wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 15
http://www.youtube.com/watch?v=W_hEV9jEyf0 - :) Tradycyjnie puśćcie to sobie.... Miłego czytania.... :)
Jeszcze nie zdążyłam porządnie odpocząć po meczu a tu juz trzeba było zbierać się na trening. Mimo tego że niedzielę miałyśmy wolną nawet tego nie odczułam. Cały mój wolny czas spędziłam na nauce i rozpakowywaniu się. Przyznam szczerze gryzie mnie to, że nie udało mi się porozmawiać w sobotę z Michałem. Dało się zauważyć gołym okiem że coś jest nie tak. Odpaliłam mojego lapka i weszłam na facebooka, Michał akurat był dostępny. Uznałam że zadzwonię przez skaypa.
- Co tam młoda?- po chwili usłyszałam głos Miśka.
- No, to ja chciałam się ciebie zapytać co tam?- powiedziałam poważnym tonem.
- Czemu?- udawał zdziwionego.
- Michał.. - Zaczęłam.- Widać było wczoraj że jesteś nieobecny, jak nie ty. Musiało się coś stać.
- A wiedziałem że się skapniesz. Mówiłem mu. - wyrawałam mu się z ust ostatnia częśc zdania.
- Komu? - Zapytałam z zaciekawieniem.
- Zbyszkowi. Namówił mnie na ten wypad. To on był organizatorem tej wyprawy.
- To co się stało?- zapytałam zdziwiona. Jeszcze wczoraj dała bym sobie rękę uciąć że to wszystko to pomysł Michał.
-Pokłóciłem się z Moniką. Ja nie wiem co mam robić. Ona nie rozumie tego że ja kocham siatkówkę a siatkówka kocha mnie. Jesteśmy razem od dzieciństwa...
-Rozmawialiście o tym? - zapytałam.
- Tak. O to właśnie poszło. Ona powiedziała że mam wybierać dziewczyna albo siatkówka. Myślałem że może z Gabą uda mi się pogadać, poradzić. Ale stwierdziłem że ani jej ani tobie nie będę gitary zawracał.
-Misiek, posłuchaj. Na początku zainteresowałeś się nią bo jako jedyna z całego tłumu ludzi cię nie znała. Zaciekawiło cię to. Ale teraz po czasie Monika powinna zrozumieć że dla siatkówki poświęciłeś całe swoje życie. Prywatne też. Powinna cię wspierać a nie dołować i kazać wybierać. To nie fer w stosunku do ciebie.
-Może masz racje...- zamyślił się
-Zrobisz jak będziesz uważał za stosowne ale jeśli chcesz znać moją opinię to ja bym na twoim miejscu porozmawiała z nia jeszcze raz. Poważnie i być może ostatni raz w życiu. Jeśli cię nie zrozumie to.... to ja bym zerwała.
- Wiesz..... ja tez o tym myślałem. Mam prośbę. - dodał po chwili.
-Słucham...
- Jak będzie mi tak strasznie, cholernie źle to mogę przyjechać?- zapytał.
- No pewnie. Wal drzwiami i oknami, o każdej porze dnia i nocy. - powiedziałam. - Jak by co to....- zaczęłam ale nie dokończyłam.
- to...- zapytał Michał.
- To masz gabę. ona zawsze cię pocieszy. - powiedziałam niepewnie.
- W sumi to masz rację Zadzwonię może zgodzi się na spotkanie. W końcu macie podobne gusta. Dzięki- uśmiechnął się.- Spadam na trening, pa.
- Cześć . - Po rozłączeniu z Miśkiem zorjentowałam się że ja przecież tez mam trening!
Wracając z treningu, który po przedłużeniu skończył się o 21:30 wyszłam z sali z myślą że z pół godziny będę leżeć w wygodnym łóżku i śnić o niebieskich migdałach. Przyznam szczerze że nie uśmiechało mi się wracać samej do domu po nocy ale nie miałam wyboru. Droga nie była długa. Pięć minut marszem i jestem na miejscu. Wyszłam z hali i jak najszybszym krokiem skierowałam się w stronę domu. Nagle na moim ramieniu poczułam że spoczywa jakaś ręka. Z impetem odwróciłam się i zobaczyłam........ Maćka! Wyglądał jednak jakoś inaczej, był taki nie swój. Po chwili zaczął na mnie wrzeszczeć że mam się określić on albo siatkówka. Od razu przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Kubiakiem. Postanowiłam że z korzystam z własnych rad.
-Posłuchaj!- wykrzyczałam, przerywając mu przemowę. -Mam cię dość!. Dls siatkówki poświęciłam całe życie nie zabierzesz mi tego! Zastanów się czy aby na pewno mam wybierać!- zapytałam poważnie, czując jak bije od niego alkoholem. Ale on się z toczył. Jeszcze trzy tygodnie temu nie wziął by tego do ust. Po chwili poczułam jak Maciek trzymał mnie mocno jedną ręką a drugą szybkim ruchem zagarnął cegłę leżącą w pobliży i grzmotnął mnie nią w łeb. Próbowałam się szarpać ale jedyne co pamiętam to cegła i ciemność...
Rozdział 14
http://www.youtube.com/watch?v=WX6gyIFQ6k8 - Piosenka super do czytania bo Mrozu tak jak Klaudia, pokazuje że można dokonać nie możliwego.
Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego.
Po za klimatyzowaniu się (jeśli tak to można nazwać bo jestem tu dopiera cztery dni i miałam z dziewczynami tylko osiem treningów) przyszedł czas na najtrudniejszy sprawdzian. Dziś miałyśmy grać o pierwszą ligę... co najciekawsze nasza podstawowa rozgrywająca była chora i nie trenowałam z nią ani razu! a na meczu miała być! Jakoś damy radę... Lekarz klubowy ustawił mi dietę, przyznam dziwnie się czułam bo zawsze jadłam to co chciałam i kiedy chciałam a teraz pilnuję się jak nigdy z kaloriami.
Weszłyśmy na halę, ściągnęłyśmy bluzy klubowe i zaczęłyśmy rozgrzewkę, kontem oka spoglądając w stronę trybun widziałam coraz większy tłum ludzi. Ja mogę powiedzieć że takie stresy to mam już za sobą. Niecałe trzy miesiące temu wygrałam mistrzostwo Polski, a potem wywalczyłam drugą ligę z Dębowianką, teraz pora na podbój OrlenLigi!
-No to do dzieła...! - powiedziała nasza podstawowa rozgrywająca z która rozmawiałam pierwszy raz w życiu. Czekajcie jak ona miała na imię?..... Angelika! Przed meczem z głośników na hali została puszczona moja ulubiona piosenka Hansa Solo, która mnie zawsze motywowała do działania. Nie miałam pewności czyja to sprawka i odruchowo odwróciłam się stronę sprzętu nagłaśniającego halę. Moim oczom ukazał się widok kilku wielkoludów. Kubiak i Bartman od razu mi pomachali i wskazali na szereg pustych miejsc w pierwszym rzędzie. Wiedziałam że choćbyśmy przegrały święci się balanga, z nimi nie mogło być inaczej...
Ostatni gwizdek zabrzmiał na hali a moja drużyna pokładała się na hali ze szczęścia. Wygrana to były nasze najskrytsze marzenia, które dzięki Bogu ujrzały światło dzienne! ustawiłyśmy się żeby spokojnie można było wysłuchać zawodniczki meczu, którą właśnie ogłaszali. Kiedy tylko wypowiedziano moje nazwisko te głupki przeskoczyły bandy reklamowe, wtargnęły na boisko i zaczęły podrzucać cała drużynę po kolei!
Wyszłam z hali w samej bluzie klubowej i od razu dostałam bure od Michała...
-Pogrzało cię jest połowa stycznia!- wydarł się dziku.
-Tak pogrzało bo mi ciepło...- odpyskowałam.
- uuuuu już ją lubię- uśmiechnął się Bartman.
-To wcześniej nie lubiłeś?- zapytałam z ironią.
-yyyy nie no.... co ty....- błąkał się w zeznaniach. Dałam mu spokój bo byłam wykończona. Jak się spodziewałam chłopaki kierowali się do aut, gdyż mieliśmy jechać na kawę... Bartek pojechał jeszcze do bankomatu a my w dwóch autach popędziliśmy do centrum handlowego. Po drodze mój telefon był w ciągłym ruchu. Dzwonili rodzice, Maciek no i oczywiście Gaba razem z Pati.... gadałam z nimi ponad piętnaście min. aż dojechaliśmy na miejsce. Weszliśmy do lokalu i rozsiedliśmy się wygodnie.
-Misiek masz chusteczki. Zwróciłam się do Michała siedzącego naprzeciwko mnie razem ze Zbyszkiem i igłą.
-A co już masz katar?...- zapytał z ironią. Po chwili rzucił chusteczkami w moją stroną. Niefortunnie Nowakowski myślał że to jest atak na niego i chciał je złapać. Drasnęłam go niechcący paznokciem w nadgarstek zostawiając na jego nadgarstku małą rankę.
Misiek, Michał słuchaj...- Zaczął pit. - Będziesz pierwszym i zarazem ostatnim, który znał będzie moją wolę.- mówił cicho i ochryple przybliżając się do się do Winiara. Ten automatycznie zaczął się odsuwać w swoją prawą stronę a że siedział na samym brzegu ławy runął z hukiem na ziemię. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać w niebo głosy.
-Misiek...- kontynuował Pit nie zwracając uwagi na to co Michał "przeżywa".- Zakręć kurka!- zaczął Piotrek.
- Weź się już kurwa nie wygłupiaj i wróć do ŻYWYCH!- wykrzyczał ostatnie słowo Winiar - Widzisz co narobiłaś- Zwrócił się do mnie podnosząc się z ziemi.
-Jakiego kurka?- zapytał zaciekawiony Bartek stojąc w drzwiach kawiarni. Musiał tam chwile postać bo ledwo co to wydusił przez swój śmiech.
- Od.... kaloryfera!- prawie wykrzyczał Cichy "wracając do żywych" jak to Winiar określił. Wszyscy zaczęli się śmiać. Bartek z miną detektywa podszedł do Pita i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie powiem wyglądało to komicznie.
-Tak jasne...- prychnął Bartek siadając obok Winiara.
-Ja bym tam na twoim miejscu nie siadał...- powiedział rozbawiony Ignaczak.
No jeszcze cię za żuci... - zaśmiał się Zibi.- yyyy z żuci...- poprawił się. Miałam wrażenie że pomylił się specjalnie. Jedyną osobą, która praktycznie cały czas milczała był Kubiak. To strasznie dziwne przecież on cały czas miał coś do powiedzenia. Chciałam z nim porozmawiać na osobności ale po pierwsze nie było gdzie a po drugie nie było czasu... Postanowiłam ze zgadamy się później...
- Dobra towarzystwo, miło było ale...- Igła zaczął ale nie miał tej przyjemności dokończyć.
-Się skończyło!- wyrwał Pit.
- Nie, ale pora się zbierać!- dokończył oburzony wcześniejszym przerwaniem Krzysiu.
-Aaaaa......- przeciągnął pierwszą literę alfabetu Michał W. Zgłaszając się jak do odpowiedzi w szkole.
- Potem najczęściej w alfabecie jest B- parsknął Bartman. Wszyscy znów zaczęli się śmiać.
- Alę - zaakcentował Winiar do Zbyszka. - Ja nie jadę z Pitem. Bartek ty masz jeszcze wóz, ty go zabierzesz. - powiedział misiek.
-O nie nie nie......- Zaczął Cichy. - Gdzie Kurek tam Zibi, gdzie Zibi tam Kubiak, gdzie Kubiak tam Klaudia. Ja z nią nie jadę! Ona chciała mnie zabić!- Wykrzyczał na pół centrum handlowego.
-Pit.....- powiedzieli wszyscy siatkarze chórem, z politowaniem patrząc na środkowego.
Rozdział 13
http://www.youtube.com/watch?v=pC-6yJCl1Z8 - Polecam tą piosenkę do czytania :)
Po dokładnie dziewięciu minutach i piętnastu sekundach zibi dojechał z Jastrzębia do Dębowca! to chyba jakiś rekord. Powinien zostać kierowcą wyścigowym nie siatkarzem, chociaż w siatkówce całkiem nieźle się mu powodzi... Zbyszek oczywiście nie mógł się powstrzymać i kiedy tylko weszłyśmy na sale i zaczęłyśmy ćwiczyć zerwał naszą wcześniejszą umowę typu "zostajesz tu, ja trenuje i wracam a potem odstawiasz mnie do domu i tyle cię widziałam" i wkroczył na parkiet witając się z trenerem.
