http://www.youtube.com/watch?v=yyDUC1LUXSU - Takie tam dla przyjemniejszego czytania, polecam :)
Pędzikiem pobiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nie zdążyłam zamknąć ich na klucz bo siatkarze szybko wbiegli za mną. Nie patrząc za siebie zatrzasnęłam się w łazience. Nadsłuchując Zibiego, który zawsze musiał się o coś potknąć wiedziałam, że są blisko.
- Debilu mówiłem choć po cichu i nie potknij się o nic!- wydarł się dziku słysząc jak domykam drzwi i zamykam się na klucz.
-Przepraszam a to moja wina że ma bajzel!- powiedział z ironią.
-Kurwa z tobą nic nie da się załatwić!- wydarł sie po raz drugi i lekko zapukał w drzwi łazienki.- Klauduś.....- przeciągał ostatnią literę wyrazu.- Klaudia no otwórz...chcemy pogadać...- ciągnął dalej ale nic nie odpowiedziałam. Wyjęłam telefon i napisałam do gaby żeby zrobiła ze swoim chłopakiem porządek. "Ale co ja mam mu powiedzieć. Jak do niego zadzwonię, to wygadam prawdę." Odpisała. "To wygadaj. Ja nie mam siły ani ochoty o tym opowiadać" Rzuciłam. Po chwili usłyszałam, że Michałowi dzwoni telefon. Prawie nic nie było słychać, gdyż mówił szeptem. Po kilku minutach usłyszałam, że odchodzi do salonu. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty się z nim kłócić, ani o niczym opowiadać. Poczułam ulgę ale jak się okazało nie na długo...
-Miśka się pozbyłaś ale ze mną nie tak łatwo...- ciągną dalej Bartman.
-Spadaj- Rzuciłam na odczepnego.
-Wiesz, - zaczął delikatnie.- Zaczynasz mnie wkurwiać!- ale skończył ostro.
-Tak?- Zapytałam z ironią.-Ty mnie też!- wykrzyczałam do szyby drzwi, w której widziałam słabe odbicie Zbyszka. Ten nic nie odpowiedział, ale już po chwili ktoś pociągnął za klamkę i...- Co ty tu kurwa robisz?!- wykrzyczałam do Bartmana, który jakimś cudem otworzył drzwi.
- Mówiłem że ze mną ci tak łatwo nie pójdzie!- wyszczerzył się do mnie i przerzucił przez ramię.
- Jak ty to otworzyłeś?!?- zapytałam szarpiąc się z nim. W głębi duszy wiedziałam, że to i tak nie zda rezultatu.
- Pineską...- powiedział spokojnie, posadził na kanapie i usiadł koło mnie. Po chwili przyszedł do nas misiek. Usiadł koło mnie (z drugiej strony) i mocno przytulił szebcząc na ucho:
-Już wszystko wiem. Nie martw się poradzimy sobie...- po tych słowach pocałował w skroń i jeszcze mocniej przytulił. Bartman siedział jak na szpilkach i nie miał pojęcia o co chodzi. Po chwili czułości Michał zaproponował herbaty. Pociągnął za sobą Zbyszka, który był zdezorientowany. Pewnie w kuchni Misiek opowiedział o wszystkim Bartmanowi. Nie była to długa historia. Opowiedział o tym jak w szóstej klasie miałam fioła na punkcie swojej wagi. Potem to przeszło ale przyzwyczaiłam się do takiego a nie innego odżywiania, kiedy zaczęłam stosować dietę jadłam mniej niż wcześniej! jak się potem okazało była źle ustawiona. Teraźniejsza nie różni się zbyt wiele od dawnego stylu życia. Mnie to cieszy. Tylko wszystkim się wydaje że jest źle a ja mam taki a nie inny styl życia i tyle.... kiedyś było kiepsko ale teraz wszystko wraca do normy.
-Ale fajny kubek, skąd go masz?- zapytał atakujący
-Zibi poważnie...?- zapytałam widząc czarno-biały kubek jeszcze z czasów "pływackich"
- No.. na serio mi się podoba. Widać, że oryginalny. Skąd go masz?- zapytał
-Z obozu.- odpowiedziałam.
-Jakiego? - Zapytał się z zaciekawieniem Michał, dołączając się tym samym do rozmowy.
-Pływackiego. Takie to ważne?- zapytałam- Może coś obejrzymy?- spytałam szybko zmieniając temat. Nie lubiłam o tym mówić. To chyba jedyna rzecz w życiu, która mi się nie udała w 100%.
-Bardzo ważne.- odpowiedział Michał niezaciekawiony propozycja filmu.
-A co leci?- po tych słowach Zbyszka mi ulżyło.
- Zajrzyj do gazety. Jest w kuchni.- Sprostował Michał. Kiedy Zbyszek powędrował po gazetę...
-Tak łatwo się nie wywiniesz. Teraz cię to ominęło ale jeszcze o tym pogadamy.- Powiedział Michał z poważna miną.
-Kiedyś. Nie dziś.- dodałam. Michał nie zdążył nic odpowiedzieć bo do pokoju wparowała zdyszana i podekscytowana Aga...
sobota, 29 czerwca 2013
czwartek, 27 czerwca 2013
Rozdział 19
http://www.youtube.com/watch?v=5NV6Rdv1a3I - Milej się czyta z muzyką :)
Dwa tygodnie minęły nawet nie mam pojęcia kiedy, po kolejnej trzydniowej przerwie. Wróciłam do treningów i mam nadzieje że to koniec mojego "szczęścia w nieszczęściu" jak to Kuraś określił. Jego podsumowanie mojego życia było... trefne
tak mi się przynajmniej wydaje... Nie byłam na niego zła... ale nawet wdzięczna. Miał racje. Niektórzy mogą tylko pomarzyć o takiej szkole, klubie i ludziach otaczających mnie. Jestem naprawdę szczęściarą, że mam takich kochanych przyjaciół, ale czasami... bywa kiepsko z tą ich troską....
-Ding dong- usłyszałam o... 6:04!. No chyba kogoś pogięło...pomyślałam. Wstałam i "popędziłam" by otworzyć drzwi.
- Kubiak! Pogieło cię!- wykrzyczałam gdy zobaczyłam Kubiaka i Bartmaa przed drzwiami.
- To samo ci mówię!- wykrzyczał i wypiął się dumnie Bartman zwracając się do Michała.- Mówiłem że cię pojebało z tą porą! Wiesz o której my wyjechaliśmy?!? trzecia! kumasz to trzecia
! - darł się dalej.
-Zamknij jadaczkę bo mi sąsiadów pobudzisz!- wykrzyczałam szepcząc. Zaraz co? można krzyczeć szepcząc? nie wiem chyba nie... - właźcie!
- Zbieraj się.- powiedział Dziku poważnie się na mnie patrząc.
- Co?!?- zdziwiłam się.
- Co słuch ci odebrało? zbieraj się.- dodał wkurzony całą sytuacją.
- Jej może i tak ale mi nie!- wykrzyczała Aga.- Człowieku ja się za pół godziny muszę zbierać a ty tu włazisz jak do burdelu!- wykrzyczała zdenerwowana. Miała podobny do mnie charakter. On tak jak ja mówiła to co myśli nie gryząc się w język. Wkurzona wzieła butelkę wody i nalała jej do szklanki.
- Dobra spokojnie. Dzwonił dyro- bąkna Zibi.
- iiiii?- zapytałam znudzona przeciągając samogłoskę.
- Mamy cię do przychodni zabrać na powtórne badania bo...- zaczął ale nie dokończył.
- Bo!- zdenerwowałam się.
- Bo wszyscy z grona uważają że jesteś za chuda i...no...- błąkał się Bartman widząc miną miśka typu "Miałeś jej nie mówić bo się nie zgodzi!". Nie miałam wyjścia ale mimo to po ubraniu i umyciu się co zajęło mi 45 min. dalej uparcie szłam w zaparte.
- Nigdzie nie jadę!- oznajmiłam.
- Nie wygłupiaj się. Nie po to czekaliśmy 45 min. aż się oporządzisz żebyśmy teraz sobie z tąd wyszli bo tobie się nie chce ruszać tyłka z kanapy.- odpowiedział jak na komendę Zbyszek.
-Poważnie mówię. Nigdzie się nie ruszam.- Pewnie przez głowę Zibiego przeszła myśl czemu? przecież człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenie poszedł by chociaż dla świętego spokoju...
-Serio?!?- zapytał poważnie. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi tym pytaniem.
- TAK!- wykrzyczałam.
-Ok jak chcesz.- powiedział. Moja satysfakcja z "wygranej" nie trwała za długo. Po chwili Zbyszek podszedł do mnie i przerzucił mnie przez swoje ramie. Nie obyło się bez szarpania i wyzwisk ale nic nie pomagało. Zaniósł mnie do samochodu, posadził na tylnym siedzeniu i zapiął pas. Sam usiadł na miejscu kierowcy, a Misiek na miejscu pasażera. Po drodze nie odezwałam się do nich ani słowem. Po ponownym pobraniu krwi wsiadłam na tym samym miejscu w aucie co przedtem i nie miałam zamiaru się do nich odzywać!
- Klaudia, kurna powiedz coś!- w połowie drogi odezwał się Michał. Odpowiedziała mu cisza.
- Klauduś no...- zaczął łagodnie Bartman. To również nie przyniosło efektu.- Kurwa Klaudia! Gdybyśmy nie musieli to byśmy tego nie zrobili!- powiedział ostro. Nadal się nie odzywałam.
- Klaudia! co ty się tak przejmujesz. Przecież jeśli jesz normalnie to po prostu masz taką naturę... Chyba że nie jesz?- wzrok Michała był skierowany na mnie. Czułam jak jego spojrzenie świdruje mnie jak kartkę, na wylot. Bartman co chwila zerkał do tyłu zza kierownicy. Po chwili ciszy kontem oka zobaczyłam że Bartman zwalnia bo podjechaliśmy pod akademik.
-Klaudia...- powiedział poważnie dziku.- Czy ty przez to swoje milczenie chcesz powiedzieć że...- zaczął ale nie dokończył. Wybiegłam z auta i popędziłam na górę. Słyszałam jak za mną biegną, słyszałam kroki...
Dwa tygodnie minęły nawet nie mam pojęcia kiedy, po kolejnej trzydniowej przerwie. Wróciłam do treningów i mam nadzieje że to koniec mojego "szczęścia w nieszczęściu" jak to Kuraś określił. Jego podsumowanie mojego życia było... trefne
tak mi się przynajmniej wydaje... Nie byłam na niego zła... ale nawet wdzięczna. Miał racje. Niektórzy mogą tylko pomarzyć o takiej szkole, klubie i ludziach otaczających mnie. Jestem naprawdę szczęściarą, że mam takich kochanych przyjaciół, ale czasami... bywa kiepsko z tą ich troską....-Ding dong- usłyszałam o... 6:04!. No chyba kogoś pogięło...pomyślałam. Wstałam i "popędziłam" by otworzyć drzwi.
- Kubiak! Pogieło cię!- wykrzyczałam gdy zobaczyłam Kubiaka i Bartmaa przed drzwiami.
- To samo ci mówię!- wykrzyczał i wypiął się dumnie Bartman zwracając się do Michała.- Mówiłem że cię pojebało z tą porą! Wiesz o której my wyjechaliśmy?!? trzecia! kumasz to trzecia
! - darł się dalej.-Zamknij jadaczkę bo mi sąsiadów pobudzisz!- wykrzyczałam szepcząc. Zaraz co? można krzyczeć szepcząc? nie wiem chyba nie... - właźcie!
- Zbieraj się.- powiedział Dziku poważnie się na mnie patrząc.
- Co?!?- zdziwiłam się.
- Co słuch ci odebrało? zbieraj się.- dodał wkurzony całą sytuacją.
- Jej może i tak ale mi nie!- wykrzyczała Aga.- Człowieku ja się za pół godziny muszę zbierać a ty tu włazisz jak do burdelu!- wykrzyczała zdenerwowana. Miała podobny do mnie charakter. On tak jak ja mówiła to co myśli nie gryząc się w język. Wkurzona wzieła butelkę wody i nalała jej do szklanki.
- Dobra spokojnie. Dzwonił dyro- bąkna Zibi.
- iiiii?- zapytałam znudzona przeciągając samogłoskę.
- Mamy cię do przychodni zabrać na powtórne badania bo...- zaczął ale nie dokończył.
- Bo!- zdenerwowałam się.
- Bo wszyscy z grona uważają że jesteś za chuda i...no...- błąkał się Bartman widząc miną miśka typu "Miałeś jej nie mówić bo się nie zgodzi!". Nie miałam wyjścia ale mimo to po ubraniu i umyciu się co zajęło mi 45 min. dalej uparcie szłam w zaparte.
- Nigdzie nie jadę!- oznajmiłam.
- Nie wygłupiaj się. Nie po to czekaliśmy 45 min. aż się oporządzisz żebyśmy teraz sobie z tąd wyszli bo tobie się nie chce ruszać tyłka z kanapy.- odpowiedział jak na komendę Zbyszek.
-Poważnie mówię. Nigdzie się nie ruszam.- Pewnie przez głowę Zibiego przeszła myśl czemu? przecież człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenie poszedł by chociaż dla świętego spokoju...
-Serio?!?- zapytał poważnie. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi tym pytaniem.
- TAK!- wykrzyczałam.
-Ok jak chcesz.- powiedział. Moja satysfakcja z "wygranej" nie trwała za długo. Po chwili Zbyszek podszedł do mnie i przerzucił mnie przez swoje ramie. Nie obyło się bez szarpania i wyzwisk ale nic nie pomagało. Zaniósł mnie do samochodu, posadził na tylnym siedzeniu i zapiął pas. Sam usiadł na miejscu kierowcy, a Misiek na miejscu pasażera. Po drodze nie odezwałam się do nich ani słowem. Po ponownym pobraniu krwi wsiadłam na tym samym miejscu w aucie co przedtem i nie miałam zamiaru się do nich odzywać!
- Klaudia, kurna powiedz coś!- w połowie drogi odezwał się Michał. Odpowiedziała mu cisza.
- Klauduś no...- zaczął łagodnie Bartman. To również nie przyniosło efektu.- Kurwa Klaudia! Gdybyśmy nie musieli to byśmy tego nie zrobili!- powiedział ostro. Nadal się nie odzywałam.
- Klaudia! co ty się tak przejmujesz. Przecież jeśli jesz normalnie to po prostu masz taką naturę... Chyba że nie jesz?- wzrok Michała był skierowany na mnie. Czułam jak jego spojrzenie świdruje mnie jak kartkę, na wylot. Bartman co chwila zerkał do tyłu zza kierownicy. Po chwili ciszy kontem oka zobaczyłam że Bartman zwalnia bo podjechaliśmy pod akademik.
-Klaudia...- powiedział poważnie dziku.- Czy ty przez to swoje milczenie chcesz powiedzieć że...- zaczął ale nie dokończył. Wybiegłam z auta i popędziłam na górę. Słyszałam jak za mną biegną, słyszałam kroki...
środa, 26 czerwca 2013
Rozdział 18
http://www.youtube.com/watch?v=AtKZKl7Bgu0 - Polecam !!!!
- Klaudia!, kaludia!- słyszałam ciche głosy. W rzeczywistości ktoś nade mną wrzeszczał, jak się okazało. Kiedy otworzyłam oczy cały świat wirował.
-Klaudia żyjesz!- nadal krzyczał trener, obok niego znajdował się lekarz klubowy i panowie z pogotowia.
- Możesz wstać?- zapytała pan w czerwonym ubraniu. Bez słowa wstałam widząc jak wszystko wokoło się kręci i wiruje. Niepewnie zrobiłam krok po czym gdyby lekarz mnie nie złapał zaliczyłabym niezłą glebę. Lekarz od razu kazał zjeść coś słodkiego. Przyznam szczerze, że nie za często jadłam słodycze. Praktycznie wogule, ale nie dla tego że jestem głupią wariatką, która się odchudza tylko po prostu nie miałam ochoty. Poza tym miałam ustaloną dietę. Na całe szczęście nie trafiłam do szpitala, w przeciwnym razie to byłby jakiś rekord. Piotrek miał racje z tym pechowym towarzystwem. Pojechaliśmy do przychodni. Tam pobrali mi krew. Wyniki miały przyjść następnego dnia czyli dziś. Normalnie tak jak miałam w planie poszłam na zajęcia. Na pierwszej lekcji przyszedł po mnie dyrektor z lekarzem klubowym. Skierowaliśmy sie do przychodni. Tam mi wszystko wyjaśnili.
-Miałaś źle ustawioną dietę. Po prostu źle cię zważono i miałaś za mało kalorii co się wiąże z małą liczbą witamin w organizmie. - Powiedział poważnie lekarz.
-Ale już jest w porządku? - zapytałam
-Teraz tak ale gdyby nie wezwano pogotowia i nie pobrano ci krwi mogło by dojść do tragedii.- powiedział lekarz patrzec na dyrektora, jakby chciał coś zasugerować.
-Rodzice dziewczyny wiedza o wszystkim.- zapewnił dyrektor.
- I w związku z tym mają zamiar złożyć skargę?- zapytał ponownie lekarz.
- Powiedzieli że to zależy od Klaudii. - po tych słowach wszystkie pary oczu skierowane były na mnie.
- Nie, no po co? Pan Kos (tak miał na nazwisko klubowy lekarz) jest świetny w tym co robi. Nie jego wina że się waga zepsuła, prawda?- zapytałam.
- No w sumie...- zamyślił się dyrektor.
-Państwo chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Tutaj mogło dojśc do śmierci!- o mało co nie podniuósł się z krzesła doktor.
-Ale nie doszło!- wykrzyczałam mu w twarz. Od zawsze byłam taka, że nie gryzłam się w język tylko mówiłam co myślę prosto w oczy. Po tej sytuacji wyszliśmy z gabinetu. Nie chcieliśmy niepotrzebnych spięć. Wróciłam do domu, powiedziano mi że przez trzy dni mam odpoczywać i nie pokazywać się w szkole ani na treningach dopóki nie będę czułą się dobrze. Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił mój telefon.
- Hallo- powiedziałam do słuchawki siadając na kanapie w salonie.
- Kurde Klaudia żyjesz?!?- usłyszałam roztrzęsiony głos Gaby.
- Tak jak słychać...- powiedziałam z ironią- tak nota bene to rozmawiałyśmy przecież wczoraj przez skaypa...
- Ale ani słowem mi nie wspomniałaś że zemdlałaś na treningu, że ci źle dietę ustawili i... uwaga... najważniejsze... ŻE MOGŁAŚ ZGINĄĆ!- kiedy już przestała wrzeszczeć do słuchawki spokojnie zaczęłam.
- A skąd ty to wiesz? przecież to ja się przed chwilą dowiedziałam.- spokojnie odparłam. Nie miałam siły ani ochoty się z nią kłócić.
- Od Michała się rano dowiedziałam, a on od twoich rodziców.- powiedziała spokojniej.
- Acha.- Bąknęłam. No to czeka mnie kolejny nalot. Ciekawa jestem tylko w jakim czasie się tu zjawi. Skoro dowiedział się rano a jest 10:00 to za chwilę powinien tu być...
Długo czekać nie trzeba było. Ledwo co się rozłączyłam z Gabą i juz dzwonek do drzwi. Po drodze zastanawiałam się kto zabrał się z nim. Na odpowiedź tez nie musiałam długo czekać. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazał się Kubiak i Kurek.
-Boże, może mi dasz klucze co?- zapytał rzucając mi się na szyje.
- Raczej nie będzie takiej potrzeby. Mam nadzieje że mój pech niedługo się skończy...- od parałam.
- Chyba szczęście w nieszczęściu.- uśmiechnął się Kurek, przytulając się.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz najpierw mistrzostwo polski, druga liga z Dębowianką potem Kubiak kuzynem i wspaniała znajomośc z no wiesz- wskazał na siebie- i super szkoła w Łodzi, o której niektórzy mogą tylko pomarzyć. Super klub, z którym zdobyłas PlusLIgę.... żyć nie umierać.- zakończył wymieniać dobre rzeczy.- No a z drugiej strony. Najpierw zerwany mięsień, kontuzja Gaby, napad z pobiciem, choroba i źle ustawiona dieta co jest jednoznaczne z otarciem o śmierć...- skończył.
- Wiesz- zaczął Kubiak.- O ile pierwsza część opowiadania podniosła ją na chuchu... to druga ją dobiła!- zrobił minę zamyślenia.
- Klaudia!, kaludia!- słyszałam ciche głosy. W rzeczywistości ktoś nade mną wrzeszczał, jak się okazało. Kiedy otworzyłam oczy cały świat wirował.
-Klaudia żyjesz!- nadal krzyczał trener, obok niego znajdował się lekarz klubowy i panowie z pogotowia.
- Możesz wstać?- zapytała pan w czerwonym ubraniu. Bez słowa wstałam widząc jak wszystko wokoło się kręci i wiruje. Niepewnie zrobiłam krok po czym gdyby lekarz mnie nie złapał zaliczyłabym niezłą glebę. Lekarz od razu kazał zjeść coś słodkiego. Przyznam szczerze, że nie za często jadłam słodycze. Praktycznie wogule, ale nie dla tego że jestem głupią wariatką, która się odchudza tylko po prostu nie miałam ochoty. Poza tym miałam ustaloną dietę. Na całe szczęście nie trafiłam do szpitala, w przeciwnym razie to byłby jakiś rekord. Piotrek miał racje z tym pechowym towarzystwem. Pojechaliśmy do przychodni. Tam pobrali mi krew. Wyniki miały przyjść następnego dnia czyli dziś. Normalnie tak jak miałam w planie poszłam na zajęcia. Na pierwszej lekcji przyszedł po mnie dyrektor z lekarzem klubowym. Skierowaliśmy sie do przychodni. Tam mi wszystko wyjaśnili.
-Miałaś źle ustawioną dietę. Po prostu źle cię zważono i miałaś za mało kalorii co się wiąże z małą liczbą witamin w organizmie. - Powiedział poważnie lekarz.
-Ale już jest w porządku? - zapytałam
-Teraz tak ale gdyby nie wezwano pogotowia i nie pobrano ci krwi mogło by dojść do tragedii.- powiedział lekarz patrzec na dyrektora, jakby chciał coś zasugerować.
-Rodzice dziewczyny wiedza o wszystkim.- zapewnił dyrektor.
- I w związku z tym mają zamiar złożyć skargę?- zapytał ponownie lekarz.
- Powiedzieli że to zależy od Klaudii. - po tych słowach wszystkie pary oczu skierowane były na mnie.
- Nie, no po co? Pan Kos (tak miał na nazwisko klubowy lekarz) jest świetny w tym co robi. Nie jego wina że się waga zepsuła, prawda?- zapytałam.
- No w sumie...- zamyślił się dyrektor.
-Państwo chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Tutaj mogło dojśc do śmierci!- o mało co nie podniuósł się z krzesła doktor.
-Ale nie doszło!- wykrzyczałam mu w twarz. Od zawsze byłam taka, że nie gryzłam się w język tylko mówiłam co myślę prosto w oczy. Po tej sytuacji wyszliśmy z gabinetu. Nie chcieliśmy niepotrzebnych spięć. Wróciłam do domu, powiedziano mi że przez trzy dni mam odpoczywać i nie pokazywać się w szkole ani na treningach dopóki nie będę czułą się dobrze. Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił mój telefon.
- Hallo- powiedziałam do słuchawki siadając na kanapie w salonie.
- Kurde Klaudia żyjesz?!?- usłyszałam roztrzęsiony głos Gaby.
- Tak jak słychać...- powiedziałam z ironią- tak nota bene to rozmawiałyśmy przecież wczoraj przez skaypa...
- Ale ani słowem mi nie wspomniałaś że zemdlałaś na treningu, że ci źle dietę ustawili i... uwaga... najważniejsze... ŻE MOGŁAŚ ZGINĄĆ!- kiedy już przestała wrzeszczeć do słuchawki spokojnie zaczęłam.
- A skąd ty to wiesz? przecież to ja się przed chwilą dowiedziałam.- spokojnie odparłam. Nie miałam siły ani ochoty się z nią kłócić.
- Od Michała się rano dowiedziałam, a on od twoich rodziców.- powiedziała spokojniej.
- Acha.- Bąknęłam. No to czeka mnie kolejny nalot. Ciekawa jestem tylko w jakim czasie się tu zjawi. Skoro dowiedział się rano a jest 10:00 to za chwilę powinien tu być...
Długo czekać nie trzeba było. Ledwo co się rozłączyłam z Gabą i juz dzwonek do drzwi. Po drodze zastanawiałam się kto zabrał się z nim. Na odpowiedź tez nie musiałam długo czekać. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazał się Kubiak i Kurek.
-Boże, może mi dasz klucze co?- zapytał rzucając mi się na szyje.
- Raczej nie będzie takiej potrzeby. Mam nadzieje że mój pech niedługo się skończy...- od parałam.
- Chyba szczęście w nieszczęściu.- uśmiechnął się Kurek, przytulając się.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz najpierw mistrzostwo polski, druga liga z Dębowianką potem Kubiak kuzynem i wspaniała znajomośc z no wiesz- wskazał na siebie- i super szkoła w Łodzi, o której niektórzy mogą tylko pomarzyć. Super klub, z którym zdobyłas PlusLIgę.... żyć nie umierać.- zakończył wymieniać dobre rzeczy.- No a z drugiej strony. Najpierw zerwany mięsień, kontuzja Gaby, napad z pobiciem, choroba i źle ustawiona dieta co jest jednoznaczne z otarciem o śmierć...- skończył.
