się. Każdemu mogło się zdarzyć.- bąknął zawstydzony.
- Tak ale dziwnym trafem padło na ciebie...- powiedział Michał
- hahaha ale śmieszne. No dobra powiedziałeś jej już że ty i Gaba jesteście parą?- zapytał zibi a dzik schował twarz w ręce.
-Nie!- wykrzyczał.
-Co?!? - Omało co nie uduusiłąm się właśnie wodą, która piłąm.
- No jeszcze ty się uduś- wtrącił Bartman.
-A czemu ty zimne pijesz?- zapytał Michał chcąc odwrócić uwagę od całej sprawy.
-Nie odwracaj kota ogonem!- wykrzyczałam
- Kto odwraca, ja?- Z zapytał udając zaskoczenie.
- Michał!- wydarłam się na pół Łodzi.
-No co?, miałem zamiar cito dzisiaj powiedzieć ale... ale ten pacan musiał się dusić no!?!- wykrzyczał patrząc się na przyjaciela wzrokiem typu "stary, nie żyjesz"!
- Ale czemu Gaba mi nie powiedziała?- zapytałam. - Tak to już jest człowieka nie ma na miejscu dwa tygodnie a wy już tajemnice macie...- pokręciłam głową.
- No Gaba chciała ci powiedzieć ale uznaliśmy że lepiej będzie jak powiem ci to na żywo.- powiedział.
- Na żywo czy przez telefon nie ma znaczenia i tak powiedziała bym to samo.- popatrzyłam na Michała.- Szczęścia życzę!- uśmiechnęłam się i zawiesiłam się na jego szyi.
- No i gitara...- powiedział zibi wstając z kanapy. - To co, jedziemy?
- Zibi....- Powiedział Misiek z politowaniem.
- Co? przecież cel wyprawy wypełniony. Klaudia wie, i żyje. Dwie najważniejsze rzeczy...- zaczął przemowę.
- Dzięki wiesz... - uśmiechnęłam się szyderczo. Po wyjściu chłopaków runęłam jak długa na kanapę. Myślałam tylko o odpoczynku.
***
Tak jak sądziłam, tak też się stało. Po trzech dniach lenistwa wróciłam do "żywych". Lekarz klubowy na początku nie chciał mnie dopuścić do treningów ale po długich namowach udało mi się go przekonać. Przyznam szczerze dziwnie się czułam. Po tej anginie cały czas miałam mroczki przed oczami i byłam strasznie blada. Nawet osoby z mojego otoczenia to zauważyły. Zaczęło się pojawiać coraz więcej pytań o to czy dobrze się czuje itp. Pewnego dnia zrobiło mi się tak słabo na treningu że...

Brak komentarzy: