sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 20

http://www.youtube.com/watch?v=yyDUC1LUXSU  - Takie tam dla przyjemniejszego czytania, polecam :)

Pędzikiem pobiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nie zdążyłam zamknąć ich na klucz bo siatkarze szybko wbiegli za mną. Nie patrząc za siebie zatrzasnęłam się w łazience. Nadsłuchując Zibiego, który zawsze musiał się o coś potknąć wiedziałam, że są blisko.
- Debilu mówiłem choć po cichu i nie potknij się o nic!- wydarł się dziku słysząc jak domykam drzwi i zamykam się na klucz.
-Przepraszam a to moja wina że ma bajzel!- powiedział z ironią.
-Kurwa z tobą nic nie da się załatwić!- wydarł sie po raz drugi i lekko zapukał w drzwi łazienki.- Klauduś.....- przeciągał ostatnią literę wyrazu.- Klaudia no otwórz...chcemy pogadać...- ciągnął dalej ale nic nie odpowiedziałam. Wyjęłam telefon i napisałam do gaby żeby zrobiła ze swoim chłopakiem porządek. "Ale co ja mam mu powiedzieć. Jak do niego zadzwonię, to wygadam prawdę." Odpisała. "To wygadaj. Ja nie mam siły ani ochoty o tym opowiadać" Rzuciłam. Po chwili usłyszałam, że Michałowi dzwoni telefon. Prawie nic nie było słychać, gdyż mówił szeptem. Po kilku minutach usłyszałam, że odchodzi do salonu. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty się z nim kłócić, ani o niczym opowiadać. Poczułam ulgę ale jak się okazało nie na długo...
-Miśka się pozbyłaś ale ze mną nie tak łatwo...- ciągną dalej Bartman.
-Spadaj- Rzuciłam na odczepnego.
-Wiesz, - zaczął delikatnie.- Zaczynasz mnie wkurwiać!- ale skończył ostro.
-Tak?- Zapytałam z ironią.-Ty mnie też!- wykrzyczałam do szyby drzwi, w której widziałam słabe odbicie Zbyszka. Ten nic nie odpowiedział, ale już po chwili ktoś pociągnął za klamkę i...- Co ty tu kurwa robisz?!- wykrzyczałam do Bartmana, który jakimś cudem otworzył drzwi.
- Mówiłem że ze mną ci tak łatwo nie pójdzie!- wyszczerzył się do mnie i przerzucił przez ramię.
- Jak ty to otworzyłeś?!?- zapytałam szarpiąc się z nim. W głębi duszy wiedziałam, że to i tak nie zda rezultatu.
- Pineską...- powiedział spokojnie, posadził na kanapie i usiadł koło mnie. Po chwili przyszedł do nas misiek. Usiadł koło mnie (z drugiej strony) i mocno przytulił szebcząc na ucho:
-Już wszystko wiem. Nie martw się poradzimy sobie...- po tych słowach pocałował w skroń i jeszcze mocniej przytulił. Bartman siedział jak na szpilkach i nie miał pojęcia o co chodzi. Po chwili czułości Michał zaproponował herbaty. Pociągnął za sobą Zbyszka, który był zdezorientowany. Pewnie w kuchni Misiek opowiedział o wszystkim Bartmanowi. Nie była to długa historia. Opowiedział o tym jak w szóstej klasie miałam fioła na punkcie swojej wagi. Potem to przeszło ale przyzwyczaiłam się do takiego a nie innego odżywiania, kiedy zaczęłam stosować dietę jadłam mniej niż wcześniej! jak się potem okazało była źle ustawiona. Teraźniejsza nie różni się zbyt wiele od dawnego stylu życia. Mnie to cieszy. Tylko wszystkim się wydaje że jest źle a ja mam taki a nie inny styl życia i tyle.... kiedyś było kiepsko ale teraz wszystko wraca do normy.
-Ale fajny kubek, skąd go masz?- zapytał atakujący
-Zibi poważnie...?- zapytałam widząc czarno-biały kubek jeszcze z czasów "pływackich"
- No.. na serio mi się podoba. Widać, że oryginalny. Skąd go masz?- zapytał
-Z obozu.- odpowiedziałam.
-Jakiego? - Zapytał się z zaciekawieniem Michał, dołączając się tym samym do rozmowy.
-Pływackiego. Takie to ważne?- zapytałam- Może coś obejrzymy?- spytałam szybko zmieniając temat. Nie lubiłam o tym mówić. To chyba jedyna rzecz w życiu, która mi się nie udała w 100%.
-Bardzo ważne.- odpowiedział Michał niezaciekawiony propozycja filmu.
-A co leci?- po tych słowach Zbyszka mi ulżyło.
- Zajrzyj do gazety. Jest w kuchni.- Sprostował Michał. Kiedy Zbyszek powędrował po gazetę...
-Tak łatwo się nie wywiniesz. Teraz cię to ominęło ale jeszcze o tym pogadamy.- Powiedział Michał z poważna miną.
-Kiedyś. Nie dziś.- dodałam. Michał nie zdążył nic odpowiedzieć bo do pokoju wparowała zdyszana i podekscytowana Aga...

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 19

http://www.youtube.com/watch?v=5NV6Rdv1a3I  - Milej się czyta z muzyką :)