-Co ty tu robisz?- ledwo powstrzymałam się od przekleństwa.
- ćwiczę. Nie widać?- zapytał z poważną miną.
- Widać właśnie... a co z umową?- zapytałam zdezorjętowana.
-yyyy jaką?- rżnął głupa dalej...
- Szlak mnie zaraz z wami trafi. Obydwoje jesteście niemożliwi! Nie dziwię się że się z Michałem przyjaźnicie- powiedziałam z nie dowierzaniem.
-Ale po co te nerwy no... jak bym miśka słyszał - powiedział pod nosem ostatnią część zdania a ja aż się w środku gotowałam. Po "treningu" (bo trzeba przyznać że do zwyczajnych nie należał. W końcu nie od tak ćwiczy się razem z mistrzem świata) pojechaliśmy do domu. Bartman wziął po długich kłótniach mój numer telefonu i pojechał do siebie.
***
Po kilku tygodniach, które ni z tond ni z owond minęły bardzo szybko, na lekcji matematyki do sali wszedł dyrektor razem z... moim trenerem! Nie miałam pojęcia o co ca man ale ok. Siedziałam jak mysz pod miotłą i byłam bardzo ciekawa o co tu chodzi.
-Mam przyjemność ogłosić...- zaczął z lekka zdenerwowany dyrektor.- że do naszej szkoły wpłynął wniosek o przeniesienie jednej z naszych uczennic do szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. -Po tych słowach mnie zamurowało. Nie byłam pewna czy to ja ale był mój trener...
- Tak będziesz tez mogła trenować w jeszcze drugo ligowym klubie w pobliżu szkoły gdyż taki wniosek wpłynął do naszego klubu. - powiedział zadowolony trener.
-Klaudiu masz cztery tygodnie aby podpisać oby dwa wnioski. Najlepiej niech rodzice razem z tobą przyjdą...- wyprzedził trenera dyrektor.
- Dziękujemy i bardzo przepraszamy za kłopot.- rzucił z grzeczności dyrektor i wyszli. Po zamknięciu drzwi wszyscy zaczęli być brawo. Ja jednak od samego początku miałam złe przeczucia.
Rozmawiałam z ważnymi dla mnie osobami na ten temat. Była poważna rozmowa z Maćkiem, Gabą i Pati i przede wszystkim z rodzicami. Przecież tak naprawdę to zostawię ich tu samych (no z siorką) i będziemy się widywać tylko od święta. Zresztą z kumplami jeszcze rzadziej. Wszyscy odpowiadali jednogłośnie "to dla ciebie wielka szansa powinnaś spróbować. Nami się nie przejmuj. świat się kręci dalej a przecież są skayp'y, gg i facebook." Nie udało im się jednak rozwiać wszystkich moich obaw. Przyszedł czas na najważniejszą rozmowę. Oni przeżyli to na własnej skórze. Taki Kubiak z domu wyprowadził się jak miał 14 lat. Miałam nadzieję że siatkarze coś mi poradzą...
Od nich usłyszałam podobne zdania co od pozostałych. Ale oni mogli mi powiedzieć jak radzić sobie z taką rozłąką. Mieli "patenty" a ja miałam zamiar się ich trzymać. Mieli i pewnie mają takie problemy. Szczera rozmowa ze złoto polskimi przyniosła efekt! Wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę goszko żałować... MARZENIA? NIE ZMIENIAJ!
-No wiesz moja mamusia ciągle do mnie wydzwaniała...- wspominał Pit.
- No... moja też. Pamiętam jak mnie już to potem strasznie wkurzało- rzucił Winiar.
- A ja pamiętam te telefony co 5 min. jak tylko dostałem kontuzji albo chory byłem...- parskną Kubiak.
- Ja to mam tak do dziś!- Powiedział Cichy.
- To współczucia. -rzucił Igła. -Nie tylko tobie bo to Bartek jest z tobą w pokoju- zaśmiał się pod nosem. Chłopaki jeszcze przez jakieś pół godzinki rozmawiali o swoich juniorskich wspomnieniach. Maja co wspominać. Wróciłam do domu i byłam zdecydowana. Następnego dnia z rodzicami poszłam do dyrektora i trenera podpisać papiery. Na drugi semestr miałam zacząć naukę w Łodzi...
***
-Masz wszystko?!?- zapytała mama.
-Tak.- odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu Michała. Oczywiście w aucie siedział również Winiar i Ignaczak, którzy cytuję "nie mogą odpuścić sobie tej przyjemności" Igła cieszył się jak prosię na deszcz, że jedzie do szkoły Mistrzostwa sportowego, mimo że to nie on miał się tam uczyć. Po długiej i męczącej drodze , gdyż skazani byliśmy słuchać popisów wokalnych Winiara dotarliśmy do celu.
Przywitał nas dyrektor szkoły i zaczął oprowadzać mnie po budynku. Był bardzo, lekko zaskoczony że.... zaraz można być bardzo, lekko zaskoczonym? chyba raczej nie... dobra nieważne. A więc był bardzo zaskoczony tyloma sławnymi sportowcami w jednym aucie! Dyrektor zabrał mnie na trening żebym się przypatrzyła dziewczyną. W sobotę pierwszy mecz. Gramy o pierwszą ligę! ale jazda....!
Po dokładnie dziewięciu minutach i piętnastu sekundach zibi dojechał z Jastrzębia do Dębowca! to chyba jakiś rekord. Powinien zostać kierowcą wyścigowym nie siatkarzem, chociaż w siatkówce całkiem nieźle się mu powodzi... Zbyszek oczywiście nie mógł się powstrzymać i kiedy tylko weszłyśmy na sale i zaczęłyśmy ćwiczyć zerwał naszą wcześniejszą umowę typu "zostajesz tu, ja trenuje i wracam a potem odstawiasz mnie do domu i tyle cię widziałam" i wkroczył na parkiet witając się z trenerem.
-Co ty tu robisz?- ledwo powstrzymałam się od przekleństwa.
- ćwiczę. Nie widać?- zapytał z poważną miną.
- Widać właśnie... a co z umową?- zapytałam zdezorjętowana.
-yyyy jaką?- rżnął głupa dalej...
- Szlak mnie zaraz z wami trafi. Obydwoje jesteście niemożliwi! Nie dziwię się że się z Michałem przyjaźnicie- powiedziałam z nie dowierzaniem.
-Ale po co te nerwy no... jak bym miśka słyszał - powiedział pod nosem ostatnią część zdania a ja aż się w środku gotowałam. Po "treningu" (bo trzeba przyznać że do zwyczajnych nie należał. W końcu nie od tak ćwiczy się razem z mistrzem świata) pojechaliśmy do domu. Bartman wziął po długich kłótniach mój numer telefonu i pojechał do siebie.
***
Po kilku tygodniach, które ni z tond ni z owond minęły bardzo szybko, na lekcji matematyki do sali wszedł dyrektor razem z... moim trenerem! Nie miałam pojęcia o co ca man ale ok. Siedziałam jak mysz pod miotłą i byłam bardzo ciekawa o co tu chodzi.
-Mam przyjemność ogłosić...- zaczął z lekka zdenerwowany dyrektor.- że do naszej szkoły wpłynął wniosek o przeniesienie jednej z naszych uczennic do szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. -Po tych słowach mnie zamurowało. Nie byłam pewna czy to ja ale był mój trener...
- Tak będziesz tez mogła trenować w jeszcze drugo ligowym klubie w pobliżu szkoły gdyż taki wniosek wpłynął do naszego klubu. - powiedział zadowolony trener.
-Klaudiu masz cztery tygodnie aby podpisać oby dwa wnioski. Najlepiej niech rodzice razem z tobą przyjdą...- wyprzedził trenera dyrektor.
- Dziękujemy i bardzo przepraszamy za kłopot.- rzucił z grzeczności dyrektor i wyszli. Po zamknięciu drzwi wszyscy zaczęli być brawo. Ja jednak od samego początku miałam złe przeczucia.
Rozmawiałam z ważnymi dla mnie osobami na ten temat. Była poważna rozmowa z Maćkiem, Gabą i Pati i przede wszystkim z rodzicami. Przecież tak naprawdę to zostawię ich tu samych (no z siorką) i będziemy się widywać tylko od święta. Zresztą z kumplami jeszcze rzadziej. Wszyscy odpowiadali jednogłośnie "to dla ciebie wielka szansa powinnaś spróbować. Nami się nie przejmuj. świat się kręci dalej a przecież są skayp'y, gg i facebook." Nie udało im się jednak rozwiać wszystkich moich obaw. Przyszedł czas na najważniejszą rozmowę. Oni przeżyli to na własnej skórze. Taki Kubiak z domu wyprowadził się jak miał 14 lat. Miałam nadzieję że siatkarze coś mi poradzą...
Od nich usłyszałam podobne zdania co od pozostałych. Ale oni mogli mi powiedzieć jak radzić sobie z taką rozłąką. Mieli "patenty" a ja miałam zamiar się ich trzymać. Mieli i pewnie mają takie problemy. Szczera rozmowa ze złoto polskimi przyniosła efekt! Wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę goszko żałować... MARZENIA? NIE ZMIENIAJ!
-No wiesz moja mamusia ciągle do mnie wydzwaniała...- wspominał Pit.
- No... moja też. Pamiętam jak mnie już to potem strasznie wkurzało- rzucił Winiar.
- A ja pamiętam te telefony co 5 min. jak tylko dostałem kontuzji albo chory byłem...- parskną Kubiak.
- Ja to mam tak do dziś!- Powiedział Cichy.
- To współczucia. -rzucił Igła. -Nie tylko tobie bo to Bartek jest z tobą w pokoju- zaśmiał się pod nosem. Chłopaki jeszcze przez jakieś pół godzinki rozmawiali o swoich juniorskich wspomnieniach. Maja co wspominać. Wróciłam do domu i byłam zdecydowana. Następnego dnia z rodzicami poszłam do dyrektora i trenera podpisać papiery. Na drugi semestr miałam zacząć naukę w Łodzi...
***
-Masz wszystko?!?- zapytała mama.
-Tak.- odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu Michała. Oczywiście w aucie siedział również Winiar i Ignaczak, którzy cytuję "nie mogą odpuścić sobie tej przyjemności" Igła cieszył się jak prosię na deszcz, że jedzie do szkoły Mistrzostwa sportowego, mimo że to nie on miał się tam uczyć. Po długiej i męczącej drodze , gdyż skazani byliśmy słuchać popisów wokalnych Winiara dotarliśmy do celu.
Przywitał nas dyrektor szkoły i zaczął oprowadzać mnie po budynku. Był bardzo, lekko zaskoczony że.... zaraz można być bardzo, lekko zaskoczonym? chyba raczej nie... dobra nieważne. A więc był bardzo zaskoczony tyloma sławnymi sportowcami w jednym aucie! Dyrektor zabrał mnie na trening żebym się przypatrzyła dziewczyną. W sobotę pierwszy mecz. Gramy o pierwszą ligę! ale jazda....!
Rozdział 12
-Centrum handlowe... poważnie?- zapytałam.
-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę...
"
-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam?
"- Maciek.
- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.
------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)
-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę...
"-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam?
"- Maciek.- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.
------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)
Powiadomienie
Z góry strasznie przepraszamy za długą nie obecność wiecie szkoła i te sprawy. Dziękujemy że czytacie, może nie jest was dużo ale jesteście :) Miło nam że mamy chociaż 5 czytelników ale komentarze by się też przydały.... Teraz aby wam to wynagrodzić wrzucę troszkę więcej rozdziałów... Pozdrawiamy
Rozdział 11
Michał powoli z torba na plecach zbliżał sie do mnie, a po mojej głowie krążyły coraz dziwniejsze myśli. Wiedziałam, że nie chodzi tu o byle jaka błahostkę. Widać to było po jego zachowaniu, reakcji na poszczególne rzeczy i przede wszystkim po...oczach. Z każdą chwila coraz bardziej zaczynałam się bać tego co misiek ma mi do powiedzenia...
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....
Rozdział 10
-Gdzie masz koce?!?- wrzeszczał Kurek zza ściany.
-Pierwsza szafka po prawej nad szafą!- krzyknęła gaba.