- Wiesz- zaczął Kubiak.- O ile pierwsza część opowiadania podniosła ją na chuchu... to druga ją dobiła!- zrobił minę zamyślenia.
wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 17
http://www.youtube.com/watch?v=HqWlUiYwhwg
Po tygodniu pobytu w szpitalu zostałam wypisana do domu. Nie zagościłam jednak długo w szkole ani na treningach gdyż rozłożyłam nie angina. Lekarz dał mi kolejne tygodniowe zwolnienie. Ach już siebie widzę leżącą w łóżku przez kolejny tydzień. Na pewno. Znając siebie to po trzech dniach max wrócę do normalnego funkcjonowania. Na dzień dzisiejszy nie czuje się na siłach żeby wstać z łóżka, a to dla sportowca jest już przeszkoda
Lekarz wyszedł dobre pół godziny temu, Aga( moja współlokatorka) przed chwilą popędziła na zajęcia więc radź sobie człowieku sam...
-Ding dong- Rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Zanim wygramoliłam sie z łóżka, ubrałąm bluze od dresu i doczołgałam się do drzwi jeszcze pięć razy usłyszałam ten dzwonek.
-No już, co pali się?- życiłąm na dzień dobry.
-Nie, znaczy nie wiem chyba nie, ale widzę że ktoś tu potrzebuje lekarza.- rzucił Michał a za nim cała banda wpokowała się do mieszkania, znaczy się był z nim tylko Zibi ale przy wejściu za choczył o wycieraczkę robiąc hałasu za sto osób...
-Lekarz był i nie dołuj mnie bardziej...- bąknęłam.
-A byłbym zapomniał. Masz pozdrowienia od Gaby. - Przypomniało mu się po pięciu minutach pobytu.
-Łał dzięki, przyda się...- rzuciłam.
-No ale jak się po każdym meczu w samej bluzie w środku zimy wychodzi to tak potem bywa...- musiał mi to wypomnieć. Inaczej nie miał by na nazwisko Kubiak.
-Kto to mówi...- wypalił Bartman.
-O a co? - zapytałam zaciekawiona.
- Musiałeś...?- zapytał złośliwie Misiek
- Tak.- uśmiechnął się szyderczo Zibi.
-No jasne bo inaczej nie byłbyś sobą...- ciągnął dalej dziku.
- Jak ty mnie dobrze znasz...- wtrącił
- A celem waszej wizyty jest?...- zapytałam przerywając złośliwe docinki, gdzyż nie bardzo wiedziałam po co przyjechali...
-Misiek ma problem...- wyrwał Bartman wkładając do buzi świeżo kupione winogrona.
-Jaki problem?- zapytałam ochryple.
-To ja walnę się na kanapę. - bąknął ZB9 i po chwili nie było ani jego ani winogron.
-No to jaki to problem?- zapytałam po krótkiej ciszy.
- To nie problem tylko bardziej powiadomienie...- Zaczął. Nie bardzo wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Ostatnio jak miał do mnie informacje, to dowiedzialam się ze jestem spokrewniona z mistrzem Europy więc...
- No to chodzi o to że...- zaczął ale nie dane było mu skończyć gdyż usłyszeliśmy że Zbyszek dusi się w salonie. Szybko popędziliśmy do pokoju a zibi nie mógł złapac tchu! Michał zaczął klepać go po plecach a ja popędziłam po wodę...
- To juz trzeba być naprawdę zdolnym. Żeby się pestką od winogrona zaksztusić- powiedziałam z politowanie.
- No. Nie jesteś pięciolatkiem, przeciesz nie jesz winogron pierwszy raz w życiu...- ciągnął Kubiak.
-Ej no nie czepiajcie się. Każdemu mogło się zdarzyć.- bąknął zawstydzony.
- Tak ale dziwnym trafem padło na ciebie...- powiedział Michał
- hahaha ale śmieszne. No dobra powiedziałeś jej już że ty i Gaba jesteście parą?- zapytał zibi a dzik schował twarz w ręce.
-Nie!- wykrzyczał.
-Co?!? - Omało co nie uduusiłąm się właśnie wodą, która piłąm.
- No jeszcze ty się uduś- wtrącił Bartman.
-A czemu ty zimne pijesz?- zapytał Michał chcąc odwrócić uwagę od całej sprawy.
-Nie odwracaj kota ogonem!- wykrzyczałam
- Kto odwraca, ja?- Z zapytał udając zaskoczenie.
- Michał!- wydarłam się na pół Łodzi.
-No co?, miałem zamiar cito dzisiaj powiedzieć ale... ale ten pacan musiał się dusić no!?!- wykrzyczał patrząc się na przyjaciela wzrokiem typu "stary, nie żyjesz"!
- Ale czemu Gaba mi nie powiedziała?- zapytałam. - Tak to już jest człowieka nie ma na miejscu dwa tygodnie a wy już tajemnice macie...- pokręciłam głową.
- No Gaba chciała ci powiedzieć ale uznaliśmy że lepiej będzie jak powiem ci to na żywo.- powiedział.
- Na żywo czy przez telefon nie ma znaczenia i tak powiedziała bym to samo.- popatrzyłam na Michała.- Szczęścia życzę!- uśmiechnęłam się i zawiesiłam się na jego szyi.
- No i gitara...- powiedział zibi wstając z kanapy. - To co, jedziemy?
- Zibi....- Powiedział Misiek z politowaniem.
- Co? przecież cel wyprawy wypełniony. Klaudia wie, i żyje. Dwie najważniejsze rzeczy...- zaczął przemowę.
- Dzięki wiesz... - uśmiechnęłam się szyderczo. Po wyjściu chłopaków runęłam jak długa na kanapę. Myślałam tylko o odpoczynku.
***
Tak jak sądziłam, tak też się stało. Po trzech dniach lenistwa wróciłam do "żywych". Lekarz klubowy na początku nie chciał mnie dopuścić do treningów ale po długich namowach udało mi się go przekonać. Przyznam szczerze dziwnie się czułam. Po tej anginie cały czas miałam mroczki przed oczami i byłam strasznie blada. Nawet osoby z mojego otoczenia to zauważyły. Zaczęło się pojawiać coraz więcej pytań o to czy dobrze się czuje itp. Pewnego dnia zrobiło mi się tak słabo na treningu że...