Dwa tygodnie minęły nawet nie mam pojęcia kiedy, po kolejnej trzydniowej przerwie. Wróciłam do treningów i mam nadzieje że to koniec mojego "szczęścia w nieszczęściu" jak to Kuraś określił. Jego podsumowanie mojego życia było... trefne:) tak mi się przynajmniej wydaje... Nie byłam na niego zła... ale nawet wdzięczna. Miał racje. Niektórzy mogą tylko pomarzyć o takiej szkole, klubie i ludziach otaczających mnie. Jestem naprawdę szczęściarą, że mam takich kochanych przyjaciół, ale czasami... bywa kiepsko z tą ich troską....
-Ding dong- usłyszałam o... 6:04!. No chyba kogoś pogięło...pomyślałam. Wstałam i "popędziłam" by otworzyć drzwi.
- Kubiak! Pogieło cię!- wykrzyczałam gdy zobaczyłam Kubiaka i Bartmaa przed drzwiami.
- To samo ci mówię!- wykrzyczał i wypiął się dumnie Bartman zwracając się do Michała.- Mówiłem że cię pojebało z tą porą! Wiesz o której my wyjechaliśmy?!? trzecia! kumasz to trzecia!!! - darł się dalej.
-Zamknij jadaczkę bo mi sąsiadów pobudzisz!- wykrzyczałam szepcząc. Zaraz co? można krzyczeć szepcząc? nie wiem chyba nie... - właźcie!
- Zbieraj się.- powiedział Dziku poważnie się na mnie patrząc.
- Co?!?- zdziwiłam się.
- Co słuch ci odebrało? zbieraj się.- dodał wkurzony całą sytuacją.
- Jej może i tak ale mi nie!- wykrzyczała Aga.- Człowieku ja się za pół godziny muszę zbierać a ty tu włazisz jak do burdelu!- wykrzyczała zdenerwowana. Miała podobny do mnie charakter. On tak jak ja mówiła to co myśli nie gryząc się w język. Wkurzona wzieła butelkę wody i nalała jej do szklanki.
- Dobra spokojnie. Dzwonił dyro- bąkna Zibi.
- iiiii?- zapytałam znudzona przeciągając samogłoskę.
- Mamy cię do przychodni zabrać na powtórne badania bo...- zaczął ale nie dokończył.
- Bo!- zdenerwowałam się.
- Bo wszyscy z grona uważają że jesteś za chuda i...no...- błąkał się Bartman widząc miną miśka typu "Miałeś jej nie mówić bo się nie zgodzi!". Nie miałam wyjścia ale mimo to po ubraniu i umyciu się co zajęło mi 45 min. dalej uparcie szłam w zaparte.
- Nigdzie nie jadę!- oznajmiłam.
- Nie wygłupiaj się. Nie po to czekaliśmy 45 min. aż się oporządzisz żebyśmy teraz sobie z tąd wyszli bo tobie się nie chce ruszać tyłka z kanapy.- odpowiedział jak na komendę Zbyszek.
-Poważnie mówię. Nigdzie się nie ruszam.- Pewnie przez głowę Zibiego przeszła myśl czemu? przecież człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenie poszedł by chociaż dla świętego spokoju...
-Serio?!?- zapytał poważnie. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi tym pytaniem.
- TAK!- wykrzyczałam.
-Ok jak chcesz.- powiedział. Moja satysfakcja z "wygranej" nie trwała za długo. Po chwili Zbyszek podszedł do mnie i przerzucił mnie przez swoje ramie. Nie obyło się bez szarpania i wyzwisk ale nic nie pomagało. Zaniósł mnie do samochodu, posadził na tylnym siedzeniu i zapiął pas. Sam usiadł na miejscu kierowcy, a Misiek na miejscu pasażera. Po drodze nie odezwałam się do nich ani słowem. Po ponownym pobraniu krwi wsiadłam na tym samym miejscu w aucie co przedtem i nie miałam zamiaru się do nich odzywać!
- Klaudia, kurna powiedz coś!- w połowie drogi odezwał się Michał. Odpowiedziała mu cisza.
- Klauduś no...- zaczął łagodnie Bartman. To również nie przyniosło efektu.- Kurwa Klaudia! Gdybyśmy nie musieli to byśmy tego nie zrobili!- powiedział ostro. Nadal się nie odzywałam.
- Klaudia! co ty się tak przejmujesz. Przecież jeśli jesz normalnie to po prostu masz taką naturę... Chyba że nie jesz?- wzrok Michała był skierowany na mnie. Czułam jak jego spojrzenie świdruje mnie jak kartkę, na wylot. Bartman co chwila zerkał do tyłu zza kierownicy. Po chwili ciszy kontem oka zobaczyłam że Bartman zwalnia bo podjechaliśmy pod akademik.
-Klaudia...- powiedział poważnie dziku.- Czy ty przez to swoje milczenie chcesz powiedzieć że...- zaczął ale nie dokończył. Wybiegłam z auta i popędziłam na górę. Słyszałam jak za mną biegną, słyszałam kroki...

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 18

http://www.youtube.com/watch?v=AtKZKl7Bgu0  - Polecam !!!!

- Klaudia!, kaludia!- słyszałam ciche głosy. W rzeczywistości ktoś nade mną wrzeszczał, jak się okazało. Kiedy otworzyłam oczy cały świat wirował.
-Klaudia żyjesz!- nadal krzyczał trener, obok niego znajdował się lekarz klubowy i panowie z pogotowia.
- Możesz wstać?- zapytała pan w czerwonym ubraniu. Bez słowa wstałam widząc jak wszystko wokoło się kręci i wiruje. Niepewnie zrobiłam krok po czym gdyby lekarz mnie nie złapał zaliczyłabym niezłą glebę. Lekarz od razu kazał zjeść coś słodkiego. Przyznam szczerze, że nie za często jadłam słodycze. Praktycznie wogule, ale nie dla tego że jestem głupią wariatką, która się odchudza tylko po prostu nie miałam ochoty. Poza tym miałam ustaloną dietę. Na całe szczęście nie trafiłam do szpitala, w przeciwnym razie to byłby jakiś rekord. Piotrek miał racje z tym pechowym towarzystwem. Pojechaliśmy do przychodni. Tam pobrali mi krew. Wyniki miały przyjść następnego dnia czyli dziś. Normalnie tak jak miałam w planie poszłam na zajęcia. Na pierwszej lekcji przyszedł po mnie dyrektor z lekarzem klubowym. Skierowaliśmy sie do przychodni. Tam mi wszystko wyjaśnili.
-Miałaś źle ustawioną dietę. Po prostu źle cię zważono i miałaś za mało kalorii co się wiąże z małą liczbą witamin w organizmie. - Powiedział poważnie lekarz.
-Ale już jest w porządku? - zapytałam
-Teraz tak ale gdyby nie wezwano pogotowia i nie pobrano ci krwi mogło by dojść do tragedii.- powiedział lekarz patrzec na dyrektora, jakby chciał coś zasugerować.
-Rodzice dziewczyny wiedza o wszystkim.- zapewnił dyrektor.
- I w związku z tym mają zamiar złożyć skargę?- zapytał ponownie lekarz.
- Powiedzieli że to zależy od Klaudii. - po tych słowach wszystkie pary oczu skierowane były na mnie.
- Nie, no po co? Pan Kos (tak miał na nazwisko klubowy lekarz) jest świetny w tym co robi. Nie jego wina że się waga zepsuła, prawda?- zapytałam.
- No w sumie...- zamyślił się dyrektor.
-Państwo chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Tutaj mogło dojśc do śmierci!- o mało co nie podniuósł się z krzesła doktor.
-Ale nie doszło!- wykrzyczałam mu w twarz. Od zawsze byłam taka, że nie gryzłam się w język tylko mówiłam co myślę prosto w oczy. Po tej sytuacji wyszliśmy z gabinetu. Nie chcieliśmy niepotrzebnych spięć. Wróciłam do domu, powiedziano mi że przez trzy dni mam odpoczywać i nie pokazywać się w szkole ani na treningach dopóki nie będę czułą się dobrze. Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił mój telefon.
- Hallo- powiedziałam do słuchawki siadając na kanapie w salonie.
- Kurde Klaudia żyjesz?!?- usłyszałam roztrzęsiony głos Gaby.
- Tak jak słychać...- powiedziałam z ironią- tak nota bene to rozmawiałyśmy przecież wczoraj przez skaypa...
- Ale ani słowem mi nie wspomniałaś że zemdlałaś na treningu, że ci źle dietę ustawili i... uwaga... najważniejsze... ŻE MOGŁAŚ ZGINĄĆ!- kiedy już przestała wrzeszczeć do słuchawki spokojnie zaczęłam.
- A skąd ty to wiesz? przecież to ja się przed chwilą dowiedziałam.- spokojnie odparłam. Nie miałam siły ani ochoty się z nią kłócić.
- Od Michała się rano dowiedziałam, a on od twoich rodziców.- powiedziała spokojniej.
- Acha.- Bąknęłam. No to czeka mnie kolejny nalot. Ciekawa jestem tylko w jakim czasie się tu zjawi. Skoro dowiedział się rano a jest 10:00 to za chwilę powinien tu być...
Długo czekać nie trzeba było. Ledwo co się rozłączyłam z Gabą i juz dzwonek do drzwi. Po drodze zastanawiałam się kto zabrał się z nim. Na odpowiedź tez nie musiałam długo czekać. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazał się Kubiak i Kurek.
-Boże, może mi dasz klucze co?- zapytał rzucając mi się na szyje.
!!
- Raczej nie będzie takiej potrzeby. Mam nadzieje że mój pech niedługo się skończy...- od parałam.
- Chyba szczęście w nieszczęściu.- uśmiechnął się Kurek, przytulając się.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz najpierw mistrzostwo polski, druga liga z Dębowianką potem Kubiak kuzynem i wspaniała znajomośc z no wiesz- wskazał na siebie- i super szkoła w Łodzi, o której niektórzy mogą tylko pomarzyć. Super klub, z którym zdobyłas PlusLIgę.... żyć nie umierać.- zakończył wymieniać dobre rzeczy.- No a z drugiej strony. Najpierw zerwany mięsień, kontuzja Gaby, napad z pobiciem, choroba i źle ustawiona dieta co jest jednoznaczne z otarciem o śmierć...- skończył.
- Wiesz- zaczął Kubiak.- O ile pierwsza część opowiadania podniosła ją na chuchu... to druga ją dobiła!- zrobił minę zamyślenia.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 17

http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg

Po tygodniu pobytu w szpitalu zostałam wypisana do domu. Nie zagościłam jednak długo w szkole ani na treningach gdyż rozłożyłam nie angina. Lekarz dał mi kolejne tygodniowe zwolnienie. Ach już siebie widzę leżącą w łóżku przez kolejny tydzień. Na pewno. Znając siebie to po trzech dniach max wrócę do normalnego funkcjonowania. Na dzień dzisiejszy nie czuje się na siłach żeby wstać z łóżka, a to dla sportowca jest już przeszkoda:)Lekarz wyszedł dobre pół godziny temu, Aga( moja współlokatorka) przed chwilą popędziła na zajęcia więc radź sobie człowieku sam...
-Ding dong- Rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Zanim wygramoliłam sie z łóżka, ubrałąm bluze od dresu i doczołgałam się do drzwi jeszcze pięć razy usłyszałam ten dzwonek.
-No już, co pali się?- życiłąm na dzień dobry.
-Nie, znaczy nie wiem chyba nie, ale widzę że ktoś tu potrzebuje lekarza.- rzucił Michał a za nim cała banda wpokowała się do mieszkania, znaczy się był z nim tylko Zibi ale przy wejściu za choczył o wycieraczkę robiąc hałasu za sto osób...
-Lekarz był i nie dołuj mnie bardziej...- bąknęłam.
-A byłbym zapomniał. Masz pozdrowienia od Gaby. - Przypomniało mu się po pięciu minutach pobytu.
-Łał dzięki, przyda się...- rzuciłam.
-No ale jak się po każdym meczu w samej bluzie w środku zimy wychodzi to tak potem bywa...- musiał mi to wypomnieć. Inaczej nie miał by na nazwisko Kubiak.
-Kto to mówi...- wypalił Bartman.
-O a co? - zapytałam zaciekawiona.
- Musiałeś...?- zapytał złośliwie Misiek
- Tak.- uśmiechnął się szyderczo Zibi.
-No jasne bo inaczej nie byłbyś sobą...- ciągnął dalej dziku.
- Jak ty mnie dobrze znasz...- wtrącił
- A celem waszej wizyty jest?...- zapytałam przerywając złośliwe docinki, gdzyż nie bardzo wiedziałam po co przyjechali...
-Misiek ma problem...- wyrwał Bartman wkładając do buzi świeżo kupione winogrona.
-Jaki problem?- zapytałam ochryple.
-To ja walnę się na kanapę. - bąknął ZB9 i po chwili nie było ani jego ani winogron.
-No to jaki to problem?- zapytałam po krótkiej ciszy.
- To nie problem tylko bardziej powiadomienie...- Zaczął. Nie bardzo wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Ostatnio jak miał do mnie informacje, to dowiedzialam się ze jestem spokrewniona z mistrzem Europy więc...
- No to chodzi o to że...- zaczął ale nie dane było mu skończyć gdyż usłyszeliśmy że Zbyszek dusi się w salonie. Szybko popędziliśmy do pokoju a zibi nie mógł złapac tchu! Michał zaczął klepać go po plecach a ja popędziłam po wodę...
- To juz trzeba być naprawdę zdolnym. Żeby się pestką od winogrona zaksztusić- powiedziałam z politowanie.
- No. Nie jesteś pięciolatkiem, przeciesz nie jesz winogron pierwszy raz w życiu...- ciągnął Kubiak.
-Ej no nie czepiajcie się. Każdemu mogło się zdarzyć.- bąknął zawstydzony.
- Tak ale dziwnym trafem padło na ciebie...- powiedział Michał
- hahaha ale śmieszne. No dobra powiedziałeś jej już że ty i Gaba jesteście parą?- zapytał zibi a dzik schował twarz w ręce.
-Nie!- wykrzyczał.
-Co?!? - Omało co nie uduusiłąm się właśnie wodą, która piłąm.
- No jeszcze ty się uduś- wtrącił Bartman.
-A czemu ty zimne pijesz?- zapytał Michał chcąc odwrócić uwagę od całej sprawy.
-Nie odwracaj kota ogonem!- wykrzyczałam
- Kto odwraca, ja?- Z zapytał udając zaskoczenie.
- Michał!- wydarłam się na pół Łodzi.
-No co?, miałem zamiar cito dzisiaj powiedzieć ale... ale ten pacan musiał się dusić no!?!- wykrzyczał patrząc się na przyjaciela wzrokiem typu "stary, nie żyjesz"!
- Ale czemu Gaba mi nie powiedziała?- zapytałam. - Tak to już jest człowieka nie ma na miejscu dwa tygodnie a wy już tajemnice macie...- pokręciłam głową.
- No Gaba chciała ci powiedzieć ale uznaliśmy że lepiej będzie jak powiem ci to na żywo.- powiedział.
- Na żywo czy przez telefon nie ma znaczenia i tak powiedziała bym to samo.- popatrzyłam na Michała.- Szczęścia życzę!- uśmiechnęłam się i zawiesiłam się na jego szyi.
- No i gitara...- powiedział zibi wstając z kanapy. - To co, jedziemy?
- Zibi....- Powiedział Misiek z politowaniem.
- Co? przecież cel wyprawy wypełniony. Klaudia wie, i żyje. Dwie najważniejsze rzeczy...- zaczął przemowę.
- Dzięki wiesz... - uśmiechnęłam się szyderczo. Po wyjściu chłopaków runęłam jak długa na kanapę. Myślałam tylko o odpoczynku.
***
Tak jak sądziłam, tak też się stało. Po trzech dniach lenistwa wróciłam do "żywych". Lekarz klubowy na początku nie chciał mnie dopuścić do treningów ale po długich namowach udało mi się go przekonać. Przyznam szczerze dziwnie się czułam. Po tej anginie cały czas miałam mroczki przed oczami i byłam strasznie blada. Nawet osoby z mojego otoczenia to zauważyły. Zaczęło się pojawiać coraz więcej pytań o to czy dobrze się czuje itp. Pewnego dnia zrobiło mi się tak słabo na treningu że...