-A zapasowe poduszki?!?- Wciął się Igła.
-W szafie!- wrzeszczeli tak na przemian.
-Której szafie?!?-dalej darł się Ignaczak.
- Mam w pokoju tylko jedną szafę!- wybuchnęła Gaba.
-Debilu przecież leżą na przeciwko twoich patrzałek, tylko trzeba myśleć...- Powiedział Kurek z ironią.
- Dobra dosyć tego!- wżasknęłam na pół domu.- Każdy ma poduchę?- zapytałam.
-Tak odpowiedzieli siatkarze chórem. Po przespanej w miarę spokojnej nocy (nie licząc lunatykowania Nowakowskiego). Siatkarze zebrali się na trening a ja po śniadaniu pojechałam do domu. Za dwa tygodnie wybierałam się z Gaba na mecz do Jastrzębia. Nie był to jednak mecz z Resovią bo ten przełożyli i jest dopiero za trzy tygodnie...Czas płynął nieubłaganie. Przez masę zajęć i ostrych treningów nie miałam czasu by spotkać się z naszymi "nowymi kuplami". Pisałam tylko z którymś co jakiś czas. Najwięcej czasu jednak szło mi na pisanie z Kubiakiem i Kurkiem. Winiar najwyraźniej miał rację i mieliśmy podobne charaktery. Trener oznajmił że przekłada trening z piątku na sobotę bo jego dziecko idzie do komunii. Niefortunnie trening odbyć się miał w dzień meczu JSW z Resovą... ale coś wykombinuje
***
-Gaba gdzie ty jesteś?- w telefonie usłyszałam ciche "halo".
-Jadę już, czekaj przed halą.- Powiedziała ochryple.
-Mam nadzieje...- po tych słowach rozłączyłam się czekając na coraz bardziej spóźnioną kumpele.
-UUUUU teraz to musimy wygrać- Powiedział Kubiak Poklepując Winiara (zmienił klub na JSW) po ramieniu.
-No jak takie szychy nam kibicować przyszły....- ciągnął Winiarski widząc jak razem z Gabą wchodzę na hale i siadamy w pierwszym rzędzie!
-No hej! a poinformować że się na mecz przyjdzie to nie łaska co?- Udawał oburzonego Kubiak.
-Nie będziemy się wam spowiadać...- wypaliła gaba bez namysłu.
-No wiesz w sumie to ja jeszcze zawodu zmieniać nie chcę. A nawet jak będę musiał to na pewno nie na księdza...- Uśmiechnął się pod nosem Winiar
-Dla twojej informacji też nie mam takiego zamiaru...- powiedział Dziku.
-Ale serio mogłyście powiedzieć...- Winiarski zrobił minę zbitego psa.
-No misiek by się jakoś uczesał, a tak?- zapytał rozbawiony Kubiak.
-Dzięki wiesz...- Parsknął Michał W. i powędrował na "zbiórkę". Mecz jak mecz fajnie się patrzyło, super kibicowało i grunt że wygrali bo z Resovią tak łatwo nie będzie...
-I jak?- szybko po meczy podbiegł do nas Winiar wymachując statuetką MVP...Kubiaka
-Faja, szkoda że nie twoja...- Zaśmiała się gaba a misiek zrobił soś w stylu Foch ala Winiarski ale nie wyszło mu to najlepiej bo odwracając się zdeżył się z Kubaikkiem maszerującym w naszym kierunku.
-Powaliło do reszty?!- wżaskął misiek.- Dałem potrzymać nie rozwalić!- darł się dalej.-Klaudia możemy pogadać?- zapytał poważnie.
-tak jasne czemu pytasz.- zdziwiłam się przecież tyle razy pisałam z nim na gg.
-Sam na sam.- dodał po chwili.
- Spoko.- lekko się uśmiechnęłam.
-Poczekaj przed klubem. Możesz od tyłu?- Zapytał poważnym tonem.-Tam nikt nie będzie przeszkadzał, a z przodu hali zawsze jest tłum. Nawet po meczu.- dodał.Poszłam w wyznaczone miejsce i czekałam jak na wyrok po chwili z hali wyszedł Kubiak...
-Pierwsza szafka po prawej nad szafą!- krzyknęła gaba.