Po tygodniu pobytu w szpitalu zostałam wypisana do domu. Nie zagościłam jednak długo w szkole ani na treningach gdyż rozłożyłam nie angina. Lekarz dał mi kolejne tygodniowe zwolnienie. Ach już siebie widzę leżącą w łóżku przez kolejny tydzień. Na pewno. Znając siebie to po trzech dniach max wrócę do normalnego funkcjonowania. Na dzień dzisiejszy nie czuje się na siłach żeby wstać z łóżka, a to dla sportowca jest już przeszkoda
Lekarz wyszedł dobre pół godziny temu, Aga( moja współlokatorka) przed chwilą popędziła na zajęcia więc radź sobie człowieku sam...-Ding dong- Rozległ się głośny dzwonek do drzwi. Zanim wygramoliłam sie z łóżka, ubrałąm bluze od dresu i doczołgałam się do drzwi jeszcze pięć razy usłyszałam ten dzwonek.
-No już, co pali się?- życiłąm na dzień dobry.
-Nie, znaczy nie wiem chyba nie, ale widzę że ktoś tu potrzebuje lekarza.- rzucił Michał a za nim cała banda wpokowała się do mieszkania, znaczy się był z nim tylko Zibi ale przy wejściu za choczył o wycieraczkę robiąc hałasu za sto osób...
-Lekarz był i nie dołuj mnie bardziej...- bąknęłam.
-A byłbym zapomniał. Masz pozdrowienia od Gaby. - Przypomniało mu się po pięciu minutach pobytu.
-Łał dzięki, przyda się...- rzuciłam.
-No ale jak się po każdym meczu w samej bluzie w środku zimy wychodzi to tak potem bywa...- musiał mi to wypomnieć. Inaczej nie miał by na nazwisko Kubiak.
-Kto to mówi...- wypalił Bartman.
-O a co? - zapytałam zaciekawiona.
- Musiałeś...?- zapytał złośliwie Misiek
- Tak.- uśmiechnął się szyderczo Zibi.
-No jasne bo inaczej nie byłbyś sobą...- ciągnął dalej dziku.
- Jak ty mnie dobrze znasz...- wtrącił
- A celem waszej wizyty jest?...- zapytałam przerywając złośliwe docinki, gdzyż nie bardzo wiedziałam po co przyjechali...
-Misiek ma problem...- wyrwał Bartman wkładając do buzi świeżo kupione winogrona.
-Jaki problem?- zapytałam ochryple.
-To ja walnę się na kanapę. - bąknął ZB9 i po chwili nie było ani jego ani winogron.
-No to jaki to problem?- zapytałam po krótkiej ciszy.
- To nie problem tylko bardziej powiadomienie...- Zaczął. Nie bardzo wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Ostatnio jak miał do mnie informacje, to dowiedzialam się ze jestem spokrewniona z mistrzem Europy więc...
- No to chodzi o to że...- zaczął ale nie dane było mu skończyć gdyż usłyszeliśmy że Zbyszek dusi się w salonie. Szybko popędziliśmy do pokoju a zibi nie mógł złapac tchu! Michał zaczął klepać go po plecach a ja popędziłam po wodę...
- To juz trzeba być naprawdę zdolnym. Żeby się pestką od winogrona zaksztusić- powiedziałam z politowanie.
- No. Nie jesteś pięciolatkiem, przeciesz nie jesz winogron pierwszy raz w życiu...- ciągnął Kubiak.
-Ej no nie czepiajcie się. Każdemu mogło się zdarzyć.- bąknął zawstydzony.
- Tak ale dziwnym trafem padło na ciebie...- powiedział Michał
- hahaha ale śmieszne. No dobra powiedziałeś jej już że ty i Gaba jesteście parą?- zapytał zibi a dzik schował twarz w ręce.
-Nie!- wykrzyczał.
-Co?!? - Omało co nie uduusiłąm się właśnie wodą, która piłąm.
- No jeszcze ty się uduś- wtrącił Bartman.
-A czemu ty zimne pijesz?- zapytał Michał chcąc odwrócić uwagę od całej sprawy.
-Nie odwracaj kota ogonem!- wykrzyczałam
- Kto odwraca, ja?- Z zapytał udając zaskoczenie.
- Michał!- wydarłam się na pół Łodzi.
-No co?, miałem zamiar cito dzisiaj powiedzieć ale... ale ten pacan musiał się dusić no!?!- wykrzyczał patrząc się na przyjaciela wzrokiem typu "stary, nie żyjesz"!
- Ale czemu Gaba mi nie powiedziała?- zapytałam. - Tak to już jest człowieka nie ma na miejscu dwa tygodnie a wy już tajemnice macie...- pokręciłam głową.
- No Gaba chciała ci powiedzieć ale uznaliśmy że lepiej będzie jak powiem ci to na żywo.- powiedział.
- Na żywo czy przez telefon nie ma znaczenia i tak powiedziała bym to samo.- popatrzyłam na Michała.- Szczęścia życzę!- uśmiechnęłam się i zawiesiłam się na jego szyi.
- No i gitara...- powiedział zibi wstając z kanapy. - To co, jedziemy?
- Zibi....- Powiedział Misiek z politowaniem.
- Co? przecież cel wyprawy wypełniony. Klaudia wie, i żyje. Dwie najważniejsze rzeczy...- zaczął przemowę.
- Dzięki wiesz... - uśmiechnęłam się szyderczo. Po wyjściu chłopaków runęłam jak długa na kanapę. Myślałam tylko o odpoczynku.
***
Tak jak sądziłam, tak też się stało. Po trzech dniach lenistwa wróciłam do "żywych". Lekarz klubowy na początku nie chciał mnie dopuścić do treningów ale po długich namowach udało mi się go przekonać. Przyznam szczerze dziwnie się czułam. Po tej anginie cały czas miałam mroczki przed oczami i byłam strasznie blada. Nawet osoby z mojego otoczenia to zauważyły. Zaczęło się pojawiać coraz więcej pytań o to czy dobrze się czuje itp. Pewnego dnia zrobiło mi się tak słabo na treningu że...
Rozdział 16
http://www.youtube.com/watch?v=1AcG1apjUTI - Nie wiem czy już wam dawałam linka do tej piosenki ale jest bardzo fajna i budująca :) Miłego czytania :)
Lekko otworzyłam moje zaspane oczy, które w tym momencie wydawały mi się ciężkie jak cegły. Nie pamiętam kompletnie nic z wczorajszego wieczoru. Gdy otworzyłam moje powieki do końca i lekko je przetarłam, zobaczyłam ponure, białe ściany. Już wiedziałam gdzie jestem...
-Jak się czujesz?- usłyszałam znajomy głos. Szybko odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam... Kurka!
- Co ty tu robisz?- zapytałam by sprawdzić czy jeszcze przypadkiem nie śpię.
- No wiesz, przechodziłem wczoraj około 22:00 pod halą sportową i zobaczyłem że w oddali ktoś leży i krwawi. Podbiegłem bliżej i myślałem że mi serce na zewnątrz wyskoczy- powiedział na jednym wydechu.
