środa, 17 lipca 2013

Uwaga !!!

Przez najbliższe 3 tygodnie nie będzie nowych rozdziałów bo nasza wspaniała pisarka jest nad morzem u babci. W zamian za to zapraszam was na tego bloga   http://one-direction-vs-siatkowka.blogspot.com/  który tez jest nasz :P myślę że się wam spodoba :) Dzięki za odwiedzanie tego bloga i wszystkie komentarze. BEZ WAS NAS BY NIE BYŁO. Na tamtym blogu posty będą póki co każdego dnia. serdecznie zapraszam i pozdrawiam :)
link do drugieo bloga :)

niedziela, 14 lipca 2013

Rozdział 23

!!!!Bajkowa kraina gdzie nie ma żadnych zmartwień, chorób, jest tylko kolorowy, beztroski świat...
-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!- wykrzyczałam czując zimny "prysznic" na plecach. Zorientowałam się również, że piękne, beztroskie życie to...sen...
-i moją bajkową krainę szlak trafił!- wydarłam się na pół Łodzi.
- Jaka krainą?- zapytał misiek stojąc nade mną z pustym wiadrem, w którym jeszcze przed minuta była woda. Stał nad moim łóżkiem, śmiał się a do mnie dotarło kto jest sprawcą tego chwytu poniżej pasa...
- Zabije!- wykrzyczałam. Błyskawicznie w drzwiach zjawił się współtwórca tego niecnego planu i Aga, która jak tylko mnie zobaczyła dołączyła do reszty i wybuchła niepohamowanym śmiechem. Domyśliłam sie że Zibi miał zagadywać Agę a Michał robić "swoje". Po tym jak się wysuszyłam, ubrałam w jasne jeansy bluzkę na ramiączkach i jeansową kamizelką oraz dobrałam dodatki, umalowałam się, uczesałam czekała na mnie milsza ba! o wiele milsza część niespodzianki:) mianowicie pyszne śniadanie, tort iwagary :p znaczyyyyyy.... z tym ostatnim tooooo tak nie do końca :) mianowicie miałam się urwać w sęsie Misiek miał mnie zwolnić z dwóch ostatnich lekcji, a że trening dziś odwołamy to tym lepiej :)
- Pomyśleć, że nasza kruszyna skończyła siedemnaście lat...- zamyślił się igła.
- Dzięki ale wiesz nie musisz mi jeszcze wieku wypominać i tak jestem, będę i nota bene zawsze byłam młodsza od ciebie- uśmiechnęła się szyderczo pokazując libero język.
- Tylko przez to, że masz urodziny to nic nie powiem...- ciągnał dalej.
- Ooo to mam przywileje- poruszałam znacząco brwiami. Igła wplątał się w niezłe bagno :) ze mną nie tak łatwo...
- Pozostała tylko chwila, moment- zaczął Zibi widząc zegar, który dobijał do siedemnastej bo właśnie punkt siedemnasta się urodziłam.
- Zanim ściągniesz to...- zaczął nucić Nowakowski. Jeszcze w wieku szesnastki zobaczyłam tyle face palmów co nigdy...
- Piotrek nie pij już...- powiedział Winiar. Po tych słowach wszyscy wybuchli niepohamowanym śmiechem...
- I jeszcze jeden i jeszcze raz sto lat sto lat niech żyje nam!- zaczął Bartman trzymając kieliszek szampana, jak wszyscy zebrani... oprócz mnie Gaby i Agi...niby sportowcą nie wolno ale to po pierwsze wyjątkowa okazja, po drugie to nie pierwszy raz jest ta "wyjątkowa" okazja więc...
Po skończonej balandze postanowiliśmy, że pijani... to może za dużo powiedziane ale podpici nie będę jechać do domu tym bardzej że miała z nimi jechać Gaba... więc postanowiliśmy że przenocują u nas. Jako że impreza skończyła się o piątej to dziękowałam Bogu, że jest sobota. Mimo tego że miałam rano trening odpuściłam, a trener chyba to podejrzewał wcześniej bo nawet nie zadzwonił z pretensjami tylko wysłał sms-a " Kałużna popołudniowy trening na 16:30 myślę, że juz będziesz wśród żywych". Musiałam bo umówiłam się, że zabieram dziewczyny na pizze...:)
- Klaudzia, słoneczko powiedz gdzie trzymasz wodę bo zaraz umrę...- powiedział Kurek płaszcząc się przede mną.
- Ładne powitanie na dzień dobry nie ma co...- odparsknełam- Pod zlewem masz pięciolitrowy baniak...- po tych słowach popędziłam nie w zasadzie doczołgałam się do łazienki.
- Kocham cię!- dało się usłyszeć głos Bartka. Nie bardzo tylko wiem czy były to słowa kierowane do mnie czy do baniaka z wodą... ale nie zastanawiajmy się nad tym teraz...
- Bartek! daj łyka!- o ho Bartman wstał. No to baniaka już nie ma... pomyślałam.
Odświeżona wyszłam z łazienki, na swojej drodze napotkałam jeszcze Gabę całującą się z Kubiakiem ... swoja drogą ale oni ślicznie razem wyglądają... i z zapatrzenia zderzyłam się z Bartmanem.
- Ej uważaj na porządnych ludzi a nie jeszcze zadepczesz jak mrówki...- powiedział
- Porządnych?- zapytałam z ironią- a tak poza tym to nigdy jeszcze nie udało mi się zadeptać dwumetrowej mrówki- uśmiechnęłam się szyderczo.
- Po pierwsze bardzo porządnych i proszę mi bez takich- pogroził mi palcem.- po drugie to mam 198cm a po trzecie to.... ale oni ładnie razem wyglądają...- zamyślił się zerkając przez uchylone już teraz drzwi...
- No...- patrzyliśmy się na nich chyba dość długo bo usłyszeliśmy zza pleców ciche chrząknięcie... Kurka...
- A wy co? zamierzacie podążać w ich ślady?- zapytała śmiejąc się z nas. Nawet nie zauważyliśmy że Bartman tak się nade mną pochylał jakbyśmy faktycznie mieli się pocałować ale magia miłości dwóch zakochanych robi klimat... od razu zrobiliśmy ze Zbyszkiem krok do tyłu i...
-Ej w porządku?- zapytał przerażony Bartek stojąc nade mną.
- Tak. Jest ok.- powiedziałam, a on pomógł mi wstać. Potknęłam się oczywiście o pusty baniak po wodzie zostawiony tam przez kogo? naszego kochanego ZB9, który wcześniej go niósł...
- Kurna co to było?- zapytał przerażony Michał wychodząc z pokoju a za nim Gaba.
- Nic- ucięłam krótko. Nie wiem co Michał sobie pomyślał bo trzymałam się z Bartkiem za ręce a Bartman tylko się śmiał, że aż zbiegli się wszyscy.
- Ha ha ha i co suszysz język? - zapytałam Zbyszka przez zęby- przecież to twoja wina...
- Sory- ledwo co z siebie wydusił przez śmiech.
-A wy co to nie wycieczka krajoznawcza a ja nie jestem zabytkiem żeby się tak na mnie gapić- bąknęłam.
- No fakt zabytkiem jeszcze nie jesteś ale poczekamy zobaczymy...- zamyślił się Igła a wszyscy znów wybuchli śmiechem.
Po piętnastej wszyscy się zwinęli oczywiście poszliśmy jeszcze na obiad i wysłuchaliśmy żartów igły który rzadko kiedy siedzi cicho przy posiłkach. Ja nie wiem jak ja będę na treningu dzisiaj funkcjonować nie do końca wyspana bo od piątej do tej jedenastej to nie aż tak dużo czasu a najedzona to ja jak nigdy jestem i jeszcze pizza...:)

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 22

-Co?!?- oburzył sie trener.- To my tu do pierwszej czekamy, dziewczyna pokłada się po krzesłach nie wspominając, że jutro to znaczy teraz juz dzisiaj ma trening i to tylko po to żeby usłyszeć, że nie ma jednego z członków rady i głosowanie unieważnione!- wykrzyczał na jednym tchu trener, co mnie obudziło do reszty. Swoją drogą to te krzesła strasznie nie wygodne ale to może dla tego, że jak się w jednej pozycji przez dwie godziny "leży" to tak juz się wydaje.
- Trenerze spokojnie...
-Co spokojnie?! jakie spokojnie?!
- Próbowałam...- powiedziałam zrezygnowanym głosem zarówno do dyrektora przecierającego oczy prawdopodobnie z niewyspania niż wrażenia czy oburzenia i radnych, których miny wyglądały tak O_o. Usiadłam na krześle ponownie i "wygodnie" się ułożyłam bo wiedziałam, że jak trener zaczyna przemowę czy to ze zdenerwowania czy z innych powodów to szybko się to nie skończy.
- To jest niepoważne. Państwo chyba jesteście nienormalni!- ciągnął dalej. O ho to ja na ten trening trafię prosto z tąt, jeśli wogóle zdążę...
-Dobrze proszę o wyrozumiałość. Za tydzień obiecuję wszystkich członków roady. Panie dyrektorze skontaktujemy się.- powiedział przedstawiciel. Ledwo co weszłam do mieszkania wybiła szósta. Nie było sensu się kłaść spać bo jeszcze bym zaspała, więc odpaliłam lapka i weszłam na skaypa. Od razu zadzwonił do mnie Michał oczywiście w tle było słychać wszystkich wielkoludów...
- To jest chamskie nie uważasz?- tylko to dało się usłyszeć. Kochana igiełka krzycząca do ekranu, nie dająca nic powiedzieć innym...
- Tak igła ale zważ na to że nie spałam ani minuty w ciągu tej doby i nie krzycz!- teraz to ja podniosłam głos.
- Dobra dobra...- zrobił mine zbitego psa i odsunął się od ekranu tym samym dopuszczając tam miśka.
- To kiedy ten szanowny- Michał zaczął ale nie dokończył
- Michał tu są dzieci- wtrącił Nowakowski przecierając oczy na kanapie z tyłu. Wszyscy się na niego popatrzyli jak na idiotę.
- Mówisz o sobie? dzieci o tej porze śpią a tobie do tego stanu blisko...- powiedziałam obojętnie. Nie miałam siły na kłótnie.
- Ej widzieliście to?!- do mieszkania Dzika wpadł zdenerwowany Bartman.
-Mówisz o....- zastanawiała się igła
-O tych powołaniach no!- wykrzyczał a w tym czasie wszyscy zebrani pokazali na ekran komputera. Ja tylko blado się uśmiechnęłam i pomachałam zaspanemu Zbyszkowi.
- Ou...- przeciągnął Bartman.- Nie dołując nikogo...- błądził a język mu się plątał tak jak by wypił co najmniej pół litra...
- Dobra daruj sobie...- powiedziałam z coraz większą chrypą.
- Może zaparz sobie rumianku?- olśniło Piotrka.
- Debilu rumianek jest od....- zastanowił się na chwilę.-.... od.....- myślał ale nawet dla igły było za wcześnie.- no na pewno nie od tego!- wykrzyczał oburzony, nie mogąc powiedzieć nic sensownego.
- Igła nie myślałeś może o położeniu się na pół godzinki?- po tych słowach było widać, że wywołałam na bladych i zmęczonych twarzach chłopaków mały uśmiech.
- Takmyślałam ale za emocjonowałem się czyimś powołaniem- wyszczerzył się do ekranu.
- Patrzcie woda sodowa wróciła do głowy...- powiedział Bartman co wywołało lawina śmiechu.
- Ja spadam bo trening za trzy godziny i wartało by się choć trochę bulnąć bo nie będę jak ostatni kaleka na treningu zap..
- Igła!- burknął Misiek.
- zapocać....- powiedział ale chyba sam siebie nie przekonał tym słowem, którego nawet w słowniku nie ma.
- Tak... przy da ci się bulnąć żeby sie zapocać..- powiedział Bartman a Piter ze śmiech aż się poryczał...
Dwa dni później wypadały moje urodziny. Miałam nadzieje, chociaż pewnie nie tylko ja, że będę je świętować pełną parą a nie z myśla " czy się dostanę?, czy się uda?" to juz chyba u mnie myśli standardowe :)
Od razu z rana miałam niezłą niespodzianką chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać... 