-A zapasowe poduszki?!?- Wciął się Igła.
-W szafie!- wrzeszczeli tak na przemian.
-Której szafie?!?-dalej darł się Ignaczak.
- Mam w pokoju tylko jedną szafę!- wybuchnęła Gaba.
-Debilu przecież leżą na przeciwko twoich patrzałek, tylko trzeba myśleć...- Powiedział Kurek z ironią.
- Dobra dosyć tego!- wżasknęłam na pół domu.- Każdy ma poduchę?- zapytałam.
-Tak odpowiedzieli siatkarze chórem. Po przespanej w miarę spokojnej nocy (nie licząc lunatykowania Nowakowskiego). Siatkarze zebrali się na trening a ja po śniadaniu pojechałam do domu. Za dwa tygodnie wybierałam się z Gaba na mecz do Jastrzębia. Nie był to jednak mecz z Resovią bo ten przełożyli i jest dopiero za trzy tygodnie...Czas płynął nieubłaganie. Przez masę zajęć i ostrych treningów nie miałam czasu by spotkać się z naszymi "nowymi kuplami". Pisałam tylko z którymś co jakiś czas. Najwięcej czasu jednak szło mi na pisanie z Kubiakiem i Kurkiem. Winiar najwyraźniej miał rację i mieliśmy podobne charaktery. Trener oznajmił że przekłada trening z piątku na sobotę bo jego dziecko idzie do komunii. Niefortunnie trening odbyć się miał w dzień meczu JSW z Resovą... ale coś wykombinuje

***
-Gaba gdzie ty jesteś?- w telefonie usłyszałam ciche "halo".
-Jadę już, czekaj przed halą.- Powiedziała ochryple.
-Mam nadzieje...- po tych słowach rozłączyłam się czekając na coraz bardziej spóźnioną kumpele.
-UUUUU teraz to musimy wygrać- Powiedział Kubiak Poklepując Winiara (zmienił klub na JSW) po ramieniu.
-No jak takie szychy nam kibicować przyszły....- ciągnął Winiarski widząc jak razem z Gabą wchodzę na hale i siadamy w pierwszym rzędzie!
-No hej! a poinformować że się na mecz przyjdzie to nie łaska co?- Udawał oburzonego Kubiak.
-Nie będziemy się wam spowiadać...- wypaliła gaba bez namysłu.
-No wiesz w sumie to ja jeszcze zawodu zmieniać nie chcę. A nawet jak będę musiał to na pewno nie na księdza...- Uśmiechnął się pod nosem Winiar
-Dla twojej informacji też nie mam takiego zamiaru...- powiedział Dziku.
-Ale serio mogłyście powiedzieć...- Winiarski zrobił minę zbitego psa.
-No misiek by się jakoś uczesał, a tak?- zapytał rozbawiony Kubiak.
-Dzięki wiesz...- Parsknął Michał W. i powędrował na "zbiórkę". Mecz jak mecz fajnie się patrzyło, super kibicowało i grunt że wygrali bo z Resovią tak łatwo nie będzie...
-I jak?- szybko po meczy podbiegł do nas Winiar wymachując statuetką MVP...Kubiaka

-Faja, szkoda że nie twoja...- Zaśmiała się gaba a misiek zrobił soś w stylu Foch ala Winiarski ale nie wyszło mu to najlepiej bo odwracając się zdeżył się z Kubaikkiem maszerującym w naszym kierunku.
-Powaliło do reszty?!- wżaskął misiek.- Dałem potrzymać nie rozwalić!- darł się dalej.-Klaudia możemy pogadać?- zapytał poważnie.
-tak jasne czemu pytasz.- zdziwiłam się przecież tyle razy pisałam z nim na gg.
-Sam na sam.- dodał po chwili.
- Spoko.- lekko się uśmiechnęłam.
-Poczekaj przed klubem. Możesz od tyłu?- Zapytał poważnym tonem.-Tam nikt nie będzie przeszkadzał, a z przodu hali zawsze jest tłum. Nawet po meczu.- dodał.Poszłam w wyznaczone miejsce i czekałam jak na wyrok po chwili z hali wyszedł Kubiak...
Subskrybuj:
Posty (Atom)