http://www.youtube.com/watch?v=pC-6yJCl1Z8 - Polecam tą piosenkę do czytania :)
Po dokładnie dziewięciu minutach i piętnastu sekundach zibi dojechał z Jastrzębia do Dębowca! to chyba jakiś rekord. Powinien zostać kierowcą wyścigowym nie siatkarzem, chociaż w siatkówce całkiem nieźle się mu powodzi... Zbyszek oczywiście nie mógł się powstrzymać i kiedy tylko weszłyśmy na sale i zaczęłyśmy ćwiczyć zerwał naszą wcześniejszą umowę typu "zostajesz tu, ja trenuje i wracam a potem odstawiasz mnie do domu i tyle cię widziałam" i wkroczył na parkiet witając się z trenerem.
-Co ty tu robisz?- ledwo powstrzymałam się od przekleństwa.
- ćwiczę. Nie widać?- zapytał z poważną miną.
- Widać właśnie... a co z umową?- zapytałam zdezorjętowana.
-yyyy jaką?- rżnął głupa dalej...
- Szlak mnie zaraz z wami trafi. Obydwoje jesteście niemożliwi! Nie dziwię się że się z Michałem przyjaźnicie- powiedziałam z nie dowierzaniem.
-Ale po co te nerwy no... jak bym miśka słyszał - powiedział pod nosem ostatnią część zdania a ja aż się w środku gotowałam. Po "treningu" (bo trzeba przyznać że do zwyczajnych nie należał. W końcu nie od tak ćwiczy się razem z mistrzem świata) pojechaliśmy do domu. Bartman wziął po długich kłótniach mój numer telefonu i pojechał do siebie.
***
Po kilku tygodniach, które ni z tond ni z owond minęły bardzo szybko, na lekcji matematyki do sali wszedł dyrektor razem z... moim trenerem! Nie miałam pojęcia o co ca man ale ok. Siedziałam jak mysz pod miotłą i byłam bardzo ciekawa o co tu chodzi.
-Mam przyjemność ogłosić...- zaczął z lekka zdenerwowany dyrektor.- że do naszej szkoły wpłynął wniosek o przeniesienie jednej z naszych uczennic do szkoły mistrzostwa sportowego w Łodzi. -Po tych słowach mnie zamurowało. Nie byłam pewna czy to ja ale był mój trener...
- Tak będziesz tez mogła trenować w jeszcze drugo ligowym klubie w pobliżu szkoły gdyż taki wniosek wpłynął do naszego klubu. - powiedział zadowolony trener.
-Klaudiu masz cztery tygodnie aby podpisać oby dwa wnioski. Najlepiej niech rodzice razem z tobą przyjdą...- wyprzedził trenera dyrektor.
- Dziękujemy i bardzo przepraszamy za kłopot.- rzucił z grzeczności dyrektor i wyszli. Po zamknięciu drzwi wszyscy zaczęli być brawo. Ja jednak od samego początku miałam złe przeczucia.
Rozmawiałam z ważnymi dla mnie osobami na ten temat. Była poważna rozmowa z Maćkiem, Gabą i Pati i przede wszystkim z rodzicami. Przecież tak naprawdę to zostawię ich tu samych (no z siorką) i będziemy się widywać tylko od święta. Zresztą z kumplami jeszcze rzadziej. Wszyscy odpowiadali jednogłośnie "to dla ciebie wielka szansa powinnaś spróbować. Nami się nie przejmuj. świat się kręci dalej a przecież są skayp'y, gg i facebook." Nie udało im się jednak rozwiać wszystkich moich obaw. Przyszedł czas na najważniejszą rozmowę. Oni przeżyli to na własnej skórze. Taki Kubiak z domu wyprowadził się jak miał 14 lat. Miałam nadzieję że siatkarze coś mi poradzą...
Od nich usłyszałam podobne zdania co od pozostałych. Ale oni mogli mi powiedzieć jak radzić sobie z taką rozłąką. Mieli "patenty" a ja miałam zamiar się ich trzymać. Mieli i pewnie mają takie problemy. Szczera rozmowa ze złoto polskimi przyniosła efekt! Wiedziałam że jeśli nie spróbuję to będę goszko żałować... MARZENIA? NIE ZMIENIAJ!
-No wiesz moja mamusia ciągle do mnie wydzwaniała...- wspominał Pit.
- No... moja też. Pamiętam jak mnie już to potem strasznie wkurzało- rzucił Winiar.
- A ja pamiętam te telefony co 5 min. jak tylko dostałem kontuzji albo chory byłem...- parskną Kubiak.
- Ja to mam tak do dziś!- Powiedział Cichy.
- To współczucia. -rzucił Igła. -Nie tylko tobie bo to Bartek jest z tobą w pokoju- zaśmiał się pod nosem. Chłopaki jeszcze przez jakieś pół godzinki rozmawiali o swoich juniorskich wspomnieniach. Maja co wspominać. Wróciłam do domu i byłam zdecydowana. Następnego dnia z rodzicami poszłam do dyrektora i trenera podpisać papiery. Na drugi semestr miałam zacząć naukę w Łodzi...
***
-Masz wszystko?!?- zapytała mama.
-Tak.- odpowiedziałam i wsiadłam do samochodu Michała. Oczywiście w aucie siedział również Winiar i Ignaczak, którzy cytuję "nie mogą odpuścić sobie tej przyjemności" Igła cieszył się jak prosię na deszcz, że jedzie do szkoły Mistrzostwa sportowego, mimo że to nie on miał się tam uczyć. Po długiej i męczącej drodze , gdyż skazani byliśmy słuchać popisów wokalnych Winiara dotarliśmy do celu.
Przywitał nas dyrektor szkoły i zaczął oprowadzać mnie po budynku. Był bardzo, lekko zaskoczony że.... zaraz można być bardzo, lekko zaskoczonym? chyba raczej nie... dobra nieważne. A więc był bardzo zaskoczony tyloma sławnymi sportowcami w jednym aucie! Dyrektor zabrał mnie na trening żebym się przypatrzyła dziewczyną. W sobotę pierwszy mecz. Gramy o pierwszą ligę! ale jazda....!
wtorek, 11 czerwca 2013
Rozdział 12
-Centrum handlowe... poważnie?- zapytałam.
-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę...
"
-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam?
"- Maciek.
- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.
------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)
-Ktoś tu chyba nie ma ochoty na kawę co?- zapytał z ironią. Wiedział że cholernie lubię ją pić. Kiedyś tak się o tym zgadało...
- Na kawę zawsze...- odpowiedziałam z wielkim bananem na buzi. - Gaba?- zapytałam zdziwiona.
- U dla kogoś 20:00 to już za późno- Wyrwał Piter.
- Masz na myśli siebie? - Nie zostałam mu wdzięczna. Ten zanim pojął o co mi chodziło minęło dobre pięć minut. Przez cały ten czas ja nawijałam z Kurkiem, głównie o piosenkach bo okazało sie że mamy podobny gust muzyczny. Gaba w najlepsze bawiła się z moim kuzynem. Boże jak to dziwnie brzmi. Pewnie minie jeszcze trochę czasu zanim sie do tego przyzwyczaję. Reszta bandy albo wtrącała się w nasze rozmowy albo śmiała sie z żartów igły, który sypał nimi jak najęty. Po chwili marszu doszliśmy do małej, ale bardzo ładnie urządzonej kawiarenki 24h (przynajmniej tak było napisane). Rozsiedliśmy się wygodnie i zamówiliśmy siedem kaw latte. Pędzikiem dostaliśmy swoje zamówienie gdyż oprócz naszej grupy, która robiła hałas ze stu klientów nie było nikogo. Po ponad godzinnych wygłupach stwierdziliśmy że najwyższy czas porozjeżdżać się do domów. Umówiliśmy się też ze musimy takie wypady częściej robić i że się zdzwonimy. Kubiak odstawił mnie do domu i pojechał do swojego mieszkania. Ja wykończona od razu poszłam się umyć i padłam na łóżko jak zabita. Po chwili przyszedł mi sms.
-"Kontaktujesz jeszcze?"- autorem był kurek.
-" Jeszcze..."- szybko odpisałam.
- "To przeczytaj to uważnie: zostawiłaś swoje słuchawki"- napisał a ja dopiero teraz się zorjentowałam że faktycznie ich nie mam.
- "O fuck! podrzucisz mi je PLS"- szybko odpisałam.
-" że teraz?!?" - błyskawicznie dostałam odpowiedz.
- "Nie, no co ty? Jutro około 15:00 będę w Dębowcu na rynku"- napisałam myśląc że skapnie się o co chodzi.
- "I co w związku z tym...?" - widocznie on też był już zmęczony...
- " Podrzuć mi je tam ciołku..."- nie wiedziałam że to aż tak trudno się domyślić...
-" ok. I kolorowych snów życzę...
"-" Dzięki i nawzajem."- Ledwo co skończyłam pisać z jednym drugi przysłał wiadomość.
-" żyjesz tam?
"- Maciek.- "Nie umarłam"- od parsknęłam.
-" uuu to ja z duchem piszę... ciekawe...."- on zawsze wie jak doprowadzić do uśmiechu... człowiek po przeczytaniu takiej wiadomości od razu automatycznie się uśmiecha...
***
Nasze spotkanie na runku nie ujrzało światła dziennego gdyż ja miałam trening godzinę później a Bartek zgrupowanie... jedyne co nam zostało to przekazanie słuchawek Kubiakowi a ten przekaże mi je przy najbliższej okazji. Gdybym ja tylko wiedziała że ta najbliższa okazja jest dopiero dzisiaj!- mecz jastrzębskiego z Resovią.... Po drodze okazało się że na trening też nie ma mnie kto zawieść... na szczęście od czego ma się kuzynów, zawsze podrzucą. Co prawda gdyby mecz się strasznie przeciągał i misiek by się strasznie ale to strasznie ociągał to na trening nie zdążę. Nie zakładajmy odrazy najgorszego. Po ciekawym i zaciętym pojedynku górą okazali się być Jastrzębianie 3:2 i 20:18 w tie- breaku. Po zakończonym meczu wyszłam tylnym wyjściem z sali i usiadłam pod murkiem czekając na Miśka. Z hali wychodzili różni sportowcy, sztaby medyczne a nawet trenerzy. Dzika jak nie było tak nie ma. Pogadałam na chwilę z Jgłą i Nowakowskim ale i oni uznali że strasznie tu zimni i poszli do autokaru. Nagle z Hali wyszedł Zbigniew Bartman.
- O co ty tu robisz?- zapytał z zaciekawieniem.
- Czekam, nie widać- bąknęłam bo byłam strasznie cięta na Michała za jego zapłon.
- To, to ja widzę ale na kogo?, jak chcesz autograf to zawołam kogo trzeba. Nie będziesz mi tu marzła...- powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem. W tym momencie z hali wyparował Kubiak.
- Sory ale wiesz analizy i te pierdoły... jedziemy?- wydusił z siebie. - O Zibi patrz nawet nie było czasu pogadać...- zagadał.
- To.... to wy się znacie- Bartman wskazał na mnie potem na Michała i znów na mnie.
- No.... tak. To jest moja kuzynka. Klaudia.- powiedział wypinając sie do przodu.
-Dał bym sobie rękę uciąć że gdzieś już ją widziałem...- rozmyślił się zibi.
- tak, tak nie ma czasu choć no...- pociągnęłam Miśka w stronę auta. Nagle jego telefon zadzwonił a on szybko odebrał. Dzwoniła Monika. Jego po żal się boże dziewczyna...
- Tak Moniś już jadę, tak, tak zaraz będę. - nawijał jak szalony a ja patrzyłam z niedowierzaniem. Po chwili wsiadł do auta krzycząc cos że musi jechać i żebym mu wybaczyła, po czym zamknął drzwi i tyle go widziałam.
- On jest chyba jakiś nie poważny!- krzyknęłam.
- To może gdzieś Cie podrzucić?- zapytał Bartman.
-Nie na trening i tak juz nie zdążę. Do Dębowca trochę się jednak jedzie...- powiedziałam zrezygnowanym głosem
- Wsiadaj. No szybko zdążymy w dziesięć minut. Zobaczysz.- powiedział i porwał moją torbę treningową.
Po chwili siedziałam już w białym mercedesie Zbyszka a on przy mojej ulubionej piosence Hansa Solo pędził jak szalony po ulicy.
------------------------------------------------------------------
Propozycje co do piosenki możecie pisać w komentarzach :)
Powiadomienie
Z góry strasznie przepraszamy za długą nie obecność wiecie szkoła i te sprawy. Dziękujemy że czytacie, może nie jest was dużo ale jesteście :) Miło nam że mamy chociaż 5 czytelników ale komentarze by się też przydały.... Teraz aby wam to wynagrodzić wrzucę troszkę więcej rozdziałów... Pozdrawiamy
Rozdział 11
Michał powoli z torba na plecach zbliżał sie do mnie, a po mojej głowie krążyły coraz dziwniejsze myśli. Wiedziałam, że nie chodzi tu o byle jaka błahostkę. Widać to było po jego zachowaniu, reakcji na poszczególne rzeczy i przede wszystkim po...oczach. Z każdą chwila coraz bardziej zaczynałam się bać tego co misiek ma mi do powiedzenia...
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....
-Klaudia słuchaj...- zaczął a ja patrzyłam sie na niego uważnie. - Nie bardzo wiem jak ci to powiedzieć. Na początku w ogóle nie miałem takiego zamiaru, ale po rozmowie z Gabą oboje stwierdziliśmy że powinnaś wiedzieć.- powiedział na jednym wydechu a ja coraz bardziej obawiałam się tej informacji. -Nie bardzo wiem jak zacząć.....- coraz bardziej kręcił...
-Najlepiej wal prosto z mostu.- Powiedziałam wiedząc, że na jego miejscu tez bym tak plątała... Po chwili Michał wyjął z torby białe kartki i podał mi je.
-Masz. Najlepiej będzie jak przeczytasz.- mówił a ja zaczęłam świdrować kartkę wzrokiem.
-Co...- szepnęłam i z wzrokiem typu "chyba cię pogięło" popatrzyłam na Michała.
-Wtedy w szpitalu... ja juz wiedziałem jak tylko zobaczyłem twoją karte. Trzy razy sprawdzałem swoje potem twoje drzewo genealogiczne i pisze jak byk.... jesteśmy spokrewnieni.- Kubiak wypuścił z ust powietrze jak by mu ulżyło że już wiem.
-Ale....- nie mogłam wydukać ani jednego sensownego słowa.
- Ja tez nie mogłem uwierzyć ale.... jesteś moją kuzynką- po tych słowach uśmiechnął się szeroko. - A rodzice już wiedzą.
-Jak to?- naglę mowa mi wróciła.
-Dzisiaj przed meczem z nimi rozmawiałem. - Powiedział. - To co jedziemy? - Zapytał się mnie jak starszy brat siostrę. Tak na prawdę to tak go trochę traktowałam. W głębi duszy wiedziałam że mogę z nim szczerze porozmawiać. Lubiłam z nim pisać.
- Halo tu ziemia.... wsiadasz czy sam mam jechać?- otrząsnął mnie Kubiak.
-Ale tata miał po mnie przyjechać...
- Zmiana planów. Tata wie- powiedział i uśmiechnął się do mnie szeroko. Po kilu kilometrach zauważyłam że skręca w inna stronę.
-Tędy się do mojego domu nie jedzie...- wyrecytowałam.
-Wiem.- Odpowiedział jak by nigdy nic. Zdezorjentowana patrzyłam się na niego jak na najświętszy obrazek. Kiedy tylko to zauważył od razu wybuchł smiechem.
- I z czego się tak ryjesz?- powiedziałam
- Szczerze?
-No...- wyszczerzyłam się.
- Z ciebie- Powiedział jeszcze bardziej się uśmiechając. Po półgodzinnej jeździe dotarliśmy do.....
Rozdział 10
-Gdzie masz koce?!?- wrzeszczał Kurek zza ściany.
-Pierwsza szafka po prawej nad szafą!- krzyknęła gaba.
-A zapasowe poduszki?!?- Wciął się Igła.
-W szafie!- wrzeszczeli tak na przemian.
-Której szafie?!?-dalej darł się Ignaczak.
- Mam w pokoju tylko jedną szafę!- wybuchnęła Gaba.
-Debilu przecież leżą na przeciwko twoich patrzałek, tylko trzeba myśleć...- Powiedział Kurek z ironią.
- Dobra dosyć tego!- wżasknęłam na pół domu.- Każdy ma poduchę?- zapytałam.
-Tak odpowiedzieli siatkarze chórem. Po przespanej w miarę spokojnej nocy (nie licząc lunatykowania Nowakowskiego). Siatkarze zebrali się na trening a ja po śniadaniu pojechałam do domu. Za dwa tygodnie wybierałam się z Gaba na mecz do Jastrzębia. Nie był to jednak mecz z Resovią bo ten przełożyli i jest dopiero za trzy tygodnie...Czas płynął nieubłaganie. Przez masę zajęć i ostrych treningów nie miałam czasu by spotkać się z naszymi "nowymi kuplami". Pisałam tylko z którymś co jakiś czas. Najwięcej czasu jednak szło mi na pisanie z Kubiakiem i Kurkiem. Winiar najwyraźniej miał rację i mieliśmy podobne charaktery. Trener oznajmił że przekłada trening z piątku na sobotę bo jego dziecko idzie do komunii. Niefortunnie trening odbyć się miał w dzień meczu JSW z Resovą... ale coś wykombinuje
***
-Gaba gdzie ty jesteś?- w telefonie usłyszałam ciche "halo".
-Jadę już, czekaj przed halą.- Powiedziała ochryple.
-Mam nadzieje...- po tych słowach rozłączyłam się czekając na coraz bardziej spóźnioną kumpele.
-UUUUU teraz to musimy wygrać- Powiedział Kubiak Poklepując Winiara (zmienił klub na JSW) po ramieniu.
-No jak takie szychy nam kibicować przyszły....- ciągnął Winiarski widząc jak razem z Gabą wchodzę na hale i siadamy w pierwszym rzędzie!
-No hej! a poinformować że się na mecz przyjdzie to nie łaska co?- Udawał oburzonego Kubiak.
-Nie będziemy się wam spowiadać...- wypaliła gaba bez namysłu.
-No wiesz w sumie to ja jeszcze zawodu zmieniać nie chcę. A nawet jak będę musiał to na pewno nie na księdza...- Uśmiechnął się pod nosem Winiar
-Dla twojej informacji też nie mam takiego zamiaru...- powiedział Dziku.
-Ale serio mogłyście powiedzieć...- Winiarski zrobił minę zbitego psa.
-No misiek by się jakoś uczesał, a tak?- zapytał rozbawiony Kubiak.
-Dzięki wiesz...- Parsknął Michał W. i powędrował na "zbiórkę". Mecz jak mecz fajnie się patrzyło, super kibicowało i grunt że wygrali bo z Resovią tak łatwo nie będzie...
-I jak?- szybko po meczy podbiegł do nas Winiar wymachując statuetką MVP...Kubiaka
-Faja, szkoda że nie twoja...- Zaśmiała się gaba a misiek zrobił soś w stylu Foch ala Winiarski ale nie wyszło mu to najlepiej bo odwracając się zdeżył się z Kubaikkiem maszerującym w naszym kierunku.
-Powaliło do reszty?!- wżaskął misiek.- Dałem potrzymać nie rozwalić!- darł się dalej.-Klaudia możemy pogadać?- zapytał poważnie.
-tak jasne czemu pytasz.- zdziwiłam się przecież tyle razy pisałam z nim na gg.
-Sam na sam.- dodał po chwili.
- Spoko.- lekko się uśmiechnęłam.
-Poczekaj przed klubem. Możesz od tyłu?- Zapytał poważnym tonem.-Tam nikt nie będzie przeszkadzał, a z przodu hali zawsze jest tłum. Nawet po meczu.- dodał.Poszłam w wyznaczone miejsce i czekałam jak na wyrok po chwili z hali wyszedł Kubiak...
-Pierwsza szafka po prawej nad szafą!- krzyknęła gaba.
-A zapasowe poduszki?!?- Wciął się Igła.
-W szafie!- wrzeszczeli tak na przemian.
-Której szafie?!?-dalej darł się Ignaczak.
- Mam w pokoju tylko jedną szafę!- wybuchnęła Gaba.
-Debilu przecież leżą na przeciwko twoich patrzałek, tylko trzeba myśleć...- Powiedział Kurek z ironią.
- Dobra dosyć tego!- wżasknęłam na pół domu.- Każdy ma poduchę?- zapytałam.
-Tak odpowiedzieli siatkarze chórem. Po przespanej w miarę spokojnej nocy (nie licząc lunatykowania Nowakowskiego). Siatkarze zebrali się na trening a ja po śniadaniu pojechałam do domu. Za dwa tygodnie wybierałam się z Gaba na mecz do Jastrzębia. Nie był to jednak mecz z Resovią bo ten przełożyli i jest dopiero za trzy tygodnie...Czas płynął nieubłaganie. Przez masę zajęć i ostrych treningów nie miałam czasu by spotkać się z naszymi "nowymi kuplami". Pisałam tylko z którymś co jakiś czas. Najwięcej czasu jednak szło mi na pisanie z Kubiakiem i Kurkiem. Winiar najwyraźniej miał rację i mieliśmy podobne charaktery. Trener oznajmił że przekłada trening z piątku na sobotę bo jego dziecko idzie do komunii. Niefortunnie trening odbyć się miał w dzień meczu JSW z Resovą... ale coś wykombinuje

***
-Gaba gdzie ty jesteś?- w telefonie usłyszałam ciche "halo".
-Jadę już, czekaj przed halą.- Powiedziała ochryple.
-Mam nadzieje...- po tych słowach rozłączyłam się czekając na coraz bardziej spóźnioną kumpele.
-UUUUU teraz to musimy wygrać- Powiedział Kubiak Poklepując Winiara (zmienił klub na JSW) po ramieniu.
-No jak takie szychy nam kibicować przyszły....- ciągnął Winiarski widząc jak razem z Gabą wchodzę na hale i siadamy w pierwszym rzędzie!
-No hej! a poinformować że się na mecz przyjdzie to nie łaska co?- Udawał oburzonego Kubiak.
-Nie będziemy się wam spowiadać...- wypaliła gaba bez namysłu.
-No wiesz w sumie to ja jeszcze zawodu zmieniać nie chcę. A nawet jak będę musiał to na pewno nie na księdza...- Uśmiechnął się pod nosem Winiar
-Dla twojej informacji też nie mam takiego zamiaru...- powiedział Dziku.
-Ale serio mogłyście powiedzieć...- Winiarski zrobił minę zbitego psa.
-No misiek by się jakoś uczesał, a tak?- zapytał rozbawiony Kubiak.
-Dzięki wiesz...- Parsknął Michał W. i powędrował na "zbiórkę". Mecz jak mecz fajnie się patrzyło, super kibicowało i grunt że wygrali bo z Resovią tak łatwo nie będzie...
-I jak?- szybko po meczy podbiegł do nas Winiar wymachując statuetką MVP...Kubiaka

-Faja, szkoda że nie twoja...- Zaśmiała się gaba a misiek zrobił soś w stylu Foch ala Winiarski ale nie wyszło mu to najlepiej bo odwracając się zdeżył się z Kubaikkiem maszerującym w naszym kierunku.
-Powaliło do reszty?!- wżaskął misiek.- Dałem potrzymać nie rozwalić!- darł się dalej.-Klaudia możemy pogadać?- zapytał poważnie.
-tak jasne czemu pytasz.- zdziwiłam się przecież tyle razy pisałam z nim na gg.
-Sam na sam.- dodał po chwili.
- Spoko.- lekko się uśmiechnęłam.
-Poczekaj przed klubem. Możesz od tyłu?- Zapytał poważnym tonem.-Tam nikt nie będzie przeszkadzał, a z przodu hali zawsze jest tłum. Nawet po meczu.- dodał.Poszłam w wyznaczone miejsce i czekałam jak na wyrok po chwili z hali wyszedł Kubiak...
niedziela, 2 czerwca 2013
Rozdział 9
Dzień wyjścia Gabrysi ze szpitala.
-Nasze nocne niebo- zacytował i zapatrzył się Kurek w plakat wiszący na ścianie korytarza.
- Czasami go nie widać bo jest za chmurami...- Parskną Igła a Winiar zaczął chichotać pod nosem.
- Ty też zawsze musisz mnie zgasić- powiedział zrezygnowanym głosem Kuraś.
- Została Pani wypisana, mogą państwo opuścić szpital. - Powiedziała na odchodnym pielęgniarka. podejrzewam że w głębi duszy skakała z radości.
Gaba wstała, podniosłą kule i zaczęła się kierować w stronę drzwi, lecz daleko nie zaszła ponieważ przeszkodził jej w tym zgadnijcie kto.?. Na samym początku strasznie protestowała ale później uległą urokowi swojego idola. Weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu Gabrysi.
- Zapraszam w swoje skromne progi .. - Powiedziała Gaba pokazując na drzwi i schody.
- No weź Dziku, po własnych schodach to sobie wejdę - Powiedziała oburzona Gabcia w momencie kiedy Dziku ją podniósł.
- A co nie wygodnie ci ? Bo coś mi się wydaje że masz troszkę za długie te schody żeby wychodzić po niech na rękach... - Zacytował dziku jak dziecko z przedszkola.
- Dobra, dobra bez przedstawień. Otworzy nam ktoś czy masz kluczyk ? - Zapytał lekko podirytowany Igła, który rzadko kiedy taki był.
- Proszę moja Igiełko weź kluczyk, dostąpisz tego zaszczytu i otworzysz nam drzwi bo u mnie w domu i tak nikogo nie ma - Zaśmiała się Kumpela która nadal spoczywała na rękach jednego ze złotopolskich.
Igła przewrócił oczami, ale podszedł do drzwi niczym boi hotelowy i otworzył je na wylot.
- Gaba idziemy do ciebie czy do gościnnego ? - zapytałam zwracając się do właścicielki mieszkania.
- Gdzie chcesz. Oprowadzisz tłumoków po domu a ja może zrobię kawę bo nie mam ochoty na pielgrzymkę. Moja Słodka Mordko pomożesz mi ? - Powiedziała Gaba i zwróciła się do towarzysz.
- Dobra chłopaki pielgrzymkę czas zacząć. Tu jest łazienka....
- Czyli takie jakby WC - Zapytał Nowakowski. Igła od razu zdzielił się w czoło równocześnie uderzając w potylicę Piotrka.
- Nie bo WC to nie to samo co łazienka,. Łazienka to miejsce gdzie sie trzyma jedzenie wiesz. - Powiedział z ironią w głosie Winiar.
- Dobra skończcie to. Tu są schody ale podejrzewam że to juz zauważyliście. Od razu mówię nie pytajcie co jest na górze bo zaprowadzę was tam następnym razem. - Uprzedziłam pytania chłopaków.
- Czemu następnym razem - zapytał Kuraś.

- No bo tam jest tak dużo schodów że chyba by mi nogi odpadły..... zwłaszcza po dzisiejszym treningu. - Odpowiedziałam całkiem serio i pierwszy raz w życiu widziałam na raz tyle face palmów.
- Klaudia !! - Usłyszałam głos przyjaciółki, co okropnie mnie przestraszyło i ruszyłam jej na pomoc.
- Co sie stało? - wparowałam do kuchni jak szalona.
- Ogłaszam zbiórkę radnych ! Mam pomysł, chcecie zostać na noc ? Bo mam wolną chatę a boje się tu sama siedzieć jeszcze z tą nogą - Powiedziała kumpela z miną zbitego psa.
- No wiesz.......
-Nasze nocne niebo- zacytował i zapatrzył się Kurek w plakat wiszący na ścianie korytarza.
- Czasami go nie widać bo jest za chmurami...- Parskną Igła a Winiar zaczął chichotać pod nosem.
- Ty też zawsze musisz mnie zgasić- powiedział zrezygnowanym głosem Kuraś.
- Została Pani wypisana, mogą państwo opuścić szpital. - Powiedziała na odchodnym pielęgniarka. podejrzewam że w głębi duszy skakała z radości.
Gaba wstała, podniosłą kule i zaczęła się kierować w stronę drzwi, lecz daleko nie zaszła ponieważ przeszkodził jej w tym zgadnijcie kto.?. Na samym początku strasznie protestowała ale później uległą urokowi swojego idola. Weszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu Gabrysi.
- Zapraszam w swoje skromne progi .. - Powiedziała Gaba pokazując na drzwi i schody.
- No weź Dziku, po własnych schodach to sobie wejdę - Powiedziała oburzona Gabcia w momencie kiedy Dziku ją podniósł.
- A co nie wygodnie ci ? Bo coś mi się wydaje że masz troszkę za długie te schody żeby wychodzić po niech na rękach... - Zacytował dziku jak dziecko z przedszkola.
- Dobra, dobra bez przedstawień. Otworzy nam ktoś czy masz kluczyk ? - Zapytał lekko podirytowany Igła, który rzadko kiedy taki był.
- Proszę moja Igiełko weź kluczyk, dostąpisz tego zaszczytu i otworzysz nam drzwi bo u mnie w domu i tak nikogo nie ma - Zaśmiała się Kumpela która nadal spoczywała na rękach jednego ze złotopolskich.
Igła przewrócił oczami, ale podszedł do drzwi niczym boi hotelowy i otworzył je na wylot.
- Gaba idziemy do ciebie czy do gościnnego ? - zapytałam zwracając się do właścicielki mieszkania.
- Gdzie chcesz. Oprowadzisz tłumoków po domu a ja może zrobię kawę bo nie mam ochoty na pielgrzymkę. Moja Słodka Mordko pomożesz mi ? - Powiedziała Gaba i zwróciła się do towarzysz.
- Dobra chłopaki pielgrzymkę czas zacząć. Tu jest łazienka....
- Czyli takie jakby WC - Zapytał Nowakowski. Igła od razu zdzielił się w czoło równocześnie uderzając w potylicę Piotrka.
- Nie bo WC to nie to samo co łazienka,. Łazienka to miejsce gdzie sie trzyma jedzenie wiesz. - Powiedział z ironią w głosie Winiar.
- Dobra skończcie to. Tu są schody ale podejrzewam że to juz zauważyliście. Od razu mówię nie pytajcie co jest na górze bo zaprowadzę was tam następnym razem. - Uprzedziłam pytania chłopaków.
- Czemu następnym razem - zapytał Kuraś.

- No bo tam jest tak dużo schodów że chyba by mi nogi odpadły..... zwłaszcza po dzisiejszym treningu. - Odpowiedziałam całkiem serio i pierwszy raz w życiu widziałam na raz tyle face palmów.- Klaudia !! - Usłyszałam głos przyjaciółki, co okropnie mnie przestraszyło i ruszyłam jej na pomoc.
- Co sie stało? - wparowałam do kuchni jak szalona.
- Ogłaszam zbiórkę radnych ! Mam pomysł, chcecie zostać na noc ? Bo mam wolną chatę a boje się tu sama siedzieć jeszcze z tą nogą - Powiedziała kumpela z miną zbitego psa.
- No wiesz.......
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 8
- Co masz teraz zamiar zrobić ? - Patrycja skierowała pytanie do mnie patrząc na Gabe
- A dlaczego mnie o to pytasz ? - zapytałam zdziwiona.
- Bo wiadomo że Gaba do sportu wrócić już nie może, a ty wrócisz bez niej ? - zapytała, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
- Klaudia nie zostawi siatkówki, nie może tego zrobić i kropka. - powiedziała Gabrysia wyciągając mnie z zamyślenia i przerywając niezręczną ciszę.
