Przez najbliższe 3 tygodnie nie będzie nowych rozdziałów bo nasza wspaniała pisarka jest nad morzem u babci. W zamian za to zapraszam was na tego bloga http://one-direction-vs-siatkowka.blogspot.com/ który tez jest nasz :P myślę że się wam spodoba :) Dzięki za odwiedzanie tego bloga i wszystkie komentarze. BEZ WAS NAS BY NIE BYŁO. Na tamtym blogu posty będą póki co każdego dnia. serdecznie zapraszam i pozdrawiam :)
link do drugieo bloga :)
środa, 17 lipca 2013
niedziela, 14 lipca 2013
Rozdział 23

Bajkowa kraina gdzie nie ma żadnych zmartwień, chorób, jest tylko kolorowy, beztroski świat...-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa







- wykrzyczałam czując zimny "prysznic" na plecach. Zorientowałam się również, że piękne, beztroskie życie to...sen...-i moją bajkową krainę szlak trafił!- wydarłam się na pół Łodzi.
- Jaka krainą?- zapytał misiek stojąc nade mną z pustym wiadrem, w którym jeszcze przed minuta była woda. Stał nad moim łóżkiem, śmiał się a do mnie dotarło kto jest sprawcą tego chwytu poniżej pasa...
- Zabije!- wykrzyczałam. Błyskawicznie w drzwiach zjawił się współtwórca tego niecnego planu i Aga, która jak tylko mnie zobaczyła dołączyła do reszty i wybuchła niepohamowanym śmiechem. Domyśliłam sie że Zibi miał zagadywać Agę a Michał robić "swoje". Po tym jak się wysuszyłam, ubrałam w jasne jeansy bluzkę na ramiączkach i jeansową kamizelką oraz dobrałam dodatki, umalowałam się, uczesałam czekała na mnie milsza ba! o wiele milsza część niespodzianki
mianowicie pyszne śniadanie, tort iwagary
znaczyyyyyy.... z tym ostatnim tooooo tak nie do końca
mianowicie miałam się urwać w sęsie Misiek miał mnie zwolnić z dwóch ostatnich lekcji, a że trening dziś odwołamy to tym lepiej 
- Pomyśleć, że nasza kruszyna skończyła siedemnaście lat...- zamyślił się igła.
- Dzięki ale wiesz nie musisz mi jeszcze wieku wypominać i tak jestem, będę i nota bene zawsze byłam młodsza od ciebie- uśmiechnęła się szyderczo pokazując libero język.
- Tylko przez to, że masz urodziny to nic nie powiem...- ciągnał dalej.
- Ooo to mam przywileje- poruszałam znacząco brwiami. Igła wplątał się w niezłe bagno
ze mną nie tak łatwo...- Pozostała tylko chwila, moment- zaczął Zibi widząc zegar, który dobijał do siedemnastej bo właśnie punkt siedemnasta się urodziłam.
- Zanim ściągniesz to...- zaczął nucić Nowakowski. Jeszcze w wieku szesnastki zobaczyłam tyle face palmów co nigdy...
- Piotrek nie pij już...- powiedział Winiar. Po tych słowach wszyscy wybuchli niepohamowanym śmiechem...
- I jeszcze jeden i jeszcze raz sto lat sto lat niech żyje nam!- zaczął Bartman trzymając kieliszek szampana, jak wszyscy zebrani... oprócz mnie Gaby i Agi...niby sportowcą nie wolno ale to po pierwsze wyjątkowa okazja, po drugie to nie pierwszy raz jest ta "wyjątkowa" okazja więc...
Po skończonej balandze postanowiliśmy, że pijani... to może za dużo powiedziane ale podpici nie będę jechać do domu tym bardzej że miała z nimi jechać Gaba... więc postanowiliśmy że przenocują u nas. Jako że impreza skończyła się o piątej to dziękowałam Bogu, że jest sobota. Mimo tego że miałam rano trening odpuściłam, a trener chyba to podejrzewał wcześniej bo nawet nie zadzwonił z pretensjami tylko wysłał sms-a " Kałużna popołudniowy trening na 16:30 myślę, że juz będziesz wśród żywych". Musiałam bo umówiłam się, że zabieram dziewczyny na pizze...

- Klaudzia, słoneczko powiedz gdzie trzymasz wodę bo zaraz umrę...- powiedział Kurek płaszcząc się przede mną.
- Ładne powitanie na dzień dobry nie ma co...- odparsknełam- Pod zlewem masz pięciolitrowy baniak...- po tych słowach popędziłam nie w zasadzie doczołgałam się do łazienki.
- Kocham cię!- dało się usłyszeć głos Bartka. Nie bardzo tylko wiem czy były to słowa kierowane do mnie czy do baniaka z wodą... ale nie zastanawiajmy się nad tym teraz...
- Bartek! daj łyka!- o ho Bartman wstał. No to baniaka już nie ma... pomyślałam.
Odświeżona wyszłam z łazienki, na swojej drodze napotkałam jeszcze Gabę całującą się z Kubiakiem ... swoja drogą ale oni ślicznie razem wyglądają... i z zapatrzenia zderzyłam się z Bartmanem.
- Ej uważaj na porządnych ludzi a nie jeszcze zadepczesz jak mrówki...- powiedział
- Porządnych?- zapytałam z ironią- a tak poza tym to nigdy jeszcze nie udało mi się zadeptać dwumetrowej mrówki- uśmiechnęłam się szyderczo.
- Po pierwsze bardzo porządnych i proszę mi bez takich- pogroził mi palcem.- po drugie to mam 198cm a po trzecie to.... ale oni ładnie razem wyglądają...- zamyślił się zerkając przez uchylone już teraz drzwi...
- No...- patrzyliśmy się na nich chyba dość długo bo usłyszeliśmy zza pleców ciche chrząknięcie... Kurka...
- A wy co? zamierzacie podążać w ich ślady?- zapytała śmiejąc się z nas. Nawet nie zauważyliśmy że Bartman tak się nade mną pochylał jakbyśmy faktycznie mieli się pocałować ale magia miłości dwóch zakochanych robi klimat... od razu zrobiliśmy ze Zbyszkiem krok do tyłu i...
-Ej w porządku?- zapytał przerażony Bartek stojąc nade mną.
- Tak. Jest ok.- powiedziałam, a on pomógł mi wstać. Potknęłam się oczywiście o pusty baniak po wodzie zostawiony tam przez kogo? naszego kochanego ZB9, który wcześniej go niósł...
- Kurna co to było?- zapytał przerażony Michał wychodząc z pokoju a za nim Gaba.
- Nic- ucięłam krótko. Nie wiem co Michał sobie pomyślał bo trzymałam się z Bartkiem za ręce a Bartman tylko się śmiał, że aż zbiegli się wszyscy.
- Ha ha ha i co suszysz język? - zapytałam Zbyszka przez zęby- przecież to twoja wina...
- Sory- ledwo co z siebie wydusił przez śmiech.
-A wy co to nie wycieczka krajoznawcza a ja nie jestem zabytkiem żeby się tak na mnie gapić- bąknęłam.
- No fakt zabytkiem jeszcze nie jesteś ale poczekamy zobaczymy...- zamyślił się Igła a wszyscy znów wybuchli śmiechem.
Po piętnastej wszyscy się zwinęli oczywiście poszliśmy jeszcze na obiad i wysłuchaliśmy żartów igły który rzadko kiedy siedzi cicho przy posiłkach. Ja nie wiem jak ja będę na treningu dzisiaj funkcjonować nie do końca wyspana bo od piątej do tej jedenastej to nie aż tak dużo czasu a najedzona to ja jak nigdy jestem i jeszcze pizza...
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział 22
-Co?!?- oburzył sie trener.- To my tu do pierwszej czekamy, dziewczyna pokłada się po krzesłach nie wspominając, że jutro to znaczy teraz juz dzisiaj ma trening i to tylko po to żeby usłyszeć, że nie ma jednego z członków rady i głosowanie unieważnione!- wykrzyczał na jednym tchu trener, co mnie obudziło do reszty. Swoją drogą to te krzesła strasznie nie wygodne ale to może dla tego, że jak się w jednej pozycji przez dwie godziny "leży" to tak juz się wydaje.
- Trenerze spokojnie...
-Co spokojnie?! jakie spokojnie?!
- Próbowałam...- powiedziałam zrezygnowanym głosem zarówno do dyrektora przecierającego oczy prawdopodobnie z niewyspania niż wrażenia czy oburzenia i radnych, których miny wyglądały tak O_o. Usiadłam na krześle ponownie i "wygodnie" się ułożyłam bo wiedziałam, że jak trener zaczyna przemowę czy to ze zdenerwowania czy z innych powodów to szybko się to nie skończy.
- To jest niepoważne. Państwo chyba jesteście nienormalni!- ciągnął dalej. O ho to ja na ten trening trafię prosto z tąt, jeśli wogóle zdążę...
-Dobrze proszę o wyrozumiałość. Za tydzień obiecuję wszystkich członków roady. Panie dyrektorze skontaktujemy się.- powiedział przedstawiciel. Ledwo co weszłam do mieszkania wybiła szósta. Nie było sensu się kłaść spać bo jeszcze bym zaspała, więc odpaliłam lapka i weszłam na skaypa. Od razu zadzwonił do mnie Michał oczywiście w tle było słychać wszystkich wielkoludów...
- To jest chamskie nie uważasz?- tylko to dało się usłyszeć. Kochana igiełka krzycząca do ekranu, nie dająca nic powiedzieć innym...
- Tak igła ale zważ na to że nie spałam ani minuty w ciągu tej doby i nie krzycz!- teraz to ja podniosłam głos.
- Dobra dobra...- zrobił mine zbitego psa i odsunął się od ekranu tym samym dopuszczając tam miśka.
- To kiedy ten szanowny- Michał zaczął ale nie dokończył
- Michał tu są dzieci- wtrącił Nowakowski przecierając oczy na kanapie z tyłu. Wszyscy się na niego popatrzyli jak na idiotę.
- Mówisz o sobie? dzieci o tej porze śpią a tobie do tego stanu blisko...- powiedziałam obojętnie. Nie miałam siły na kłótnie.
- Ej widzieliście to?!- do mieszkania Dzika wpadł zdenerwowany Bartman.
-Mówisz o....- zastanawiała się igła
-O tych powołaniach no!- wykrzyczał a w tym czasie wszyscy zebrani pokazali na ekran komputera. Ja tylko blado się uśmiechnęłam i pomachałam zaspanemu Zbyszkowi.
- Ou...- przeciągnął Bartman.- Nie dołując nikogo...- błądził a język mu się plątał tak jak by wypił co najmniej pół litra...
- Dobra daruj sobie...- powiedziałam z coraz większą chrypą.
- Może zaparz sobie rumianku?- olśniło Piotrka.
- Debilu rumianek jest od....- zastanowił się na chwilę.-.... od.....- myślał ale nawet dla igły było za wcześnie.- no na pewno nie od tego!- wykrzyczał oburzony, nie mogąc powiedzieć nic sensownego.
- Igła nie myślałeś może o położeniu się na pół godzinki?- po tych słowach było widać, że wywołałam na bladych i zmęczonych twarzach chłopaków mały uśmiech.
- Takmyślałam ale za emocjonowałem się czyimś powołaniem- wyszczerzył się do ekranu.
- Patrzcie woda sodowa wróciła do głowy...- powiedział Bartman co wywołało lawina śmiechu.