- Jakoś żyjesz...- powiedziałam cicho.
- Jakoś... całą noc tu czuwałem. Za chwilę powinien zjawić się Misiek z rodzicami...
- Co?!?- wykrzyczałam- Po co tu oni?!- Zapytałam zdenerwowana.
-Kurwa Klaudia żyjesz?- do sali wparował zdenerwowany Kubiak.- Gdzie ty się sama po nocach włóczysz?!?- wywrzeszczał zdenerwowany.
-Jeszcze żyję. Skorzystałam z własnych rad...- odparłam.
- Co? co ona bredzi?- Zapytał Kurka Michał.
-Ja nie wiem, jeszcze przed chwilą gadała normalnie...- Powiedział zdenerwowany.
- Spokojnie. Prawdę mówię. Wczoraj po treningu, który skończył się później niż zakładałam, skierowałam się do mieszkania. Po drodze spotkałam Maćka, który krzyczał że mam wybierać Więc powiedziałam mu że to koniec i żeby się poważnie zastanowił co robi. On wziął cegłę i tyle pamiętam...- odzyskałam przegląd informacji z wczoraj.
-uuuu ostro...- Bąknął Kurek.
- Tak no... -błąkał sie Kubiak.
- Co? co sie stało?- zapytałam, widząc jego zdenerwowanie.
- A nic nie będę ci głowy pierdołami zawracał. Błahostka. Odpoczywaj.
-Nie no zacząłeś to mów- zaprotestowałam.
- Nie no znowu do szpitala wracamy? Boże z jakim ja się pechowym towarzystwem zadaję.- Wypalił na dzień dobry, wchodzący do sali Nowakowski. Wiedziałam że teraz to Michał i tak mi już nic nie powie...
- Piotrek!- wrzasknął Igłą
- Co? prawdę mówię...- zdziwił się środkowy.
- A tak na marginesie to czemu ty masz okulary przeciwsłoneczne?- spytał Winiar Piotrka. - Przeciesz jest srodek zimy... - Po tych słowach wszystkie oczy skoerowane były na Nowakowskiego.
- No co?!? - oburzył się.- Ładnie się komponują z ubraniem...- po tych słowach poraz drugi w życiu widziałam tyle face palmów.
-Boże z kim ja gram?- pokręcił głowa Winiar.
- Ej! dobra nie przyszliśmy się to na nowo poznawać tylko...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
- tylko pogapić się na białe ściany... znowu.- wypalił Pit.
- Nie!- krzyknął libero.- żeby sprawdzić jak czuje się nasza śpiąca królewna.- mrugnął do mnie Ignaczak.
- Chyba szpitalna królewna...- znów wypalił Cichy.
-Piotrek?- zaakcentował Bartman.- Słuchaj stary sprawdź czy cię przy automacie do kawy nie ma co?- zapytał
-Ok.- wyszedł jak by nigdy nic Pit. Wszystkie oczy przez pewien czas skierowane były z niedowierzaniem na drzwi do sali.
-Jak można być tak tępym?- zapytał po chwili Kubiak.
-No ja, ja nie wiem...- wydukał Winiar. Po chwili do sali wtargnął zdyszany Nowakowski.
- Nie ma...- wykrztusił z siebie. Po raz drugi w tym dniu widziałam tyle face palmów! Masakra. Po chwili pielęgniarka wyprosiła wszystkich z sali bo skończyły się godziny wizyt. To do której ja spałam. Zerknęłam na komórkę. 18:00 no pięknie.... i Kuraś to przez całą noc siedział? O Boże...
Lekko otworzyłam moje zaspane oczy, które w tym momencie wydawały mi się ciężkie jak cegły. Nie pamiętam kompletnie nic z wczorajszego wieczoru. Gdy otworzyłam moje powieki do końca i lekko je przetarłam, zobaczyłam ponure, białe ściany. Już wiedziałam gdzie jestem...
-Jak się czujesz?- usłyszałam znajomy głos. Szybko odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam... Kurka!
- Co ty tu robisz?- zapytałam by sprawdzić czy jeszcze przypadkiem nie śpię.
- No wiesz, przechodziłem wczoraj około 22:00 pod halą sportową i zobaczyłem że w oddali ktoś leży i krwawi. Podbiegłem bliżej i myślałem że mi serce na zewnątrz wyskoczy- powiedział na jednym wydechu.
- Jakoś żyjesz...- powiedziałam cicho.
- Jakoś... całą noc tu czuwałem. Za chwilę powinien zjawić się Misiek z rodzicami...
- Co?!?- wykrzyczałam- Po co tu oni?!- Zapytałam zdenerwowana.
-Kurwa Klaudia żyjesz?- do sali wparował zdenerwowany Kubiak.- Gdzie ty się sama po nocach włóczysz?!?- wywrzeszczał zdenerwowany.
-Jeszcze żyję. Skorzystałam z własnych rad...- odparłam.
- Co? co ona bredzi?- Zapytał Kurka Michał.
-Ja nie wiem, jeszcze przed chwilą gadała normalnie...- Powiedział zdenerwowany.
- Spokojnie. Prawdę mówię. Wczoraj po treningu, który skończył się później niż zakładałam, skierowałam się do mieszkania. Po drodze spotkałam Maćka, który krzyczał że mam wybierać Więc powiedziałam mu że to koniec i żeby się poważnie zastanowił co robi. On wziął cegłę i tyle pamiętam...- odzyskałam przegląd informacji z wczoraj.
-uuuu ostro...- Bąknął Kurek.
- Tak no... -błąkał sie Kubiak.
- Co? co sie stało?- zapytałam, widząc jego zdenerwowanie.
- A nic nie będę ci głowy pierdołami zawracał. Błahostka. Odpoczywaj.
-Nie no zacząłeś to mów- zaprotestowałam.
- Nie no znowu do szpitala wracamy? Boże z jakim ja się pechowym towarzystwem zadaję.- Wypalił na dzień dobry, wchodzący do sali Nowakowski. Wiedziałam że teraz to Michał i tak mi już nic nie powie...
- Piotrek!- wrzasknął Igłą
- Co? prawdę mówię...- zdziwił się środkowy.
- A tak na marginesie to czemu ty masz okulary przeciwsłoneczne?- spytał Winiar Piotrka. - Przeciesz jest srodek zimy... - Po tych słowach wszystkie oczy skoerowane były na Nowakowskiego.
- No co?!? - oburzył się.- Ładnie się komponują z ubraniem...- po tych słowach poraz drugi w życiu widziałam tyle face palmów.
-Boże z kim ja gram?- pokręcił głowa Winiar.
- Ej! dobra nie przyszliśmy się to na nowo poznawać tylko...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
- tylko pogapić się na białe ściany... znowu.- wypalił Pit.
- Nie!- krzyknął libero.- żeby sprawdzić jak czuje się nasza śpiąca królewna.- mrugnął do mnie Ignaczak.
- Chyba szpitalna królewna...- znów wypalił Cichy.
-Piotrek?- zaakcentował Bartman.- Słuchaj stary sprawdź czy cię przy automacie do kawy nie ma co?- zapytał
-Ok.- wyszedł jak by nigdy nic Pit. Wszystkie oczy przez pewien czas skierowane były z niedowierzaniem na drzwi do sali.
-Jak można być tak tępym?- zapytał po chwili Kubiak.
-No ja, ja nie wiem...- wydukał Winiar. Po chwili do sali wtargnął zdyszany Nowakowski.
- Nie ma...- wykrztusił z siebie. Po raz drugi w tym dniu widziałam tyle face palmów! Masakra. Po chwili pielęgniarka wyprosiła wszystkich z sali bo skończyły się godziny wizyt. To do której ja spałam. Zerknęłam na komórkę. 18:00 no pięknie.... i Kuraś to przez całą noc siedział? O Boże...
Rozdział 15
http://www.youtube.com/watch?v=W_hEV9jEyf0 - :) Tradycyjnie puśćcie to sobie.... Miłego czytania.... :)
Jeszcze nie zdążyłam porządnie odpocząć po meczu a tu juz trzeba było zbierać się na trening. Mimo tego że niedzielę miałyśmy wolną nawet tego nie odczułam. Cały mój wolny czas spędziłam na nauce i rozpakowywaniu się. Przyznam szczerze gryzie mnie to, że nie udało mi się porozmawiać w sobotę z Michałem. Dało się zauważyć gołym okiem że coś jest nie tak. Odpaliłam mojego lapka i weszłam na facebooka, Michał akurat był dostępny. Uznałam że zadzwonię przez skaypa.
- Co tam młoda?- po chwili usłyszałam głos Miśka.
- No, to ja chciałam się ciebie zapytać co tam?- powiedziałam poważnym tonem.
- Czemu?- udawał zdziwionego.
- Michał.. - Zaczęłam.- Widać było wczoraj że jesteś nieobecny, jak nie ty. Musiało się coś stać.
- A wiedziałem że się skapniesz. Mówiłem mu. - wyrawałam mu się z ust ostatnia częśc zdania.
- Komu? - Zapytałam z zaciekawieniem.
- Zbyszkowi. Namówił mnie na ten wypad. To on był organizatorem tej wyprawy.
- To co się stało?- zapytałam zdziwiona. Jeszcze wczoraj dała bym sobie rękę uciąć że to wszystko to pomysł Michał.
-Pokłóciłem się z Moniką. Ja nie wiem co mam robić. Ona nie rozumie tego że ja kocham siatkówkę a siatkówka kocha mnie. Jesteśmy razem od dzieciństwa...
-Rozmawialiście o tym? - zapytałam.
- Tak. O to właśnie poszło. Ona powiedziała że mam wybierać dziewczyna albo siatkówka. Myślałem że może z Gabą uda mi się pogadać, poradzić. Ale stwierdziłem że ani jej ani tobie nie będę gitary zawracał.
-Misiek, posłuchaj. Na początku zainteresowałeś się nią bo jako jedyna z całego tłumu ludzi cię nie znała. Zaciekawiło cię to. Ale teraz po czasie Monika powinna zrozumieć że dla siatkówki poświęciłeś całe swoje życie. Prywatne też. Powinna cię wspierać a nie dołować i kazać wybierać. To nie fer w stosunku do ciebie.
-Może masz racje...- zamyślił się
-Zrobisz jak będziesz uważał za stosowne ale jeśli chcesz znać moją opinię to ja bym na twoim miejscu porozmawiała z nia jeszcze raz. Poważnie i być może ostatni raz w życiu. Jeśli cię nie zrozumie to.... to ja bym zerwała.
- Wiesz..... ja tez o tym myślałem. Mam prośbę. - dodał po chwili.
-Słucham...
- Jak będzie mi tak strasznie, cholernie źle to mogę przyjechać?- zapytał.
- No pewnie. Wal drzwiami i oknami, o każdej porze dnia i nocy. - powiedziałam. - Jak by co to....- zaczęłam ale nie dokończyłam.
- to...- zapytał Michał.
- To masz gabę. ona zawsze cię pocieszy. - powiedziałam niepewnie.
- W sumi to masz rację Zadzwonię może zgodzi się na spotkanie. W końcu macie podobne gusta. Dzięki- uśmiechnął się.- Spadam na trening, pa.
- Cześć . - Po rozłączeniu z Miśkiem zorjentowałam się że ja przecież tez mam trening!
Wracając z treningu, który po przedłużeniu skończył się o 21:30 wyszłam z sali z myślą że z pół godziny będę leżeć w wygodnym łóżku i śnić o niebieskich migdałach. Przyznam szczerze że nie uśmiechało mi się wracać samej do domu po nocy ale nie miałam wyboru. Droga nie była długa. Pięć minut marszem i jestem na miejscu. Wyszłam z hali i jak najszybszym krokiem skierowałam się w stronę domu. Nagle na moim ramieniu poczułam że spoczywa jakaś ręka. Z impetem odwróciłam się i zobaczyłam........ Maćka! Wyglądał jednak jakoś inaczej, był taki nie swój. Po chwili zaczął na mnie wrzeszczeć że mam się określić on albo siatkówka. Od razu przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Kubiakiem. Postanowiłam że z korzystam z własnych rad.
-Posłuchaj!- wykrzyczałam, przerywając mu przemowę. -Mam cię dość!. Dls siatkówki poświęciłam całe życie nie zabierzesz mi tego! Zastanów się czy aby na pewno mam wybierać!- zapytałam poważnie, czując jak bije od niego alkoholem. Ale on się z toczył. Jeszcze trzy tygodnie temu nie wziął by tego do ust. Po chwili poczułam jak Maciek trzymał mnie mocno jedną ręką a drugą szybkim ruchem zagarnął cegłę leżącą w pobliży i grzmotnął mnie nią w łeb. Próbowałam się szarpać ale jedyne co pamiętam to cegła i ciemność...
Rozdział 14
http://www.youtube.com/watch?v=WX6gyIFQ6k8 - Piosenka super do czytania bo Mrozu tak jak Klaudia, pokazuje że można dokonać nie możliwego.
Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego.
Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)