Rozdział 16

http://www.youtube.com/watch?v=1AcG1apjUTI - Nie wiem czy już wam dawałam linka do tej piosenki ale jest bardzo fajna i budująca :) Miłego czytania :)


Lekko otworzyłam moje zaspane oczy, które w tym momencie wydawały mi się ciężkie jak cegły. Nie pamiętam kompletnie nic z wczorajszego wieczoru. Gdy otworzyłam moje powieki do końca i lekko je przetarłam, zobaczyłam ponure, białe ściany. Już wiedziałam gdzie jestem...
-Jak się czujesz?- usłyszałam znajomy głos. Szybko odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam... Kurka!
- Co ty tu robisz?- zapytałam by sprawdzić czy jeszcze przypadkiem nie śpię.
- No wiesz, przechodziłem wczoraj około 22:00 pod halą sportową i zobaczyłem że w oddali ktoś leży i krwawi. Podbiegłem bliżej i myślałem że mi serce na zewnątrz wyskoczy- powiedział na jednym wydechu.
- Jakoś żyjesz...- powiedziałam cicho.
- Jakoś... całą noc tu czuwałem. Za chwilę powinien zjawić się Misiek z rodzicami...
- Co?!?- wykrzyczałam- Po co tu oni?!- Zapytałam zdenerwowana.
-Kurwa Klaudia żyjesz?- do sali wparował zdenerwowany Kubiak.- Gdzie ty się sama po nocach włóczysz?!?- wywrzeszczał zdenerwowany.
-Jeszcze żyję. Skorzystałam z własnych rad...- odparłam.
- Co? co ona bredzi?- Zapytał Kurka Michał.
-Ja nie wiem, jeszcze przed chwilą gadała normalnie...- Powiedział zdenerwowany.
- Spokojnie. Prawdę mówię. Wczoraj po treningu, który skończył się później niż zakładałam, skierowałam się do mieszkania. Po drodze spotkałam Maćka, który krzyczał że mam wybierać Więc powiedziałam mu że to koniec i żeby się poważnie zastanowił co robi. On wziął cegłę i tyle pamiętam...- odzyskałam przegląd informacji z wczoraj.
-uuuu ostro...- Bąknął Kurek.
- Tak no... -błąkał sie Kubiak.
- Co? co sie stało?- zapytałam, widząc jego zdenerwowanie.
- A nic nie będę ci głowy pierdołami zawracał. Błahostka. Odpoczywaj.
-Nie no zacząłeś to mów- zaprotestowałam.
- Nie no znowu do szpitala wracamy? Boże z jakim ja się pechowym towarzystwem zadaję.- Wypalił na dzień dobry, wchodzący do sali Nowakowski. Wiedziałam że teraz to Michał i tak mi już nic nie powie...
- Piotrek!- wrzasknął Igłą
- Co? prawdę mówię...- zdziwił się środkowy.
- A tak na marginesie to czemu ty masz okulary przeciwsłoneczne?- spytał Winiar Piotrka. - Przeciesz jest srodek zimy... - Po tych słowach wszystkie oczy skoerowane były na Nowakowskiego.
- No co?!? - oburzył się.- Ładnie się komponują z ubraniem...- po tych słowach poraz drugi w życiu widziałam tyle face palmów.
-Boże z kim ja gram?- pokręcił głowa Winiar.
- Ej! dobra nie przyszliśmy się to na nowo poznawać tylko...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
- tylko pogapić się na białe ściany... znowu.- wypalił Pit.
- Nie!- krzyknął libero.- żeby sprawdzić jak czuje się nasza śpiąca królewna.- mrugnął do mnie Ignaczak.
- Chyba szpitalna królewna...- znów wypalił Cichy.
-Piotrek?- zaakcentował Bartman.- Słuchaj stary sprawdź czy cię przy automacie do kawy nie ma co?- zapytał
-Ok.- wyszedł jak by nigdy nic Pit. Wszystkie oczy przez pewien czas skierowane były z niedowierzaniem na drzwi do sali.
-Jak można być tak tępym?- zapytał po chwili Kubiak.
-No ja, ja nie wiem...- wydukał Winiar. Po chwili do sali wtargnął zdyszany Nowakowski.
- Nie ma...- wykrztusił z siebie. Po raz drugi w tym dniu widziałam tyle face palmów! Masakra. Po chwili pielęgniarka wyprosiła wszystkich z sali bo skończyły się godziny wizyt. To do której ja spałam. Zerknęłam na komórkę. 18:00 no pięknie.... i Kuraś to przez całą noc siedział? O Boże...

Rozdział 15


http://www.youtube.com/watch?v=W_hEV9jEyf0 - :) Tradycyjnie puśćcie to sobie.... Miłego czytania.... :)

Jeszcze nie zdążyłam porządnie odpocząć po meczu a tu juz trzeba było zbierać się na trening. Mimo tego że niedzielę miałyśmy wolną nawet tego nie odczułam. Cały mój wolny czas spędziłam na nauce i rozpakowywaniu się. Przyznam szczerze gryzie mnie to, że nie udało mi się porozmawiać w sobotę z Michałem. Dało się zauważyć gołym okiem że coś jest nie tak. Odpaliłam mojego lapka i weszłam na facebooka, Michał akurat był dostępny. Uznałam że zadzwonię przez skaypa.
- Co tam młoda?- po chwili usłyszałam głos Miśka.

- No, to ja chciałam się ciebie zapytać co tam?- powiedziałam poważnym tonem.
- Czemu?- udawał zdziwionego.
- Michał.. - Zaczęłam.- Widać było wczoraj że jesteś nieobecny, jak nie ty. Musiało się coś stać.
- A wiedziałem że się skapniesz. Mówiłem mu. - wyrawałam mu się z ust ostatnia częśc zdania.
- Komu? - Zapytałam z zaciekawieniem.
- Zbyszkowi. Namówił mnie na ten wypad. To on był organizatorem tej wyprawy.
- To co się stało?- zapytałam zdziwiona. Jeszcze wczoraj dała bym sobie rękę uciąć że to wszystko to pomysł Michał.
-Pokłóciłem się z Moniką. Ja nie wiem co mam robić. Ona nie rozumie tego że ja kocham siatkówkę a siatkówka kocha mnie. Jesteśmy razem od dzieciństwa...
-Rozmawialiście o tym? - zapytałam.
- Tak. O to właśnie poszło. Ona powiedziała że mam wybierać dziewczyna albo siatkówka. Myślałem że może z Gabą uda mi się pogadać, poradzić. Ale stwierdziłem że ani jej ani tobie nie będę gitary zawracał.
-Misiek, posłuchaj. Na początku zainteresowałeś się nią bo jako jedyna z całego tłumu ludzi cię nie znała. Zaciekawiło cię to. Ale teraz po czasie Monika powinna zrozumieć że dla siatkówki poświęciłeś całe swoje życie. Prywatne też. Powinna cię wspierać a nie dołować i kazać wybierać. To nie fer w stosunku do ciebie.
-Może masz racje...- zamyślił się
-Zrobisz jak będziesz uważał za stosowne ale jeśli chcesz znać moją opinię to ja bym na twoim miejscu porozmawiała z nia jeszcze raz. Poważnie i być może ostatni raz w życiu. Jeśli cię nie zrozumie to.... to ja bym zerwała.
- Wiesz..... ja tez o tym myślałem. Mam prośbę. - dodał po chwili.
-Słucham...
- Jak będzie mi tak strasznie, cholernie źle to mogę przyjechać?- zapytał.
- No pewnie. Wal drzwiami i oknami, o każdej porze dnia i nocy. - powiedziałam. - Jak by co to....- zaczęłam ale nie dokończyłam.
- to...- zapytał Michał.
- To masz gabę. ona zawsze cię pocieszy. - powiedziałam niepewnie.
- W sumi to masz rację Zadzwonię może zgodzi się na spotkanie. W końcu macie podobne gusta. Dzięki- uśmiechnął się.- Spadam na trening, pa.
- Cześć . - Po rozłączeniu z Miśkiem zorjentowałam się że ja przecież tez mam trening!
Wracając z treningu, który po przedłużeniu skończył się o 21:30 wyszłam z sali z myślą że z pół godziny będę leżeć w wygodnym łóżku i śnić o niebieskich migdałach. Przyznam szczerze że nie uśmiechało mi się wracać samej do domu po nocy ale nie miałam wyboru. Droga nie była długa. Pięć minut marszem i jestem na miejscu. Wyszłam z hali i jak najszybszym krokiem skierowałam się w stronę domu. Nagle na moim ramieniu poczułam że spoczywa jakaś ręka. Z impetem odwróciłam się i zobaczyłam........ Maćka! Wyglądał jednak jakoś inaczej, był taki nie swój. Po chwili zaczął na mnie wrzeszczeć że mam się określić on albo siatkówka. Od razu przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Kubiakiem. Postanowiłam że z korzystam z własnych rad.
-Posłuchaj!- wykrzyczałam, przerywając mu przemowę. -Mam cię dość!. Dls siatkówki poświęciłam całe życie nie zabierzesz mi tego! Zastanów się czy aby na pewno mam wybierać!- zapytałam poważnie, czując jak bije od niego alkoholem. Ale on się z toczył. Jeszcze trzy tygodnie temu nie wziął by tego do ust. Po chwili poczułam jak Maciek trzymał mnie mocno jedną ręką a drugą szybkim ruchem zagarnął cegłę leżącą w pobliży i grzmotnął mnie nią w łeb. Próbowałam się szarpać ale jedyne co pamiętam to cegła i ciemność...

Rozdział 14

http://www.youtube.com/watch?v=WX6gyIFQ6k8  -  Piosenka super do czytania bo Mrozu tak jak Klaudia, pokazuje że można dokonać nie możliwego.


Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego. 

Rozdział 13

http://www.youtube.com/watch?v=pC-6yJCl1Z8  - Polecam tą piosenkę do czytania :)

Po dokładnie dziewięciu minutach i piętnastu sekundach zibi dojechał z Jastrzębia do Dębowca! to chyba jakiś rekord. Powinien zostać kierowcą wyścigowym nie siatkarzem, chociaż w siatkówce całkiem nieźle się mu powodzi... Zbyszek oczywiście nie mógł się powstrzymać i kiedy tylko weszłyśmy na sale i zaczęłyśmy ćwiczyć zerwał naszą wcześniejszą umowę typu "zostajesz tu, ja trenuje i wracam a potem odstawiasz mnie do domu i tyle cię widziałam" i wkroczył na parkiet witając się z trenerem.
-Co ty tu robisz?- ledwo powstrzymałam się od przekleństwa.
- ćwiczę. Nie widać?- zapytał z poważną miną.
- Widać właśnie... a co z umową?- zapytałam zdezorjętowana.
-yyyy jaką?- rżnął głupa dalej...
- Szlak mnie zaraz z wami trafi. Obydwoje jesteście niemożliwi! Nie dziwię się że się z Michałem przyjaźnicie- powiedziałam z nie dowierzaniem.
-Ale po co te nerwy no... jak bym miśka słyszał - powiedział pod nosem ostatnią część zdania a ja aż się w środku gotowałam. Po "treningu" (bo trzeba przyznać że do zwyczajnych nie należał. W końcu nie od tak ćwiczy się razem z mistrzem świata) pojechaliśmy do domu. Bartman wziął po długich kłótniach mój numer telefonu i pojechał do siebie.
***
Po kilku tygodniach, które ni z tond ni z owond minęły bardzo szybko, na lekcji matematyki do sali wszedł dyrektor razem z... moim trenerem! Nie miałam pojęcia o co ca man ale ok. Siedziałam jak mysz pod miotłą i byłam bardzo ciekawa o co tu chodzi.
-Mam przyjemność ogłosić...- zaczął z lekka zdenerwowany dyrektor.- że do naszej szkoły wpłynął wniosek o przeniesienie jednej z naszych uczennic do szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. -Po tych słowach mnie zamurowało. Nie byłam pewna czy to ja ale był mój trener...
- Tak będziesz tez mogła trenować w jeszcze drugo ligowym klubie w pobliżu szkoły gdyż taki wniosek wpłynął do naszego klubu. - powiedział zadowolony trener.
-Klaudiu masz cztery tygodnie aby podpisać oby dwa wnioski. Najlepiej niech rodzice razem z tobą przyjdą...- wyprzedził trenera dyrektor.
- Dziękujemy i bardzo przepraszamy za kłopot.- rzucił z grzeczności dyrektor i wyszli. Po zamknięciu drzwi wszyscy zaczęli być brawo. Ja jednak od samego początku miałam złe przeczucia.
Rozmawiałam z ważnymi dla mnie osobami na ten temat. Była poważna rozmowa z Maćkiem, Gabą i Pati i przede wszystkim z rodzicami. Przecież tak naprawdę to zostawię ich tu samych (no z siorką) i będziemy się widywać tylko od święta. Zresztą z kumplami jeszcze rzadziej. Wszyscy odpowiadali jednogłośnie "to dla ciebie wielka szansa powinnaś spróbować. Nami się nie przejmuj. świat się kręci dalej a przecież są skayp'y, gg i facebook." Nie udało im się jednak rozwiać wszystkich moich obaw. Przyszedł czas na najważniejszą rozmowę. Oni przeżyli to na własnej skórze. Taki Kubiak z domu wyprowadził się jak miał 14 lat. Miałam nadzieję że siatkarze coś mi poradzą...
Od nich usłyszałam podobne zdania co od pozostałych. Ale oni mogli mi powiedzieć jak radzić sobie z taką rozłąką. Mieli "patenty" a ja miałam zamiar się ich trzymać. Mieli i pewnie mają takie problemy. Szczera rozmowa ze złoto polskimi przyniosła efekt! Wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę goszko żałować... MARZENIA? NIE ZMIENIAJ!
-No wiesz moja mamusia ciągle do mnie wydzwaniała...- wspominał Pit.
- No... moja też. Pamiętam jak mnie już to potem strasznie wkurzało- rzucił Winiar.
- A ja pamiętam te telefony co 5 min. jak tylko dostałem kontuzji albo chory byłem...- parskną Kubiak.
- Ja to mam tak do dziś!- Powiedział Cichy.
- To współczucia. -rzucił Igła. -Nie tylko tobie bo to Bartek jest z tobą w pokoju- zaśmiał się pod nosem. Chłopaki jeszcze przez jakieś pół godzinki rozmawiali o swoich juniorskich wspomnieniach. Maja co wspominać. Wróciłam do domu i byłam zdecydowana. Następnego dnia z rodzicami poszłam do dyrektora i trenera podpisać papiery. Na drugi semestr miałam zacząć naukę w Łodzi...
***
-Masz wszystko?!?- zapytała mama.
-Tak.- odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu Michała. Oczywiście w aucie siedział również Winiar i Ignaczak, którzy cytuję "nie mogą odpuścić sobie tej przyjemności" Igła cieszył się jak prosię na deszcz, że jedzie do szkoły Mistrzostwa sportowego, mimo że to nie on miał się tam uczyć. Po długiej i męczącej drodze , gdyż skazani byliśmy słuchać popisów wokalnych Winiara dotarliśmy do celu.
Przywitał nas dyrektor szkoły i zaczął oprowadzać mnie po budynku. Był bardzo, lekko zaskoczony że.... zaraz można być bardzo, lekko zaskoczonym? chyba raczej nie... dobra nieważne. A więc był bardzo zaskoczony tyloma sławnymi sportowcami w jednym aucie! Dyrektor zabrał mnie na trening żebym się przypatrzyła dziewczyną. W sobotę pierwszy mecz. Gramy o pierwszą ligę! ale jazda....!

Rozdział 12

-Centrum handlowe... poważnie?- zapytałam.
-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się   zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę... :)"
-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam? :)"- Maciek.
- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.

------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)

Powiadomienie

Z góry strasznie przepraszamy za długą nie obecność wiecie szkoła i te sprawy. Dziękujemy że czytacie, może nie jest was dużo ale jesteście :) Miło nam że mamy chociaż 5 czytelników ale komentarze by się też przydały.... Teraz aby wam to wynagrodzić wrzucę troszkę więcej rozdziałów... Pozdrawiamy

Rozdział 11

Michał powoli z torba na plecach zbliżał sie do mnie, a po mojej głowie krążyły coraz dziwniejsze myśli. Wiedziałam, że nie chodzi tu o byle jaka błahostkę. Widać to było po jego zachowaniu, reakcji na poszczególne rzeczy i przede wszystkim po...oczach. Z każdą chwila coraz bardziej zaczynałam się bać tego co misiek ma mi do powiedzenia...
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....