- Ja spadam bo trening za trzy godziny i wartało by się choć trochę bulnąć bo nie będę jak ostatni kaleka na treningu zap..
- Igła!- burknął Misiek.
- zapocać....- powiedział ale chyba sam siebie nie przekonał tym słowem, którego nawet w słowniku nie ma.
- Tak... przy da ci się bulnąć żeby sie zapocać..- powiedział Bartman a Piter ze śmiech aż się poryczał...
Dwa dni później wypadały moje urodziny. Miałam nadzieje, chociaż pewnie nie tylko ja, że będę je świętować pełną parą a nie z myśla " czy się dostanę?, czy się uda?" to juz chyba u mnie myśli standardowe
Od razu z rana miałam niezłą niespodzianką chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać...
- Trenerze spokojnie...
-Co spokojnie?! jakie spokojnie?!
- Próbowałam...- powiedziałam zrezygnowanym głosem zarówno do dyrektora przecierającego oczy prawdopodobnie z niewyspania niż wrażenia czy oburzenia i radnych, których miny wyglądały tak O_o. Usiadłam na krześle ponownie i "wygodnie" się ułożyłam bo wiedziałam, że jak trener zaczyna przemowę czy to ze zdenerwowania czy z innych powodów to szybko się to nie skończy.
- To jest niepoważne. Państwo chyba jesteście nienormalni!- ciągnął dalej. O ho to ja na ten trening trafię prosto z tąt, jeśli wogóle zdążę...
-Dobrze proszę o wyrozumiałość. Za tydzień obiecuję wszystkich członków roady. Panie dyrektorze skontaktujemy się.- powiedział przedstawiciel. Ledwo co weszłam do mieszkania wybiła szósta. Nie było sensu się kłaść spać bo jeszcze bym zaspała, więc odpaliłam lapka i weszłam na skaypa. Od razu zadzwonił do mnie Michał oczywiście w tle było słychać wszystkich wielkoludów...
- To jest chamskie nie uważasz?- tylko to dało się usłyszeć. Kochana igiełka krzycząca do ekranu, nie dająca nic powiedzieć innym...
- Tak igła ale zważ na to że nie spałam ani minuty w ciągu tej doby i nie krzycz!- teraz to ja podniosłam głos.
- Dobra dobra...- zrobił mine zbitego psa i odsunął się od ekranu tym samym dopuszczając tam miśka.
- To kiedy ten szanowny- Michał zaczął ale nie dokończył
- Michał tu są dzieci- wtrącił Nowakowski przecierając oczy na kanapie z tyłu. Wszyscy się na niego popatrzyli jak na idiotę.
- Mówisz o sobie? dzieci o tej porze śpią a tobie do tego stanu blisko...- powiedziałam obojętnie. Nie miałam siły na kłótnie.
- Ej widzieliście to?!- do mieszkania Dzika wpadł zdenerwowany Bartman.
-Mówisz o....- zastanawiała się igła
-O tych powołaniach no!- wykrzyczał a w tym czasie wszyscy zebrani pokazali na ekran komputera. Ja tylko blado się uśmiechnęłam i pomachałam zaspanemu Zbyszkowi.
- Ou...- przeciągnął Bartman.- Nie dołując nikogo...- błądził a język mu się plątał tak jak by wypił co najmniej pół litra...
- Dobra daruj sobie...- powiedziałam z coraz większą chrypą.
- Może zaparz sobie rumianku?- olśniło Piotrka.
- Debilu rumianek jest od....- zastanowił się na chwilę.-.... od.....- myślał ale nawet dla igły było za wcześnie.- no na pewno nie od tego!- wykrzyczał oburzony, nie mogąc powiedzieć nic sensownego.
- Igła nie myślałeś może o położeniu się na pół godzinki?- po tych słowach było widać, że wywołałam na bladych i zmęczonych twarzach chłopaków mały uśmiech.
- Takmyślałam ale za emocjonowałem się czyimś powołaniem- wyszczerzył się do ekranu.