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 21

-Co się stało?!?- wyskoczyłam na równe nogi jak ją tylko zobaczyłam. Nie umiała nic wydusić! była bardzo zdenerwowana.
-Jutro, jutro masz, masz- jąkała się nie mogąc złapać tchu. Widać było, że biegła do mieszkania.
-Co mam?!?- zapytałam zdenerwowana. Wszyscy trzej staliśmy nad nią i czekaliśmy aż coś z siebie wydusi. Jej niepokój udzielał się powoli wszystkim.
-Masz sie do, do dyrka zgłosić, ale padniesz jak, jak ci powiem o co chodzi!- prawie wykrzyczała jąkając się. Bartman dał się jej napić wody. Już po chwili siedzieliśmy w salonie na kanapie i czekaliśmy aż Aga powie nam coś więcej.
-Dzisiaj przyszły powołania!- prawie podskoczyła z kanapy.
-Jakie powołania?- zapytał Dziku tym samym wyręczając mnie.
-Na zgrupowania reprezentacyjne!- wykrzyczał.- Podobno, że ty tam jesteś!- znowu zatkało mi przez nią bębenki.
-Ja?!? ale to nie możliwe. Ja mam siedemnaście lat! nie mogą mnie powoływać- byłam zaskoczona! na zgrupowania powołuje się podobno od osiemnastki, ja nawet tyle rocznikowo nie miałam!
-Wiem. Za tydzień, po ogłoszeniu czy się w "reprze" znalazłaś będzie komisja. Jeśli się do niej dostaniesz rzecz jasna...- nawijała jak szalona.
-Gratuluje!- wykrzyczał Bartman i mocno przytulił.- Pamiętasz jak nauczyłem cię przyjmować na treningu?- zapytał
-Ty mnie tylko raz pouczyłeś!- oburzyłam się.
-Cicho! pamiętasz?- zapytał ponownie.
-Pamiętam.
-Pamiętasz jak cię nauczyłem atakować?- zapytał ponownie.
-Ty mi tylko "plas" pokazałeś!- znów zaprzeczyłam.
-Ale pokazałem tak?!?!- teraz to on się oburzył.
-No tak...- ciągnął dalej a ja coraz bardzie nie wiedziałam o co chodzi.
-Pamiętasz kto ci powiedział że to ambicja powinna pchać cię do przodu i sprawiać żebyś trenowała więcej i ciężej?- zapytał
- To akurat jest prawda- uśmiechnęłam się
-Ale pamiętasz?- zapytał po raz kolejny, rozdrażniony moimi sprzeciwami i pokrętnymi odpowiedziami.
- Kurde..- zamyślił się- ale ja dobry jestem!- po tych słowach zarówno ja jak i Aga oraz Kubiak strzeliliśmy face palma.
- Zibi.... nie załamuj mnie!- powiedział dziku składając ręce jak do modlitwy.- będę się o ciebie modlił...- powiedział z politowaniem. Po "krótkiej" wizycie Bartmana i Kubiaka padłam na łóżko jak długa. Wiedziałam, że jutro czeka mnie bardzo ciężki dzień. Z jednej strony jeszcze nie mogłam uwierzyć w to, że mogę grać w reprezentacji a z drugiej strasznie się denerwowałam tym jak ja sobie poradzę z odmową, albo trenera, który mnie nie będzie chciał w drużynie, albo związku bo oni mogą mnie nie dopuścić. Nie chcę przeżywać tak wielkiego zawodu jak kiedyś. Nie przeżyję tego po raz drugi!

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 20

http://www.youtube.com/watch?v=yyDUC1LUXSU  - Takie tam dla przyjemniejszego czytania, polecam :)

Pędzikiem pobiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Nie zdążyłam zamknąć ich na klucz bo siatkarze szybko wbiegli za mną. Nie patrząc za siebie zatrzasnęłam się w łazience. Nadsłuchując Zibiego, który zawsze musiał się o coś potknąć wiedziałam, że są blisko.
- Debilu mówiłem choć po cichu i nie potknij się o nic!- wydarł się dziku słysząc jak domykam drzwi i zamykam się na klucz.
-Przepraszam a to moja wina że ma bajzel!- powiedział z ironią.
-Kurwa z tobą nic nie da się załatwić!- wydarł sie po raz drugi i lekko zapukał w drzwi łazienki.- Klauduś.....- przeciągał ostatnią literę wyrazu.- Klaudia no otwórz...chcemy pogadać...- ciągnął dalej ale nic nie odpowiedziałam. Wyjęłam telefon i napisałam do gaby żeby zrobiła ze swoim chłopakiem porządek. "Ale co ja mam mu powiedzieć. Jak do niego zadzwonię, to wygadam prawdę." Odpisała. "To wygadaj. Ja nie mam siły ani ochoty o tym opowiadać" Rzuciłam. Po chwili usłyszałam, że Michałowi dzwoni telefon. Prawie nic nie było słychać, gdyż mówił szeptem. Po kilku minutach usłyszałam, że odchodzi do salonu. Przyznam szczerze, że nie miałam ochoty się z nim kłócić, ani o niczym opowiadać. Poczułam ulgę ale jak się okazało nie na długo...
-Miśka się pozbyłaś ale ze mną nie tak łatwo...- ciągną dalej Bartman.
-Spadaj- Rzuciłam na odczepnego.
-Wiesz, - zaczął delikatnie.- Zaczynasz mnie wkurwiać!- ale skończył ostro.
-Tak?- Zapytałam z ironią.-Ty mnie też!- wykrzyczałam do szyby drzwi, w której widziałam słabe odbicie Zbyszka. Ten nic nie odpowiedział, ale już po chwili ktoś pociągnął za klamkę i...- Co ty tu kurwa robisz?!- wykrzyczałam do Bartmana, który jakimś cudem otworzył drzwi.
- Mówiłem że ze mną ci tak łatwo nie pójdzie!- wyszczerzył się do mnie i przerzucił przez ramię.
- Jak ty to otworzyłeś?!?- zapytałam szarpiąc się z nim. W głębi duszy wiedziałam, że to i tak nie zda rezultatu.
- Pineską...- powiedział spokojnie, posadził na kanapie i usiadł koło mnie. Po chwili przyszedł do nas misiek. Usiadł koło mnie (z drugiej strony) i mocno przytulił szebcząc na ucho:
-Już wszystko wiem. Nie martw się poradzimy sobie...- po tych słowach pocałował w skroń i jeszcze mocniej przytulił. Bartman siedział jak na szpilkach i nie miał pojęcia o co chodzi. Po chwili czułości Michał zaproponował herbaty. Pociągnął za sobą Zbyszka, który był zdezorientowany. Pewnie w kuchni Misiek opowiedział o wszystkim Bartmanowi. Nie była to długa historia. Opowiedział o tym jak w szóstej klasie miałam fioła na punkcie swojej wagi. Potem to przeszło ale przyzwyczaiłam się do takiego a nie innego odżywiania, kiedy zaczęłam stosować dietę jadłam mniej niż wcześniej! jak się potem okazało była źle ustawiona. Teraźniejsza nie różni się zbyt wiele od dawnego stylu życia. Mnie to cieszy. Tylko wszystkim się wydaje że jest źle a ja mam taki a nie inny styl życia i tyle.... kiedyś było kiepsko ale teraz wszystko wraca do normy.
-Ale fajny kubek, skąd go masz?- zapytał atakujący
-Zibi poważnie...?- zapytałam widząc czarno-biały kubek jeszcze z czasów "pływackich"
- No.. na serio mi się podoba. Widać, że oryginalny. Skąd go masz?- zapytał
-Z obozu.- odpowiedziałam.
-Jakiego? - Zapytał się z zaciekawieniem Michał, dołączając się tym samym do rozmowy.
-Pływackiego. Takie to ważne?- zapytałam- Może coś obejrzymy?- spytałam szybko zmieniając temat. Nie lubiłam o tym mówić. To chyba jedyna rzecz w życiu, która mi się nie udała w 100%.
-Bardzo ważne.- odpowiedział Michał niezaciekawiony propozycja filmu.
-A co leci?- po tych słowach Zbyszka mi ulżyło.
- Zajrzyj do gazety. Jest w kuchni.- Sprostował Michał. Kiedy Zbyszek powędrował po gazetę...
-Tak łatwo się nie wywiniesz. Teraz cię to ominęło ale jeszcze o tym pogadamy.- Powiedział Michał z poważna miną.
-Kiedyś. Nie dziś.- dodałam. Michał nie zdążył nic odpowiedzieć bo do pokoju wparowała zdyszana i podekscytowana Aga...

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 19

http://www.youtube.com/watch?v=5NV6Rdv1a3I  - Milej się czyta z muzyką :)


Dwa tygodnie minęły nawet nie mam pojęcia kiedy, po kolejnej trzydniowej przerwie. Wróciłam do treningów i mam nadzieje że to koniec mojego "szczęścia w nieszczęściu" jak to Kuraś określił. Jego podsumowanie mojego życia było... trefne:) tak mi się przynajmniej wydaje... Nie byłam na niego zła... ale nawet wdzięczna. Miał racje. Niektórzy mogą tylko pomarzyć o takiej szkole, klubie i ludziach otaczających mnie. Jestem naprawdę szczęściarą, że mam takich kochanych przyjaciół, ale czasami... bywa kiepsko z tą ich troską....
-Ding dong- usłyszałam o... 6:04!. No chyba kogoś pogięło...pomyślałam. Wstałam i "popędziłam" by otworzyć drzwi.
- Kubiak! Pogieło cię!- wykrzyczałam gdy zobaczyłam Kubiaka i Bartmaa przed drzwiami.
- To samo ci mówię!- wykrzyczał i wypiął się dumnie Bartman zwracając się do Michała.- Mówiłem że cię pojebało z tą porą! Wiesz o której my wyjechaliśmy?!? trzecia! kumasz to trzecia!!! - darł się dalej.
-Zamknij jadaczkę bo mi sąsiadów pobudzisz!- wykrzyczałam szepcząc. Zaraz co? można krzyczeć szepcząc? nie wiem chyba nie... - właźcie!
- Zbieraj się.- powiedział Dziku poważnie się na mnie patrząc.
- Co?!?- zdziwiłam się.
- Co słuch ci odebrało? zbieraj się.- dodał wkurzony całą sytuacją.
- Jej może i tak ale mi nie!- wykrzyczała Aga.- Człowieku ja się za pół godziny muszę zbierać a ty tu włazisz jak do burdelu!- wykrzyczała zdenerwowana. Miała podobny do mnie charakter. On tak jak ja mówiła to co myśli nie gryząc się w język. Wkurzona wzieła butelkę wody i nalała jej do szklanki.
- Dobra spokojnie. Dzwonił dyro- bąkna Zibi.
- iiiii?- zapytałam znudzona przeciągając samogłoskę.
- Mamy cię do przychodni zabrać na powtórne badania bo...- zaczął ale nie dokończył.
- Bo!- zdenerwowałam się.
- Bo wszyscy z grona uważają że jesteś za chuda i...no...- błąkał się Bartman widząc miną miśka typu "Miałeś jej nie mówić bo się nie zgodzi!". Nie miałam wyjścia ale mimo to po ubraniu i umyciu się co zajęło mi 45 min. dalej uparcie szłam w zaparte.
- Nigdzie nie jadę!- oznajmiłam.
- Nie wygłupiaj się. Nie po to czekaliśmy 45 min. aż się oporządzisz żebyśmy teraz sobie z tąd wyszli bo tobie się nie chce ruszać tyłka z kanapy.- odpowiedział jak na komendę Zbyszek.
-Poważnie mówię. Nigdzie się nie ruszam.- Pewnie przez głowę Zibiego przeszła myśl czemu? przecież człowiek, który nie ma sobie nic do zarzucenie poszedł by chociaż dla świętego spokoju...
-Serio?!?- zapytał poważnie. Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi tym pytaniem.
- TAK!- wykrzyczałam.
-Ok jak chcesz.- powiedział. Moja satysfakcja z "wygranej" nie trwała za długo. Po chwili Zbyszek podszedł do mnie i przerzucił mnie przez swoje ramie. Nie obyło się bez szarpania i wyzwisk ale nic nie pomagało. Zaniósł mnie do samochodu, posadził na tylnym siedzeniu i zapiął pas. Sam usiadł na miejscu kierowcy, a Misiek na miejscu pasażera. Po drodze nie odezwałam się do nich ani słowem. Po ponownym pobraniu krwi wsiadłam na tym samym miejscu w aucie co przedtem i nie miałam zamiaru się do nich odzywać!
- Klaudia, kurna powiedz coś!- w połowie drogi odezwał się Michał. Odpowiedziała mu cisza.
- Klauduś no...- zaczął łagodnie Bartman. To również nie przyniosło efektu.- Kurwa Klaudia! Gdybyśmy nie musieli to byśmy tego nie zrobili!- powiedział ostro. Nadal się nie odzywałam.
- Klaudia! co ty się tak przejmujesz. Przecież jeśli jesz normalnie to po prostu masz taką naturę... Chyba że nie jesz?- wzrok Michała był skierowany na mnie. Czułam jak jego spojrzenie świdruje mnie jak kartkę, na wylot. Bartman co chwila zerkał do tyłu zza kierownicy. Po chwili ciszy kontem oka zobaczyłam że Bartman zwalnia bo podjechaliśmy pod akademik.
-Klaudia...- powiedział poważnie dziku.- Czy ty przez to swoje milczenie chcesz powiedzieć że...- zaczął ale nie dokończył. Wybiegłam z auta i popędziłam na górę. Słyszałam jak za mną biegną, słyszałam kroki...

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 18

http://www.youtube.com/watch?v=AtKZKl7Bgu0  - Polecam !!!!

- Klaudia!, kaludia!- słyszałam ciche głosy. W rzeczywistości ktoś nade mną wrzeszczał, jak się okazało. Kiedy otworzyłam oczy cały świat wirował.
-Klaudia żyjesz!- nadal krzyczał trener, obok niego znajdował się lekarz klubowy i panowie z pogotowia.
- Możesz wstać?- zapytała pan w czerwonym ubraniu. Bez słowa wstałam widząc jak wszystko wokoło się kręci i wiruje. Niepewnie zrobiłam krok po czym gdyby lekarz mnie nie złapał zaliczyłabym niezłą glebę. Lekarz od razu kazał zjeść coś słodkiego. Przyznam szczerze, że nie za często jadłam słodycze. Praktycznie wogule, ale nie dla tego że jestem głupią wariatką, która się odchudza tylko po prostu nie miałam ochoty. Poza tym miałam ustaloną dietę. Na całe szczęście nie trafiłam do szpitala, w przeciwnym razie to byłby jakiś rekord. Piotrek miał racje z tym pechowym towarzystwem. Pojechaliśmy do przychodni. Tam pobrali mi krew. Wyniki miały przyjść następnego dnia czyli dziś. Normalnie tak jak miałam w planie poszłam na zajęcia. Na pierwszej lekcji przyszedł po mnie dyrektor z lekarzem klubowym. Skierowaliśmy sie do przychodni. Tam mi wszystko wyjaśnili.
-Miałaś źle ustawioną dietę. Po prostu źle cię zważono i miałaś za mało kalorii co się wiąże z małą liczbą witamin w organizmie. - Powiedział poważnie lekarz.
-Ale już jest w porządku? - zapytałam
-Teraz tak ale gdyby nie wezwano pogotowia i nie pobrano ci krwi mogło by dojść do tragedii.- powiedział lekarz patrzec na dyrektora, jakby chciał coś zasugerować.
-Rodzice dziewczyny wiedza o wszystkim.- zapewnił dyrektor.
- I w związku z tym mają zamiar złożyć skargę?- zapytał ponownie lekarz.
- Powiedzieli że to zależy od Klaudii. - po tych słowach wszystkie pary oczu skierowane były na mnie.
- Nie, no po co? Pan Kos (tak miał na nazwisko klubowy lekarz) jest świetny w tym co robi. Nie jego wina że się waga zepsuła, prawda?- zapytałam.
- No w sumie...- zamyślił się dyrektor.
-Państwo chyba nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Tutaj mogło dojśc do śmierci!- o mało co nie podniuósł się z krzesła doktor.
-Ale nie doszło!- wykrzyczałam mu w twarz. Od zawsze byłam taka, że nie gryzłam się w język tylko mówiłam co myślę prosto w oczy. Po tej sytuacji wyszliśmy z gabinetu. Nie chcieliśmy niepotrzebnych spięć. Wróciłam do domu, powiedziano mi że przez trzy dni mam odpoczywać i nie pokazywać się w szkole ani na treningach dopóki nie będę czułą się dobrze. Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił mój telefon.
- Hallo- powiedziałam do słuchawki siadając na kanapie w salonie.
- Kurde Klaudia żyjesz?!?- usłyszałam roztrzęsiony głos Gaby.
- Tak jak słychać...- powiedziałam z ironią- tak nota bene to rozmawiałyśmy przecież wczoraj przez skaypa...
- Ale ani słowem mi nie wspomniałaś że zemdlałaś na treningu, że ci źle dietę ustawili i... uwaga... najważniejsze... ŻE MOGŁAŚ ZGINĄĆ!- kiedy już przestała wrzeszczeć do słuchawki spokojnie zaczęłam.
- A skąd ty to wiesz? przecież to ja się przed chwilą dowiedziałam.- spokojnie odparłam. Nie miałam siły ani ochoty się z nią kłócić.
- Od Michała się rano dowiedziałam, a on od twoich rodziców.- powiedziała spokojniej.
- Acha.- Bąknęłam. No to czeka mnie kolejny nalot. Ciekawa jestem tylko w jakim czasie się tu zjawi. Skoro dowiedział się rano a jest 10:00 to za chwilę powinien tu być...
Długo czekać nie trzeba było. Ledwo co się rozłączyłam z Gabą i juz dzwonek do drzwi. Po drodze zastanawiałam się kto zabrał się z nim. Na odpowiedź tez nie musiałam długo czekać. Otworzyłam drzwi i moim oczą ukazał się Kubiak i Kurek.
-Boże, może mi dasz klucze co?- zapytał rzucając mi się na szyje.
!!
- Raczej nie będzie takiej potrzeby. Mam nadzieje że mój pech niedługo się skończy...- od parałam.
- Chyba szczęście w nieszczęściu.- uśmiechnął się Kurek, przytulając się.
-Czemu?- zapytałam zdziwiona.
-No wiesz najpierw mistrzostwo polski, druga liga z Dębowianką potem Kubiak kuzynem i wspaniała znajomośc z no wiesz- wskazał na siebie- i super szkoła w Łodzi, o której niektórzy mogą tylko pomarzyć. Super klub, z którym zdobyłas PlusLIgę.... żyć nie umierać.- zakończył wymieniać dobre rzeczy.- No a z drugiej strony. Najpierw zerwany mięsień, kontuzja Gaby, napad z pobiciem, choroba i źle ustawiona dieta co jest jednoznaczne z otarciem o śmierć...- skończył.
- Wiesz- zaczął Kubiak.- O ile pierwsza część opowiadania podniosła ją na chuchu... to druga ją dobiła!- zrobił minę zamyślenia.