-No patrz wchodzą juz nawet bez pukania, jakby byli u siebie.- Parsknęła Pati.
-No bo w sumie jesteśmy. Za chwilę Kurek coś złamie potem Winiar i znów zobaczymy te ponure, białe ściany...- Wywodził się Igła
-Jak się czuje nasz mistrz.- do sali wtargnął Winiar z Kubiakiem.
- A jak ma się czuć jak grać juz nie może, no chyba że dasz mi swoją kostkę ?!- parsknęła wytrącona z poważnej rozmowy Gaba.
-No nie wiem czy byś chciała żeby mistrz świata, wice mistrz europy i dwukrotny zwycięsca ligi światowej pozbawiony był kostki przez byle tam mistrza Polski...- Misiek mocno zaakcentował ostatnie słowa i czekał na naszą odpowiedź.
- A wczoraj to taki szczęśliwy byłeś i cały czas nam gratulowałeś.... - powiedziałam lekko wkurzona że tak nas dobił.
Gaba wstała, weszła na parapet jak miała w zwyczaju i otworzyła okno, co mi się nie spodobało więc wrzasnęłam.
- Gaba Kurwa co ty robisz, masz zamiar rozwalić tą kostkę jeszcze bardziej czy wypaść przez okno z 4 piętra
!
- Teraz to już i tak nic nie wygra... - wzruszył ramionami igła z powagą na twarzy.
- No jak chce to niech wypada ale odpowiedź karną bierze za to Klaudia - Wrzasnął Kuraś.
- Też mi miło, to dzięki za pozwolenie.. - Powiedziała Gaba i jeszcze bardziej otworzyła okno. Nie wytrzymałam emocjonalnie dałam tym idiotom w łeb i razem z pati ruszyłam w stronę kumpeli, która wyglądała jakby faktycznie chciała wyskoczyć. Pati próbowała znieść przyjaciółkę z parapetu ale miała za mało siły w swoich łapeczkach. Dziku podszedł do Gaby i zabrał ją na ręce (podejrzewam że w tym momencie była w siódmym niebie bo była na rękach u swojego idola), ja zamknęłam okno i zapytałam.
- Ma ktoś może tu jakąś kłódkę czy coś bo znając tą panią to ona naprawdę może nam przez okno wyskoczyć ....
-Ja mam inne pytanie.- Wtrącił Nowakowski. -Ktoś jeszcze ma ochotę na kawę?- Wyrwał ni z tond ni z owąd Cichy Pit.
-Mówiłem już że ja go nie znam...- Zapytał Igła i strzelił face palma w czoło
- Boże i to ma być legenda polskiej siatkówki..- Wtrąciła znudzona dyskusją Patrycja.
-Ikona młoda, Ikona!- oburzył się Piotrek.
- Ikona reklamująca kawę... dobre- Zamyślił się Winiar
- Boże to ja tu mówię że musimy zabarykadować moją kumpele bo ona z tond zwieje a wy tu zaczynacie dyskusje o kawie, geniusze no po prostu idioci.... - Wtrąciłam zrezygnowanym głosem.
- Chciałbym zauważyć że ja nie wtrąciłem ani słowa do tej idiotycznej dyskusji - wydarł się szanowny pan Kubiak.
- Debil no po prostu Debil - Odezwała się kumpela (Patrycja) która zauważyła że Nowakowski wszedł do sali z kubkiem gorącej kawy i wylał ją na Kurka.
- Głupi czy z policji? - Darł się Kuraś.
- Oj przepraszam czy ty coś do policji masz ? - Syknęła Gaba przez zęby
- uuuuuuu ostro siostro.......yyyyyy bracie!- wykrzyczałam ostatnie słowo.
- No ja wiedziałem że Kuraś ma kobiecą urodę ale żeby aż tak?- Parsknął Igła poczym wybuchł śmiechem. W jego ślady poszli wszyscy siatkarze.
- hahahah A co z moimi spodniami, przeciesz nie będę paradował w bokserkach po szpitalu. Jeszcze mnie ktoś rozpozna...- sprostował Kurek
- Jeśli je wogule masz...- Winiar o mało co nie spadł z krzesła. Kolejny raz cała reprezentacja wybuchła śmiechem.
- Dzięki wiesz....- Kurek sarkastycznie zaakcentował do winiarskiego ostatnie słowo.
-Co się tutaj dzieje?- do sali weszła pielęgniarka.- Wszyscy na korytarz!
Dzień zakończył się ok. 22:35, wtedy skończyłam rozmawiac z Gabą przez telefon. Po tym jak pielęgniarka wyrzuciła nas na korytarz pojechaliśmy do domu. Z tam tond udałam się jeszcze na trening ale nie szło mi najlepiej. Co chwile myślałam o pytaniach od pati co dalej zrobię, czy zostawię siatkówkę?. Sama nie znałam na nie odpowiedzi. Myślałam ze może zapytam się któregoś z " wielkoludów" co zrobiłby na moim miejscu. Szybko mi przeszło przypominając sobie ich dzisiejsze zachowanie. W tamtym momęcie najodpowiedzialniejsza osobą wydawał mi się Kubiak
- A dlaczego mnie o to pytasz ? - zapytałam zdziwiona.
- Bo wiadomo że Gaba do sportu wrócić już nie może, a ty wrócisz bez niej ? - zapytała, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
- Klaudia nie zostawi siatkówki, nie może tego zrobić i kropka. - powiedziała Gabrysia wyciągając mnie z zamyślenia i przerywając niezręczną ciszę.
-No patrz wchodzą juz nawet bez pukania, jakby byli u siebie.- Parsknęła Pati.
-No bo w sumie jesteśmy. Za chwilę Kurek coś złamie potem Winiar i znów zobaczymy te ponure, białe ściany...- Wywodził się Igła
-Jak się czuje nasz mistrz.- do sali wtargnął Winiar z Kubiakiem.
- A jak ma się czuć jak grać juz nie może, no chyba że dasz mi swoją kostkę ?!- parsknęła wytrącona z poważnej rozmowy Gaba.
-No nie wiem czy byś chciała żeby mistrz świata, wice mistrz europy i dwukrotny zwycięsca ligi światowej pozbawiony był kostki przez byle tam mistrza Polski...- Misiek mocno zaakcentował ostatnie słowa i czekał na naszą odpowiedź.
- A wczoraj to taki szczęśliwy byłeś i cały czas nam gratulowałeś.... - powiedziałam lekko wkurzona że tak nas dobił.
Gaba wstała, weszła na parapet jak miała w zwyczaju i otworzyła okno, co mi się nie spodobało więc wrzasnęłam.
- Gaba Kurwa co ty robisz, masz zamiar rozwalić tą kostkę jeszcze bardziej czy wypaść przez okno z 4 piętra
!- Teraz to już i tak nic nie wygra... - wzruszył ramionami igła z powagą na twarzy.
- No jak chce to niech wypada ale odpowiedź karną bierze za to Klaudia - Wrzasnął Kuraś.
- Też mi miło, to dzięki za pozwolenie.. - Powiedziała Gaba i jeszcze bardziej otworzyła okno. Nie wytrzymałam emocjonalnie dałam tym idiotom w łeb i razem z pati ruszyłam w stronę kumpeli, która wyglądała jakby faktycznie chciała wyskoczyć. Pati próbowała znieść przyjaciółkę z parapetu ale miała za mało siły w swoich łapeczkach. Dziku podszedł do Gaby i zabrał ją na ręce (podejrzewam że w tym momencie była w siódmym niebie bo była na rękach u swojego idola), ja zamknęłam okno i zapytałam.
- Ma ktoś może tu jakąś kłódkę czy coś bo znając tą panią to ona naprawdę może nam przez okno wyskoczyć ....
-Ja mam inne pytanie.- Wtrącił Nowakowski. -Ktoś jeszcze ma ochotę na kawę?- Wyrwał ni z tond ni z owąd Cichy Pit.
-Mówiłem już że ja go nie znam...- Zapytał Igła i strzelił face palma w czoło
- Boże i to ma być legenda polskiej siatkówki..- Wtrąciła znudzona dyskusją Patrycja.
-Ikona młoda, Ikona!- oburzył się Piotrek.
- Ikona reklamująca kawę... dobre- Zamyślił się Winiar
- Boże to ja tu mówię że musimy zabarykadować moją kumpele bo ona z tond zwieje a wy tu zaczynacie dyskusje o kawie, geniusze no po prostu idioci.... - Wtrąciłam zrezygnowanym głosem.
- Chciałbym zauważyć że ja nie wtrąciłem ani słowa do tej idiotycznej dyskusji - wydarł się szanowny pan Kubiak.
- Debil no po prostu Debil - Odezwała się kumpela (Patrycja) która zauważyła że Nowakowski wszedł do sali z kubkiem gorącej kawy i wylał ją na Kurka.
- Głupi czy z policji? - Darł się Kuraś.
- Oj przepraszam czy ty coś do policji masz ? - Syknęła Gaba przez zęby
- uuuuuuu ostro siostro.......yyyyyy bracie!- wykrzyczałam ostatnie słowo.
- No ja wiedziałem że Kuraś ma kobiecą urodę ale żeby aż tak?- Parsknął Igła poczym wybuchł śmiechem. W jego ślady poszli wszyscy siatkarze.
- hahahah A co z moimi spodniami, przeciesz nie będę paradował w bokserkach po szpitalu. Jeszcze mnie ktoś rozpozna...- sprostował Kurek
- Jeśli je wogule masz...- Winiar o mało co nie spadł z krzesła. Kolejny raz cała reprezentacja wybuchła śmiechem.
- Dzięki wiesz....- Kurek sarkastycznie zaakcentował do winiarskiego ostatnie słowo.
-Co się tutaj dzieje?- do sali weszła pielęgniarka.- Wszyscy na korytarz!
Dzień zakończył się ok. 22:35, wtedy skończyłam rozmawiac z Gabą przez telefon. Po tym jak pielęgniarka wyrzuciła nas na korytarz pojechaliśmy do domu. Z tam tond udałam się jeszcze na trening ale nie szło mi najlepiej. Co chwile myślałam o pytaniach od pati co dalej zrobię, czy zostawię siatkówkę?. Sama nie znałam na nie odpowiedzi. Myślałam ze może zapytam się któregoś z " wielkoludów" co zrobiłby na moim miejscu. Szybko mi przeszło przypominając sobie ich dzisiejsze zachowanie. W tamtym momęcie najodpowiedzialniejsza osobą wydawał mi się Kubiak
Subskrybuj:
Posty (Atom)