Rozdział 10

-Gdzie masz koce?!?- wrzeszczał Kurek zza ściany.
-Pierwsza szafka po prawej nad szafą!- krzyknęła gaba.
-A zapasowe poduszki?!?- Wciął się Igła.
-W szafie!- wrzeszczeli tak na przemian.
-Której szafie?!?-dalej darł się Ignaczak.
- Mam w pokoju tylko jedną szafę!- wybuchnęła Gaba.
-Debilu przecież leżą na przeciwko twoich patrzałek, tylko trzeba myśleć...- Powiedział Kurek z ironią.
- Dobra dosyć tego!- wżasknęłam na pół domu.- Każdy ma poduchę?- zapytałam.
-Tak odpowiedzieli siatkarze chórem. Po przespanej w miarę spokojnej nocy (nie licząc lunatykowania Nowakowskiego). Siatkarze zebrali się na trening a ja po śniadaniu pojechałam do domu. Za dwa tygodnie wybierałam się z Gaba na mecz do Jastrzębia. Nie był to jednak mecz z Resovią bo ten przełożyli i jest dopiero za trzy tygodnie...Czas płynął nieubłaganie. Przez masę zajęć i ostrych treningów nie miałam czasu by spotkać się z naszymi "nowymi kuplami". Pisałam tylko z którymś co jakiś czas. Najwięcej czasu jednak szło mi na pisanie z Kubiakiem i Kurkiem. Winiar najwyraźniej miał rację i mieliśmy podobne charaktery. Trener oznajmił że przekłada trening z piątku na sobotę bo jego dziecko idzie do komunii. Niefortunnie trening odbyć się miał w dzień meczu JSW z Resovą... ale coś wykombinuje :)
***
-Gaba gdzie ty jesteś?- w telefonie usłyszałam ciche "halo".
-Jadę już, czekaj przed halą.- Powiedziała ochryple.
-Mam nadzieje...- po tych słowach rozłączyłam się czekając na coraz bardziej spóźnioną kumpele.
-UUUUU teraz to musimy wygrać- Powiedział Kubiak Poklepując Winiara (zmienił klub na JSW) po ramieniu.
-No jak takie szychy nam kibicować przyszły....- ciągnął Winiarski widząc jak razem z Gabą wchodzę na hale i siadamy w pierwszym rzędzie!
-No hej! a poinformować że się na mecz przyjdzie to nie łaska co?- Udawał oburzonego Kubiak.
-Nie będziemy się wam spowiadać...- wypaliła gaba bez namysłu.
-No wiesz w sumie to ja jeszcze zawodu zmieniać nie chcę. A nawet jak będę musiał to na pewno nie na księdza...- Uśmiechnął się pod nosem Winiar
-Dla twojej informacji też nie mam takiego zamiaru...- powiedział Dziku.
-Ale serio mogłyście powiedzieć...- Winiarski zrobił minę zbitego psa.
-No misiek by się jakoś uczesał, a tak?- zapytał rozbawiony Kubiak.
-Dzięki wiesz...- Parsknął Michał W. i powędrował na "zbiórkę". Mecz jak mecz fajnie się patrzyło, super kibicowało i grunt że wygrali bo z Resovią tak łatwo nie będzie...
-I jak?- szybko po meczy podbiegł do nas Winiar wymachując statuetką MVP...Kubiaka:)
-Faja, szkoda że nie twoja...- Zaśmiała się gaba a misiek zrobił soś w stylu Foch ala Winiarski ale nie wyszło mu to najlepiej bo odwracając się zdeżył się z Kubaikkiem maszerującym w naszym kierunku.
-Powaliło do reszty?!- wżaskął misiek.- Dałem potrzymać nie rozwalić!- darł się dalej.-Klaudia możemy pogadać?- zapytał poważnie.
-tak jasne czemu pytasz.- zdziwiłam się przecież tyle razy pisałam z nim na gg.
-Sam na sam.- dodał po chwili.
- Spoko.- lekko się uśmiechnęłam.
-Poczekaj przed klubem. Możesz od tyłu?- Zapytał poważnym tonem.-Tam nikt nie będzie przeszkadzał, a z przodu hali zawsze jest tłum. Nawet po meczu.- dodał.Poszłam w wyznaczone miejsce i czekałam jak na wyrok po chwili z hali wyszedł Kubiak...

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 9

Dzień wyjścia Gabrysi ze szpitala.
-Nasze nocne niebo- zacytował i zapatrzył się Kurek w plakat wiszący na ścianie korytarza.
- Czasami go nie widać bo jest za chmurami...- Parskną Igła a Winiar zaczął chichotać pod nosem.
- Ty też zawsze musisz mnie zgasić- powiedział zrezygnowanym głosem Kuraś.
- Została Pani wypisana, mogą państwo opuścić szpital. - Powiedziała na odchodnym pielęgniarka. podejrzewam że w głębi duszy skakała z radości.
Gaba wstała, podniosłą kule i zaczęła się kierować w stronę drzwi, lecz daleko nie zaszła ponieważ przeszkodził jej w tym zgadnijcie kto.?. Na samym początku strasznie protestowała ale później uległą urokowi swojego idola. Weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu Gabrysi.
- Zapraszam w swoje skromne progi .. - Powiedziała Gaba pokazując na drzwi i schody.
- No weź Dziku, po własnych schodach to sobie wejdę - Powiedziała oburzona Gabcia w momencie kiedy Dziku ją podniósł.
- A co nie wygodnie ci ? Bo coś mi się wydaje że masz troszkę za długie te schody żeby wychodzić po niech na rękach... - Zacytował dziku jak dziecko z przedszkola.
- Dobra, dobra bez przedstawień. Otworzy nam ktoś czy masz kluczyk ? - Zapytał lekko podirytowany Igła, który rzadko kiedy taki był.
- Proszę moja Igiełko weź kluczyk, dostąpisz tego zaszczytu i otworzysz nam drzwi bo u mnie w domu i tak nikogo nie ma  - Zaśmiała się Kumpela która nadal spoczywała na rękach jednego ze złotopolskich.
Igła przewrócił oczami, ale podszedł do drzwi niczym boi hotelowy i otworzył je na wylot.
- Gaba idziemy do ciebie czy do gościnnego ? - zapytałam zwracając się do właścicielki mieszkania.
- Gdzie chcesz. Oprowadzisz tłumoków po domu a ja może zrobię kawę bo nie mam ochoty na pielgrzymkę. Moja Słodka Mordko pomożesz mi ? - Powiedziała Gaba i zwróciła się do towarzysz.
- Dobra chłopaki pielgrzymkę czas zacząć. Tu jest łazienka....
- Czyli takie jakby WC - Zapytał Nowakowski. Igła od razu zdzielił się w czoło równocześnie uderzając w potylicę Piotrka.
- Nie bo WC to nie to samo co łazienka,. Łazienka to miejsce gdzie sie trzyma jedzenie wiesz. - Powiedział z ironią w głosie Winiar.
- Dobra skończcie to. Tu są schody ale podejrzewam że to juz zauważyliście. Od razu mówię nie pytajcie co jest na górze bo zaprowadzę was tam następnym razem. - Uprzedziłam pytania chłopaków.
- Czemu następnym razem - zapytał Kuraś.
!!!!- No bo tam jest tak dużo schodów że chyba by mi nogi odpadły..... zwłaszcza po dzisiejszym treningu. - Odpowiedziałam całkiem serio i pierwszy raz w życiu widziałam na raz tyle face palmów.
- Klaudia !! - Usłyszałam głos przyjaciółki, co okropnie mnie przestraszyło i ruszyłam jej na pomoc.
- Co sie stało? - wparowałam do kuchni jak szalona.
- Ogłaszam zbiórkę radnych ! Mam pomysł, chcecie zostać na noc ? Bo mam wolną chatę a boje się tu sama siedzieć jeszcze z tą nogą - Powiedziała kumpela z miną zbitego psa.
- No wiesz.......

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 8

- Co masz teraz zamiar zrobić ? - Patrycja skierowała pytanie do mnie patrząc na Gabe
- A dlaczego mnie o to pytasz ? - zapytałam zdziwiona.
- Bo wiadomo że Gaba do sportu wrócić już nie może, a ty wrócisz bez niej ? - zapytała, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
- Klaudia nie zostawi siatkówki, nie może tego zrobić i kropka. - powiedziała Gabrysia wyciągając mnie z zamyślenia i przerywając niezręczną ciszę.
-No patrz wchodzą juz nawet bez pukania, jakby byli u siebie.- Parsknęła Pati.
-No bo w sumie jesteśmy. Za chwilę Kurek coś złamie potem Winiar i znów zobaczymy te ponure, białe ściany...- Wywodził się Igła
-Jak się czuje nasz mistrz.- do sali wtargnął Winiar z Kubiakiem.
- A jak ma się czuć jak grać juz nie może, no chyba że dasz mi swoją kostkę ?!- parsknęła wytrącona z poważnej rozmowy Gaba.
-No nie wiem czy byś chciała żeby mistrz świata, wice mistrz europy i dwukrotny zwycięsca ligi światowej pozbawiony był kostki przez byle tam mistrza Polski...- Misiek mocno zaakcentował ostatnie słowa i czekał na naszą odpowiedź.
- A wczoraj to taki szczęśliwy byłeś i cały czas nam gratulowałeś.... - powiedziałam lekko wkurzona że tak nas dobił.
Gaba wstała, weszła na parapet jak miała w zwyczaju i otworzyła okno, co mi się nie spodobało więc wrzasnęłam.
- Gaba Kurwa co ty robisz, masz zamiar rozwalić tą kostkę jeszcze bardziej czy wypaść przez okno z 4 piętra !!!
- Teraz to już i tak nic nie wygra... - wzruszył ramionami igła z powagą na twarzy.
- No jak chce to niech wypada ale odpowiedź karną bierze za to Klaudia - Wrzasnął Kuraś.
- Też mi miło, to dzięki za pozwolenie.. - Powiedziała Gaba i jeszcze bardziej otworzyła okno. Nie wytrzymałam emocjonalnie dałam tym idiotom w łeb i razem z pati ruszyłam w stronę kumpeli, która wyglądała jakby faktycznie chciała wyskoczyć. Pati próbowała znieść przyjaciółkę z parapetu ale miała za mało siły w swoich łapeczkach. Dziku podszedł  do Gaby i zabrał ją na ręce (podejrzewam że w tym momencie była w siódmym niebie bo była na rękach u swojego idola), ja zamknęłam okno i zapytałam.
- Ma ktoś może tu jakąś kłódkę czy coś bo znając tą panią to ona naprawdę może nam przez okno wyskoczyć ....
-Ja mam inne pytanie.- Wtrącił Nowakowski. -Ktoś jeszcze ma ochotę na kawę?- Wyrwał ni z tond ni z owąd Cichy Pit.
-Mówiłem już że ja go nie znam...- Zapytał Igła i strzelił face palma w czoło
- Boże i to ma być legenda polskiej siatkówki..- Wtrąciła znudzona dyskusją Patrycja.
-Ikona młoda, Ikona!- oburzył się Piotrek.
- Ikona reklamująca kawę... dobre- Zamyślił się Winiar
- Boże to ja tu mówię że musimy zabarykadować moją kumpele bo ona z tond zwieje a wy tu zaczynacie dyskusje o kawie, geniusze no po prostu idioci.... - Wtrąciłam zrezygnowanym głosem.
- Chciałbym zauważyć że ja nie wtrąciłem ani słowa do tej idiotycznej dyskusji - wydarł się szanowny pan Kubiak.
- Debil no po prostu Debil - Odezwała się kumpela (Patrycja) która zauważyła że Nowakowski wszedł do sali z kubkiem gorącej kawy i wylał ją na Kurka.
- Głupi czy z policji? - Darł się Kuraś.
- Oj przepraszam czy ty coś do policji masz ? - Syknęła Gaba przez zęby
- uuuuuuu ostro siostro.......yyyyyy bracie!- wykrzyczałam ostatnie słowo.
- No ja wiedziałem że Kuraś ma kobiecą urodę ale żeby aż tak?- Parsknął Igła poczym wybuchł śmiechem. W jego ślady poszli wszyscy siatkarze.
- hahahah A co z moimi spodniami, przeciesz nie będę paradował w bokserkach po szpitalu. Jeszcze mnie ktoś rozpozna...- sprostował Kurek
- Jeśli je wogule masz...- Winiar o mało co nie spadł z krzesła. Kolejny raz cała reprezentacja wybuchła śmiechem.
- Dzięki wiesz....- Kurek sarkastycznie zaakcentował do winiarskiego ostatnie słowo.
-Co się tutaj dzieje?- do sali weszła pielęgniarka.- Wszyscy na korytarz! 
Dzień zakończył się ok. 22:35, wtedy skończyłam rozmawiac z Gabą przez telefon. Po tym jak pielęgniarka wyrzuciła nas na korytarz pojechaliśmy do domu. Z tam tond udałam się jeszcze na trening ale nie szło mi najlepiej. Co chwile myślałam o pytaniach od pati co dalej zrobię, czy zostawię siatkówkę?. Sama nie znałam na nie odpowiedzi. Myślałam ze może zapytam się któregoś z " wielkoludów" co zrobiłby na moim miejscu. Szybko mi przeszło przypominając sobie ich dzisiejsze zachowanie. W tamtym momęcie najodpowiedzialniejsza osobą wydawał mi się Kubiak