piątek, 31 maja 2013

Rozdział 7

-Jak humorek?- usłyszałam znajomy głos zza pleców. Kubiak pomyślałam i nie myliłam się.
- A jaki ma byc?, bojowa postawa i do boju!- krzyknęłam motywując się sama.
!!!!-yyyy Ja nie chcę nic sugerować ale do plażówki potrzebnych jest dwóch graczy. Gdzie masz Gabe?- zapytał Winiar.
-Też nie chce nic sugerować zawodowemu siatkarzowi ale tam jest tabliczka "nieupoważnionym wstęp wzbroniony".- zacytowałam i usmiechnęłam się sama do siebie.
- Połamcie nogi!- krzyknął Piter z trybun.
-Dzięki.- odparła Gaba wchodząc z szatni na piasek.
Pierwszy gwizdek zabrzmiał. Moje serwy. Stanęłam w polu serwisowym z myślą "nie ryzykujesz, nie grasz". Po czterech asach serwisowych piłka meczowa i mistrzostwo polski na wyciągnięcie ręki. Przyznam szczerze ręka mi zadrżała ale przeciwniczką pewnie bardziej. Odebrały w miarę dobrze, idealna wystawa i ścina. Nie poczekajcie ja i Gaba dynamicznie skoczyłyśmy do bloku i.......
-Gaba żyjesz?!?- wrzeszczałam jak oszalała.
- Kurwa moja noga!- tylko to w tamtej chwili zdołała z siebie wyksztusić moja partnerka.
Karetka zabrała ja do szpitala. Ja razem z Grupą olbrzymów jechałam w aucie. Znów widok tych samych białych scian co trzy tygodnie temu, tyle że teraz to gaba cierpiała...
- Analiza juz jest...- Powiedział doktor.
-Jeśli miałaś zamiar wiązać przyszłość ze sportem to.... to to koniec marzeń.
-Co!- wydukałam z siebie. To ja byłam w większym szoku.
-Ej klaudzia..- Powiedziała Gabi gdy zostałyśmy same.
-Ja nie myślałam o tym tak na 100% serio.- mówiła dalej a mi łzy coraz bardziej napływały do oczu.
-Nie rycz no. Będzie dobrze. Ty wiesz jakie są moje marzenia. Nikt mi tego nie zabierze.- powiedziała a ja zaniemówiłam. Wiedziałam że chce iść za policjantkę ale jak juz byłyśmy takie dobre...
- Klaudia!- powiedziała...przerazona!
- co?!?- wystraszyłam się
-Mecz! masz mecz za 20 min.
-Daj spokój nie zastawię cię tu.- powiedziałam wiedząc co tracę. Przyjaźń przede wszystkim.
- Mowy nie ma, Kubiak!- Wrzasnęła aż ją na ulice był słychać. Po sekundzie Kubiak z resztą bandy znaleźli się w środku.
- Macie bezpiecznie zwieźć Klaudię na mecz, jasne?
-Nigdzie się nie ruszam -szłam w zaparte
- Mam gdzieś to czy chcesz czy nie, Ruszaj tyłek na boisko i wygraj druga ligę! w końcu mistrzostwo polski już masz- po tych słowach mocno przytuliłam gabe i poszłam z Kubiakiem do auta. Ten bezpiecznie zawiózł mnie na mecz miał na mnie czekać i przywieźć do gaby z powrotem. Reszta bandy miała oglądać mecz w szpitalu gdyż okazało się że jest transmisja na żywo!
Pierwszy set był według wielu perfekcyjny, wygrana 25:17 to juz jest coś. Drugi set nie był taki łatwy, na początku przegrywałyśmy 16:11! Niepewnie przyjęłam piłkę i dostałam ją do ataku w podzięce. Przeciwniczki jakoś się wybroniły i zaatakowały w nasze pole. Piłka odbiła się od stopy Moni i powędrowała do stanowiska z urządzeniami obsługującymi tablice świetlne. Ja bez chwili zastanowienia ( co czasami by mi się przydało) popędziłam w tamtym kierunku, wskoczyłam na stolik i.... przebiłyśmy piłkę! nasza radość nie trwała długo znów mocna kątra z ich strony. Tym razem piłkę podbiła kalina....w trybuny. Mądra ja, również bez głowy przeskoczyłam przez bandy i wybroniłam. Znów przebiłyśmy na drugą strone. I znów kątra. Tym razem piłkę podbiłam Ja. Na szczęście została w boisku ale mądra Baśka wzięła sie z wystawianie dołem, tak że wystawiła na... dziewiąty metr! wtedy to myślałam że mnie krew zaleje. Bez namysłu zrobiłam nabieg i mocno ścięłam (jeśli tak to można nazwać bo bardziej zaserwowałam) piłkę. Punkt dla nas Jak ja byłam szczęśliwa Boże.... Tego seta po ciężkim boju wygrałyśmy 32:30! Kolejny to była formalność:) 25:19 i druga liga nasza! radości nie było końca ale..... nie u mnie.
Od razu po meczy szybko się przebrałam i popędziłam w stronę samochodu Miśka. On od razu pogratulował zwycięstwa i pojechaliśmy do Gaby. Tam uścisków nie było końca...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ale świetne :D