Rozdział 1
Piątek. Jak ja kocham piątki...- myślałam słysząc dźwięk mojego budzika. Pięć lekcji i spadam do domu.-myślałam nie mogąc doczekać się ostatniego dzwonka. Z rozmyślań wyrwał mnie coraz głośniejszy budzik.- O cholera!- powiedziałam pod nosem. Juz 7:00 przecież budzik nastawiłam na 6:30! Pewnie się nie obudziłam... Do szkoły dotarłam pięć min. przed dzwonkiem. Oczywiście nie obyło się bez pytań kolegów typu "co ci się stało że tak późno." itp. Pierwsze dwie lekcje to Religia. To akurat dobrze, przez pierwsze 45min ksiądz nawija, 5min przerwy i znowu "wykłady". Przynajmniej koncentrować się zbytnio nie trzeba. Następnie w-f. Tu dostałam na start od kumpla piłką w łeb.
- tak na po budkę.- uśmiechnoł sie szyderczo.
-dzięki ale nie trzeba było- powiedziałam ironicznie. We wtorek zawody z siatkówki plażowej a nasza szkoła nie miała nawet boiska... ale co tam przez moje treningi oczywiście miałam bronić imienia szkoły. Ostatni raz nasza szkoła zajęła trzecie miejsce siedem lat temu... fartem. Grunt że moja partnerką miała być moja najlepsza kumpela
po szkole przez dwa tygodnie jeździłyśmy na moje treningi i ćwiczyłyśmy pod okiem trenera. Takie poświęcenie musi przynieść rezultat.
- Nie śpimy, ruszamy się- usłyszałam znajomy głos za mną. Nie zdążyłam się odwrócić a ktoś mocno złapał mnie za biodra i zakręcił dookoła własnej osi.
-Nie śpię!- krzyknęłam i wyrwałam się z uścisków. Zobaczyłam Maćka stojącego za mną z szerokim uśmiechem.
- Czy aby na pewno?, nawet nie poznałaś własnego chłopaka...- usmiechnoł sie jeszcze bardziej.
-Dobra zbiórka- krzyknęła nauczycielka.- Jak wiecie we wtorek są zawody. Klaudia, Gabi zagracie na Maćka i Michała.
-Ale oni niedawno wygrali w plażówkę. Nie pokonamy ich. Nie ma szans.- powiedziała gaba zrezygnowanym głosem.
-Nie bój nic, damy rade. Dadzą nam fory..- po tych słowach puściłam oczko do maćka a on się uśmiechnoł.
-Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr- rozległ się dźwięk dzwonka co oznaczało że skończyłam lekcje. Szybko pomaszerowałam do dom, rzuciłam torbę w kąt i poległam jak długo na kanapie. Moje szczęście nie trwało długo dlatego że o 15:00 wyjeżdżam na dodatkowy j. Angielski a potem o 16:30 na trening. Gaba dzisiaj odpuściła, stwierdziła że tyle wysiłku przed zawodami to za dużo i że te dwa ostatnie treningi odpuści. Ja byłam przyzwyczajona do takiego wysiłku. Trener zaczął przemowe od meczu, który już w te sobotę. Jeśli go wygramy przybliży nam to awans do drugiej ligi. Jeśli nie to musimy pokonać Victorię. Najlepszy klub w naszym rejonie, co łatwe nie będzie. łatwe to może i nie ale możliwe. Nie gram w pierwszym składzie. Nie będzie mnie na meczu bo to wyjazdowy, do Bełchatowa- łudzkiej stolicy siatkówki. Ale "chwastek"(Asia) wszystko będzie relacjonować. Dziewczyny grać będą na hali, na której zwykle trenuje Wlazły i inne ikony polskiej PlusLigi. Na treningu było nas mało. Dziewczyny były na wycieczce szkolnej. Miały wrócić koło 1:00 w nocy a o 8:45 zbiórka w Dębowcu. Nie zazdroszczę...Po treningu przyjechałam z mamą do domu. Odrazu poszłam się umyć, i spać. Dokładnie o 3:30 mama dostała telefon. Jej dzwonek było słychać przez ścianę. Dzwonił trener...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz