czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 22

-Co?!?- oburzył sie trener.- To my tu do pierwszej czekamy, dziewczyna pokłada się po krzesłach nie wspominając, że jutro to znaczy teraz juz dzisiaj ma trening i to tylko po to żeby usłyszeć, że nie ma jednego z członków rady i głosowanie unieważnione!- wykrzyczał na jednym tchu trener, co mnie obudziło do reszty. Swoją drogą to te krzesła strasznie nie wygodne ale to może dla tego, że jak się w jednej pozycji przez dwie godziny "leży" to tak juz się wydaje.
- Trenerze spokojnie...
-Co spokojnie?! jakie spokojnie?!
- Próbowałam...- powiedziałam zrezygnowanym głosem zarówno do dyrektora przecierającego oczy prawdopodobnie z niewyspania niż wrażenia czy oburzenia i radnych, których miny wyglądały tak O_o. Usiadłam na krześle ponownie i "wygodnie" się ułożyłam bo wiedziałam, że jak trener zaczyna przemowę czy to ze zdenerwowania czy z innych powodów to szybko się to nie skończy.
- To jest niepoważne. Państwo chyba jesteście nienormalni!- ciągnął dalej. O ho to ja na ten trening trafię prosto z tąt, jeśli wogóle zdążę...
-Dobrze proszę o wyrozumiałość. Za tydzień obiecuję wszystkich członków roady. Panie dyrektorze skontaktujemy się.- powiedział przedstawiciel. Ledwo co weszłam do mieszkania wybiła szósta. Nie było sensu się kłaść spać bo jeszcze bym zaspała, więc odpaliłam lapka i weszłam na skaypa. Od razu zadzwonił do mnie Michał oczywiście w tle było słychać wszystkich wielkoludów...
- To jest chamskie nie uważasz?- tylko to dało się usłyszeć. Kochana igiełka krzycząca do ekranu, nie dająca nic powiedzieć innym...
- Tak igła ale zważ na to że nie spałam ani minuty w ciągu tej doby i nie krzycz!- teraz to ja podniosłam głos.
- Dobra dobra...- zrobił mine zbitego psa i odsunął się od ekranu tym samym dopuszczając tam miśka.
- To kiedy ten szanowny- Michał zaczął ale nie dokończył
- Michał tu są dzieci- wtrącił Nowakowski przecierając oczy na kanapie z tyłu. Wszyscy się na niego popatrzyli jak na idiotę.
- Mówisz o sobie? dzieci o tej porze śpią a tobie do tego stanu blisko...- powiedziałam obojętnie. Nie miałam siły na kłótnie.
- Ej widzieliście to?!- do mieszkania Dzika wpadł zdenerwowany Bartman.
-Mówisz o....- zastanawiała się igła
-O tych powołaniach no!- wykrzyczał a w tym czasie wszyscy zebrani pokazali na ekran komputera. Ja tylko blado się uśmiechnęłam i pomachałam zaspanemu Zbyszkowi.
- Ou...- przeciągnął Bartman.- Nie dołując nikogo...- błądził a język mu się plątał tak jak by wypił co najmniej pół litra...
- Dobra daruj sobie...- powiedziałam z coraz większą chrypą.
- Może zaparz sobie rumianku?- olśniło Piotrka.
- Debilu rumianek jest od....- zastanowił się na chwilę.-.... od.....- myślał ale nawet dla igły było za wcześnie.- no na pewno nie od tego!- wykrzyczał oburzony, nie mogąc powiedzieć nic sensownego.
- Igła nie myślałeś może o położeniu się na pół godzinki?- po tych słowach było widać, że wywołałam na bladych i zmęczonych twarzach chłopaków mały uśmiech.
- Takmyślałam ale za emocjonowałem się czyimś powołaniem- wyszczerzył się do ekranu.
- Patrzcie woda sodowa wróciła do głowy...- powiedział Bartman co wywołało lawina śmiechu.
- Ja spadam bo trening za trzy godziny i wartało by się choć trochę bulnąć bo nie będę jak ostatni kaleka na treningu zap..
- Igła!- burknął Misiek.
- zapocać....- powiedział ale chyba sam siebie nie przekonał tym słowem, którego nawet w słowniku nie ma.
- Tak... przy da ci się bulnąć żeby sie zapocać..- powiedział Bartman a Piter ze śmiech aż się poryczał...
Dwa dni później wypadały moje urodziny. Miałam nadzieje, chociaż pewnie nie tylko ja, że będę je świętować pełną parą a nie z myśla " czy się dostanę?, czy się uda?" to juz chyba u mnie myśli standardowe :)
Od razu z rana miałam niezłą niespodzianką chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać... 

Brak komentarzy: