czwartek, 29 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 27

Wróciłam do domu o 14:30 skonana. Trening jeszcze jakoś przetrwałam bez większych gaf ale na lekcje w szkole to kompletna tragedia. Oczy same mi się zamykały. Do 16:30 mam "czas wolny", przynajmniej można tak powiedzieć bo obawiam się tz. "bajzlu po imprezie". O dziwo w domu zastałam tylko Zbyszka, Dziak i gabę oraz Igłę i Kurka, którzy przyjechali jednym samochodem. Spotkam ich w drzwiach, po czym Misiek oznajmił, że idą coś wszamać na miasto i spytał czy idę z nimi. Nie miałam ochoty oni siły więc odpuściłam. Zdziwiło mnie to że Zbyszek po  ojej odmowie też został pod pretekstem, że niby nie jet głodny. Weszliśmy do mieszkania. Po dłuższej chwili ciszy kiedy to ja ogarniałam kuchnię i przy okazji nalałam sobie soku a "on sprzątał", zaczął rozmowę.
- Słuuchaj ja...- przeciągnął ostatnią literę- Ja chciałem cię przeprosić- po tych słowach mnie zatkało.
-Mnie? - zapytałam zdziwiona.- Ale za co?- uśmiech sam mimowolnie nasunał mi się na usta.
-Tak bo widzisz wtedy na u Miśka- zaczoł a ja spoważniałam- To ja nad soba nie panowałem i gdyby nie Kurek to nic bym nie pamiętał. Nie wiem do końca jak było bo po prostu film mi się urwał. jeszcze przed twoim przyjściem.
-Zibi .- Zaczęłam. - Ja rozumiem.- Powiedziałam po chwili a on popatrzył na mnie zdziwiany..- Wiem co alkohol robi z człowiekiem, jeszcze jak piją bardzo mało ogulnie bo im nie wolno- zakcentowałam trzy ostatnie słowa i serdecznie się uśmiechnęłam. N-Nie gniewam się wcale...
-Na... naprawdę?- zapytał mocno zdziwiony. Pewnie myślał że się śmiertelnie obrażę. Ten kochany Zbyszek...
-Tak.- zaśmiałam się. -Mogę o coś zapytać?- Przyznam się bez bicia, że wykorzystałam fakt iż temat tamtej imprezy jest już na tz. "stole" :)
-Pewnie.- żucił w moią stronę.
-Czemu zrobiliście tą imprezę?- zapytałam niepewnie.
-To nie miała bys wogule impreza. Na początku miałem być tylko ja i Michał bo zadzwoniłem do miśka czy będzie oglądał mecz. Okazało się że o nim zapomniał i dobrze, że mu przypomniałem No to zaprosił mnie do siebie. Kiedy już byłem u miśka zadzwonił igłą czy jestem u siebie że by na meczyk wpadł z Winiarem bo u nich jak nie bajki to "barwt szczęścia" w telewizorze lecą.= i nie ma spokoju. Michał kazał zaprosić do siebie. Po drodze natrafili na Kurka, który szedł do domu i go przybrali. Po drodze wstąpili jeszcze do monopolowego tam był Pit, Kosa i poru innych i zadeklarowali się że wpadną. Przynieśli procęty, misiek też miał coś w zapasiei tak wyszło...- Zakończył a ja słuchałam całej histori bardzo uważnie i stać mnie było tylko na krótkie " aha" z mojej strony.
-Hej jesteśmy!- wydarł się Michał na cały budynek. Po chwili wszyscy przybysze byli juz w salonie gdzie aktualnie ja i zibi rozmawialiśmy.
- No ja wiedziałem że jak ty tu z nim zostaniesz to papuszki nie rozłączki się nie będą umiałam nagadać....- powiedział dzik z wielkim bananem na twarzy.
-Ha ha ha ale śmieszne- zkomętował od razu Bartman..
Chłopaki pojechali o 16:00 a ja zaczęłam sie zbierac na trening.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej słoneczka, zgadnijcie kto ma dzisiaj urodzinki??
Wszystkiego naj Bartek!!!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 26

Jak miało być tak też było... Michał w samochodzie opowiedział o kolejnej kłótni z Gabą i o tym że ona, cytuje "nie chce go znać", w głębi duszy wiedziałam, że prędzej czy później i tak sie pogodzą i nie bardzo zawracałam tym sobie głowę. Michał ma zdolności do przesady i na pewno wyolbrzymił pewne rzeczy... 
Po tym jak odwiózł mnie do domu, i w co nie mogę uwierzyć, przeprosił za zachowanie ja poszłam spędzić czas z rodzina a on pojechał do Gaby. Popołudniu spotkałam się jeszcze z Pati i Anką, które myślałam że mnie zabiją na śmierć bo popadały z skrajności w skrajność, od napadów szczęścia, że mnie widzą po pretensje, że nie widziały mnie tak długo, ale kto by ich rozgryzł... na swój sposób są urocze... lubię wnich tą wyjątkowość... to sprawia, że kocham je bardziej :)
W Niedziele wieczorem byłam już w Łodzi. "Miło" (no po części) było, ale się skończyło... Czas wrócić do codzienności czyli nauki i treningów bo prawdę mówią na nic więcej nie miałam czasu, dlatego też tak rzadko widywałam się z rodziną i kumpelami (poza skaypem:))
-Wasza ekselencja cię wzywa w swe skromne progi- powiedziała Aga w Poniedziałek około dziesiątej trzydzieści pięć
- A ty co udaru dostałąś czy wracasz z zajęć artystycznych?- zapytałam nie mogąc powstrzymać śmiechu...
- Ha ha ha... to drugie- wyszczerzyła się
- To tak po ludzku kto mnie wzywa?
- Dyro..- odpowiedział.
- Nie szło tak od razu, ty mi tu z jakąś ekselencja wyjeżdżasz...- zaśmiałam się i wyszłam. Po wiadomości, jaką miał dla mnie dyrektor myślałam, że pofrunę do nieba...a tu trzeba był popędzić na trening :)
-Przyjęli mnie!- ledwo co zatrzasnęły się z mną drzwi do mieszkania, a ja juz krzyczałam do Agi w niebo głosy...
- Wiem- odpowiedziała spokojnie. Po chwili obie zaczęłyśmy skakać w miejscu i tupać nogami czyli głupawka pełną parą:)
- Ale poczekaj, skąd wiesz?- zapytałam zdziwiona.
- Było w wiadomościach sportowych...- powiedziała i włączyła na polsat, tak akurat zaczynał się sport. Oglądnęłyśmy do momentu powołań a potem głupawki ciąg dalszy:)
Po 20:00 rozległ się dzwonek do drzwi... Poszłam otworzyć i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stałą cała banda wielkoludów plus Gaba Pati i Ania... 
- wszystkiego naj na nowej drodze życia!- wykrzyczał Bartman.- A nie ,to nie ten tekst! - zorientował się.- yyyy gratuluje!- nawet siebie nie przekonał... Po kilku(nastu) uściskach moje świętowanie szło pełną parą. Chłopaki zaczęli grać w nową grę na facebooku "zrób to po angielsku".
- Jak jest kebab z jagnięciną?- zapytał cichy.
- Weź może spróbuj bez tych polskich dzyndzli?- spytał Winiar. 
- Czyli bez ą i ę?- zapytał Bartman, pouczając tym samym Pita, bo ten nie wiedział o co chodzi...
- A tak z ciekawości jagnię to kogo "dziecko"- zapytał Kurek
-Nie wiem... Barana?- zapytał Krzysiu.
- Nie dziecko barana to baranek...- powiedział Zibi a wszyscy jak na skinienie wybuchli śmiechem
-Nie... no to bardziej szwagier kozy...- Zamyślił się pit a wszyscy przypomnieli sobie wakacyjne kabarety...
- A owcy Zbyszku? - zapytał Winiar przez śmiech.
-Owieczka....- zibi sam zaczął się śmiać.- Chłopie to są proste sprawy- wydusił prze śmiech...
-No...- zaśmiał się Dziku- Na poziomie przedszkola...- i znów lawina śmiechu.
-Ej to w ramach nauki gadamy co drugie słowo po angielsku!- wydarł sie o pierwszej w nocy Ignaczak, po wyłączeniu komputera. I nadal nie wiem jak jest jagnięcina po angielsku...
- Ok. Trochę tu dark...- zaczął zibi, po czym było słychać tylko huk. Nasz kochany ZB9 padł jak długi potykając się o fotel.- I czemu nie zapaliliście światłą wcześniej?- zapytał oburzony, gdy Pit cyknął światło i nastała jasność.
- Sory nie wiem co to dark...- jeszcze nigdy nie widziałam tyle face palmów...
"Impreza" skończyła się o czwartej... Aga zapowiedziała żeby jej na zajęcia nie budzić bo i tak nie pójdzie... ja zwlokłam się o 6:30 i na 7:00 byłam na treningu... 
- Kałużna, ciebie się tu nie spodziewałem... nie było imprezy?- zapytał trener. Ku mojemu zaskoczeniu, to on był bardzo zaskoczony moją obecnością. Wiem plotę ale nie spałam prawie wogule! założę się że jak wrócę o 14:30 do mieszkania, by chwile odetchnąć banda jeszcze nie wstanie... 
-Może uda mi się nie zasną... bo szczerze to spałam dwie i pół godziny...- co prawda to prawda ledwo co trzymałam się na nogach ale to jak zwykle "ich" wina...

---------------------------------------------------------------------------------------------
Misiaczki a ten jak wam się podobał ? Komentujcie bo to motywuje :) Nie wyszedł jakiś tam strasznie dobry ale trzeba brać co się ma :P :)  Pozdrawiam 

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 25

Pani Iwona zjawiła się u Miśka w mieszkaniu piętnaście po ósmej. Wszyscy oczywiście jeszcze spali... siedziałam na parapecie w kuchni (głupi nawyk z dzieciństwa), pani Iwona na taborecie i rozmawiałyśmy o "planie działania". Nie zazdroszczę Krzyśkowi bo Iwona była wściekła, libero powiedział, że jedzie pooglądać mecz i zostanie na noc bo nie będzie późno po nocy do domu wracał. Ależ chłop ma pomysły... ale należy mu się opieprz, jest najstarszy a w tym momencie dam sobie palec uciąć że to był jego pomysł, albo przynajmniej jego część...
- O mój Boże, mój łeb...-usłyszałyśmy zza ściany. Igła się obudził...
-Mój też...- Bartman też...
- Iwona?!?- zapytał zaskoczony libero na widok swojej żony.- Co ty tutaj robisz?!?- jego mina zrzedłą a on sam był tak wystraszony jak gladiator w Rzymie...
- Siedzę czekam...- powiedziała spokojnie, z opanowaniem- aż wytrzeźwiejesz!- tu podniosłą głos.
- Ale Iwonko ja ci wszystko wytłumaczę...- płaszczył się przed nią a w drzwiach stał dziku z Bartmanem i mieli niezły ubaw... do czasu...
- Nie Iwonkuj mi tutaj! zabieraj Winiara i jazda..- powiedziała stanowczo a igła pędzikiem pobiegł obudzić naszego diżeja i ruszyli w drogę. Pani Iwona podziękowała mi jeszcze za telefon, ja jej za towarzystwo i państwo Ignaczak + Winiar pojechali do domu.
- Może pani karnecik na solarium wykupię?- zapytał na klatce Winiarski.- Tylko niech pani nic mojej żonie nie mówi...- wiedziałam do czego to dąży... ale pani Iwona nie jest taka głupia nie dała się a Winiarskiego, tak jak zresztą Igłę czekała niezła awantura...
-Klaudia a tak wogóle co ty tu robisz?- zapytał Bartman biorąc dużego łyka wody.- Wczoraj tez tu byłaś?- zapytał a mi spadł kamień z serca. To co wczoraj paplał nie ujży światłą dziennego...
- Żartujesz?- zapytał Kurek a ja spojżała na niego z miną "morda w kubeł". Nic to jednak nie dało...- To nie pamiętasz jak się do niej przystawiałeś?!?- oburzony zapytał.- Ja ją musiałem ratować i...- nie dokończył
- I co?!?- Zapytał z lekka przerażony Bartman.
- Zobacz w lustro- po tych słowach ja sama dopiero zauważyłąm że zibi ma podbite oko.- Ale z góry przepraszam ja nie chciałem...- zrobił minę zbitego psa a Bartman się cały gotował.
- I jak ja się teraz na mieście pokarze?- zapytał oburzony.- Albo na treningach? z taką mor..... twarzą- zaakcętował w moją strone bo w drzwiach stanął michał.- będę wygląda? Jak bokser nie siatkarz...- powiedział przyglądając się swojej twarzy...
-Wiesz zawsze możesz powiedzieć, że cię piłka piepszła...- Zamyślił sie Kurek.
- Tak bo zawodowy siatkarz jej nie widział...- powiedział z wielkim sarkazmem Zbyszek.
- albo możesz przypudrować, Klaudia ma tego duzo na twarzy to ci porzyczy...- zaśmiał się po swoich słowach dziku.
- Wcale nie, a ja na twoim miejscu to bym się o swoją twarz martwiła...
-A co?- zapytał.
- A kłótni z Gaba to się nie pamięta no ale po naszej rozmowie w korytarzu to się nie dziwię...- ciągnęłam a Michał zaczął się ubierać.
-A ty do kąt? ja bym do jutra poczekał bo sam z pudru jeszcze dzis zkożystaż...- swoja drogą to nawet nie wiem kiedy Bartek przysolił Zibiemu...
-A co ty miałeś już okazje to się nie wymądrzaj. I to jeszcze nie od dziewczyny...- zaakcetował Michał do ZB9
- Ej no kurek jak byłeś zazdrosny trzeba było powiedzieć...- poruszał znacząco brwiami Bartman.
- Wal się...- bąknął Bartek i poszedł do pokoju. Dzika już nie było.
Gadzinę później Michał był juz spowrotem. Po jego minie wywnioskowałam że nie poszło najlepiej, ale co ja się będę wtrącać...
-Słuchaj ja spadam do domu bo jutro musze jechać, a ty sobie już z nimi dasz radę bo widzę, że "wróciłeś do żywych"- powiedziałam robiąc słynne króliczki koło głowy.
-Ta...- powiedział bezsilnie.
- Coś nie tak?- zapytałam troszkę sarkastycznie ale co zrobić nagrabił sobie...
- Wszystko. Słuchaj zrobiliśmy tą impreze bo...- zamyślił sie na chwile.
- Bo zibi ma urodziny!- prawie wykrzyczał Bartek.
- Zibi ma urodziny za trzy tygodnie...- powiedziałąm ironicznie. Oni myśleli że ja nie wiem? idioci, chyba jeszcze nie wytrzeźwieli...
- Świętowaliśmy przed...- zamyślił się Bartek.- przedmiesięcznice... czy jakoś tak...
- Przedmiesięcznice?- spytałam rozbawiona- po pierwsze nie ma takiego słowa a po drugie to od kiedy trzy tygodnie, jeszcze nie całe, to miesiąc?- zapytałam.
- Miałaś jechać nie?- zapytał Bartek i strzelił focha ale...
- Ała... debilu po...
- Zbyszek!!!- wykrzyczał Michał patrząc na niego spod łba, bo obaj wiedzieliśmy co zibi chciał powiedzieć.
- pogrzało...- przeciągnął ostatnia literkę ZB9 
-Odwiozę cię a wy sie zwijajcie...- wyszliśmy z mieszkania i wsiedliśmy do auta Miśka. Po drodze miał mi wszystko powiedzieć...

---------------------------------------------------------------------------------------------
Hej słoneczka, jak tam dzionek??? Mam nadzieje, że wciągnie was mój rozdział :) 
CZYTASZ-KOMENTUJ ;) Pozdrawiam ;)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 24

W weekend postanowiłam pojechać do domu by po świętować z rodziną bo z rodzicami w dzień urodzin rozmawiałam tylko przez telefon.. Zabrałam manatki i w piątek po południu wsiadłam do pociągu i popędziłam na Śląsk. Pociąg powrotny miałam w niedziele o 16:00 a na miejscu w Łodzi miałam być o 18:30. Treningi w weekend zaplanowane czterokrotnie no cóż... będzie jeszcze wiele a siedemnastkę ma się tylko raz w życiu. W piątek o 20:00 pojechałam "zameldować" się Miśkowi do Jastrzębia i za powiedziałam już w domu, że mogę u niego nocować bo wzięłam ze sobą Gabę i będziemy na pewno nawijać do białego rana. Jednak się przeliczyłam..
-Ej słyszysz?- zapytała Gaba. Na klatce schodowej było słychac głośne hałasy jakiejś imprezy. W głębi duszy modliłam się żeby to tylko nie od Miśka.
- To chyba...- powiedziałam zrezygnowana.
- To na pewno...- ona też nie mogła w to uwierzyć.- Jeszcze wczoraj mówił że na pewno nic nie będzie robił tylko pobyczy sie przed telewizorem...-dodała po chwili, gdy stałyśmy już pod drzwiami Michała.
- Dodając do tego kumpli, alkohol- bo takowy na pewno tam był- i muze na maxa to można powiedzieć że nadgioł tylko troszkę prawdę.- dodałam.
- Nie zapomnij o TV w... szfie!- zdenerwowała się jeszcze bardziej.
- Wchodzimy?- zapytałam. Wiedziałam że mimo tego co od niej usłyszę i tak za kilka sekund pociągnę za klamkę.Po otworzeniu drzwi zatkało mnie! Juz na wstępie podniosłam paczkę papierosów na szczęście nie otwartą...
-Klaaudiaa nie woolnoo ciii paalić, tyyyy tyyy jesteśśś niiie pełnoooletniaaa- pogroził mi palcem dziku jąkając się, i chwiejąc się na nogach.
- Ale ja nie palę tak jak ty nie pijesz...- powiedziałąm sarkastycznie.
- Ach...a to too dooobrzeee- powiedział i podreptał na kanapę. Tam dorwała go już Gaba. Nie zazdroszczę mu bo jak Gabcia się wscieknie to lepiej na dziesięć kilosów się do niej nie zbliżać. Z drugiej strony należało mu się. Ja miałam własne kłopoty...
- Klauduś- usłyszałam zza pleców i poczułam że ktoś się do mnie przytula. Odruchowo się odwróciłam sie i moim oczom ukazał sie niezbyt trzeźwy Bartman...- Jak ty ślicznie wyglądasz...- ciągnął dalej- a jak ładnie pachniesz...
-Zaczyna się...- powiedziałam po cichu. Bartman lekko zaczął kołysać sie do piosenki, którą Dżej Winiar właśnie puścił. Że też to musiał być wolny kawałek...
- Zibi usiąć sobie na kanapie co?- zapytałam próbując odkleić się od niego.
- Nie...- zaczął chichotać pod nosem.- tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- pogroził mi palcem. Na szczęście igła wkroczył do akcji.
- Bartman choć, no lejemy!- krzyknął wskazując na butelkę czystej.
-O nie nie nie!- wydarłam się na pół bloku. - Mowy nie ma. Impreza skończona!- powiedziałam stanowczo. Wyciągnęłam wtyczkę od głośników a chłopaki szybko znaleźli sobie miejscówki do siedzenia i żartowania.
- Gaba a ty do kąt?- zapytałam widząc jak kumpela pewnym krokiem zbliża się do wyjścia. Szybko do niej podbiegłam.
- Nie mam zamiaru słuchac jego głupich tłumaczeń i plontaniny. Mam dość, sory okłamał mnie!- powiedziała i została po niej tylko woń perfum.
- Nie zostawiaj mnie tu z nimi no!- krzyczałam ale nic to nie dało...
- Klauduś tu mi uciekłaś. - ledwo co to usłyszałam a poczułam lekki pocałunek w szyje. Jak ja nienawidzę tego zdrobnienia! pomyślałam.
- Zbyszek idź sie połóż i idź spać co?- zapytałam zachęcająco. Nie poradzę sobie sama z tymi wielkoludami jeszcze jak wszyscy będą tak natrętni...
- Pójdziesz ze mną?- zapytał znacząco poruszając brwiami.
- A co? sam do sypialni nie trafisz czy możesz się zabić po drodze bo masz problem z utrzymaniem równowagi?!?- zapytałam oburzona, koleś nie miał bladego pojęcia co pieprzy...
- Ale bez tej ironii byłoby lepiej skarbuś...- zaczął a ja sie całą gotowałam!
- E Bartman a przyłożył ci już ktoś tak że do sypialni trafisz w mig?!- zapytał stojący w drzwiach Kurek. W tamtym momencie był najtrzeźwiejszy z nich wszystkich ale i tak miał nieźle wypite...
- Zabieram kiece i lecę...- Zibi uśmiechnął sie ironicznie i poszedł razem z Bartkiem do środka. Weszłam za nimi i moim oczom ukazała się komórka Krzysia, a że on jak i większość spała to zadzwoniłam po panią Iwonę. Ta zjawiła się na miejscu w mig i powiedziała że przyjedzie około ósmej do mieszkania Michał i pomoże mi z tymi idiotami. Ja nie wiem jak można być aż tak głupim...
Rano był jeszcze większy rozgardiasz niż wczoraj wieczorem. Ja w przeciwieństwie do chłopaków nie zmrużyłam oka... a tu już na powitanie...


---------------------------------------------------------------------------------------------------
No witam was moje miśki :) udało nam się uskrobać jeden rozdział :) jak się podoba :) ?