- Patrzcie woda sodowa wróciła do głowy...- powiedział Bartman co wywołało lawina śmiechu.
- Ja spadam bo trening za trzy godziny i wartało by się choć trochę bulnąć bo nie będę jak ostatni kaleka na treningu zap..
- Igła!- burknął Misiek.
- zapocać....- powiedział ale chyba sam siebie nie przekonał tym słowem, którego nawet w słowniku nie ma.
- Tak... przy da ci się bulnąć żeby sie zapocać..- powiedział Bartman a Piter ze śmiech aż się poryczał...
Dwa dni później wypadały moje urodziny. Miałam nadzieje, chociaż pewnie nie tylko ja, że będę je świętować pełną parą a nie z myśla " czy się dostanę?, czy się uda?" to juz chyba u mnie myśli standardowe

Od razu z rana miałam niezłą niespodzianką chociaż w sumie mogłam się tego spodziewać...
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 21
-Co się stało?!?- wyskoczyłam na równe nogi jak ją tylko zobaczyłam. Nie umiała nic wydusić! była bardzo zdenerwowana.
-Jutro, jutro masz, masz- jąkała się nie mogąc złapać tchu. Widać było, że biegła do mieszkania.
-Co mam?!?- zapytałam zdenerwowana. Wszyscy trzej staliśmy nad nią i czekaliśmy aż coś z siebie wydusi. Jej niepokój udzielał się powoli wszystkim.
-Masz sie do, do dyrka zgłosić, ale padniesz jak, jak ci powiem o co chodzi!- prawie wykrzyczała jąkając się. Bartman dał się jej napić wody. Już po chwili siedzieliśmy w salonie na kanapie i czekaliśmy aż Aga powie nam coś więcej.
-Dzisiaj przyszły powołania!- prawie podskoczyła z kanapy.
-Jakie powołania?- zapytał Dziku tym samym wyręczając mnie.
-Na zgrupowania reprezentacyjne!- wykrzyczał.- Podobno, że ty tam jesteś!- znowu zatkało mi przez nią bębenki.
-Ja?!? ale to nie możliwe. Ja mam siedemnaście lat! nie mogą mnie powoływać- byłam zaskoczona! na zgrupowania powołuje się podobno od osiemnastki, ja nawet tyle rocznikowo nie miałam!
-Wiem. Za tydzień, po ogłoszeniu czy się w "reprze" znalazłaś będzie komisja. Jeśli się do niej dostaniesz rzecz jasna...- nawijała jak szalona.
-Gratuluje!- wykrzyczał Bartman i mocno przytulił.- Pamiętasz jak nauczyłem cię przyjmować na treningu?- zapytał
-Ty mnie tylko raz pouczyłeś!- oburzyłam się.
-Cicho! pamiętasz?- zapytał ponownie.
-Pamiętam.
-Pamiętasz jak cię nauczyłem atakować?- zapytał ponownie.
-Ty mi tylko "plas" pokazałeś!- znów zaprzeczyłam.
-Ale pokazałem tak?!?!- teraz to on się oburzył.
-No tak...- ciągnął dalej a ja coraz bardzie nie wiedziałam o co chodzi.
-Pamiętasz kto ci powiedział że to ambicja powinna pchać cię do przodu i sprawiać żebyś trenowała więcej i ciężej?- zapytał
- To akurat jest prawda- uśmiechnęłam się
-Ale pamiętasz?- zapytał po raz kolejny, rozdrażniony moimi sprzeciwami i pokrętnymi odpowiedziami.
- Kurde..- zamyślił się- ale ja dobry jestem!- po tych słowach zarówno ja jak i Aga oraz Kubiak strzeliliśmy face palma.
- Zibi.... nie załamuj mnie!- powiedział dziku składając ręce jak do modlitwy.- będę się o ciebie modlił...- powiedział z politowaniem. Po "krótkiej" wizycie Bartmana i Kubiaka padłam na łóżko jak długa. Wiedziałam, że jutro czeka mnie bardzo ciężki dzień. Z jednej strony jeszcze nie mogłam uwierzyć w to, że mogę grać w reprezentacji a z drugiej strasznie się denerwowałam tym jak ja sobie poradzę z odmową, albo trenera, który mnie nie będzie chciał w drużynie, albo związku bo oni mogą mnie nie dopuścić. Nie chcę przeżywać tak wielkiego zawodu jak kiedyś. Nie przeżyję tego po raz drugi!
-Jutro, jutro masz, masz- jąkała się nie mogąc złapać tchu. Widać było, że biegła do mieszkania.
-Co mam?!?- zapytałam zdenerwowana. Wszyscy trzej staliśmy nad nią i czekaliśmy aż coś z siebie wydusi. Jej niepokój udzielał się powoli wszystkim.
-Masz sie do, do dyrka zgłosić, ale padniesz jak, jak ci powiem o co chodzi!- prawie wykrzyczała jąkając się. Bartman dał się jej napić wody. Już po chwili siedzieliśmy w salonie na kanapie i czekaliśmy aż Aga powie nam coś więcej.
-Dzisiaj przyszły powołania!- prawie podskoczyła z kanapy.
-Jakie powołania?- zapytał Dziku tym samym wyręczając mnie.
-Na zgrupowania reprezentacyjne!- wykrzyczał.- Podobno, że ty tam jesteś!- znowu zatkało mi przez nią bębenki.
-Ja?!? ale to nie możliwe. Ja mam siedemnaście lat! nie mogą mnie powoływać- byłam zaskoczona! na zgrupowania powołuje się podobno od osiemnastki, ja nawet tyle rocznikowo nie miałam!
-Wiem. Za tydzień, po ogłoszeniu czy się w "reprze" znalazłaś będzie komisja. Jeśli się do niej dostaniesz rzecz jasna...- nawijała jak szalona.
-Gratuluje!- wykrzyczał Bartman i mocno przytulił.- Pamiętasz jak nauczyłem cię przyjmować na treningu?- zapytał
-Ty mnie tylko raz pouczyłeś!- oburzyłam się.
-Cicho! pamiętasz?- zapytał ponownie.
-Pamiętam.
-Pamiętasz jak cię nauczyłem atakować?- zapytał ponownie.
-Ty mi tylko "plas" pokazałeś!- znów zaprzeczyłam.
-Ale pokazałem tak?!?!- teraz to on się oburzył.
-No tak...- ciągnął dalej a ja coraz bardzie nie wiedziałam o co chodzi.
-Pamiętasz kto ci powiedział że to ambicja powinna pchać cię do przodu i sprawiać żebyś trenowała więcej i ciężej?- zapytał
- To akurat jest prawda- uśmiechnęłam się
-Ale pamiętasz?- zapytał po raz kolejny, rozdrażniony moimi sprzeciwami i pokrętnymi odpowiedziami.
- Kurde..- zamyślił się- ale ja dobry jestem!- po tych słowach zarówno ja jak i Aga oraz Kubiak strzeliliśmy face palma.
- Zibi.... nie załamuj mnie!- powiedział dziku składając ręce jak do modlitwy.- będę się o ciebie modlił...- powiedział z politowaniem. Po "krótkiej" wizycie Bartmana i Kubiaka padłam na łóżko jak długa. Wiedziałam, że jutro czeka mnie bardzo ciężki dzień. Z jednej strony jeszcze nie mogłam uwierzyć w to, że mogę grać w reprezentacji a z drugiej strasznie się denerwowałam tym jak ja sobie poradzę z odmową, albo trenera, który mnie nie będzie chciał w drużynie, albo związku bo oni mogą mnie nie dopuścić. Nie chcę przeżywać tak wielkiego zawodu jak kiedyś. Nie przeżyję tego po raz drugi!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)